Zawodowy związek biznesmenów Związek Zawodowy Górników w Polsce pod przewodnictwem Andrzeja Chwiluka stał się firmą, nastawionym na zysk przedsiębiorstwem. Oczywiście, mowa tu o zysku dla szefostwa związku. Na kopalni "Sośnica-Makoszowy" zapomniano już dawno jak wygląda przewodniczący Chwiluk, mimo że jest tam zatrudniony. To człowiek na tyle zajęty doglądaniem rozległych interesów, że nie ma już czasu na sprawy związkowe. Nawet w mediach nie ma czasu się wypowiadać i wysyła swojego zastępcę, Wacława Czerkawskiego. Występ przed telewizyjną kamerę pieniędzy nie daje, a ośrodki wypoczynkowe i firmy świadczące usługi na rzecz kopalń owszem. I to pieniądze niemałe!
Dla Andrzeja Chwiluka to olbrzymi komfort i wygoda, że spółki węglowe wstrzymały przyjęcia ludzi w górnictwie. Pozwala to firmom związanym z szefem ZZG świadczyć usługi na rzecz kopalń. Chwiluk przyjmuje ludzi do siebie, a każdy z przyjętych tylko marzy by jak najszybciej przejść z firmy pod kopalnię, otrzymywać godne wynagrodzenie i mieć jasność dla kogo tak naprawdę pracuje.
Szkoda, że zatrzymują się one tylko na etapie kieszeni i konta watażków: Chwiluka, Majdy czy Motowidły. Nic z tego nie mają członkowie związku. Nie mogą nawet liczyć na walkę ich związku o podwyżki płac. Gdyby bowiem ZZGwP wystąpił o większe wynagrodzenie dla górników, zaraz pokończyłyby się interesy przewodniczącego Andrzeja Chwiluka na kopalniach.
Czy przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce to człowiek-orkiestra? Nie, to człowiek, który dla pieniędzy jest zrobić dużo. Dużo za dużo, bo jest w stanie ze związku zawodowego zrobić maszynkę do robienia interesów dla ściśle wąskiej grupy "swoich".
Wykorzystano informacje zawarte w tygodniku "Kurier Związkowy" (nr wyd. 297 i 326)Autor: Patryk Kosela
Tekst pierwotnie opublikowany na stronie
redakcja.newsweek.pl