Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6553 miejsce

Andrzej Stasiuk - "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach". Na szczęście

„Nic nie budzi większej ciekawości niż pytanie z czego zrobiony jest najstarszy świat, ten w którym jeszcze nas nie było”. To z tego nieustannego niepokoju bierze się Stasiuka rozumienie świata i inspiracje do książek. Z podróżowania po żółtych drogach, z dala od zgiełku, ale bliżej sedna wszystkiego.

 / Fot. okładka książki, Czarne„Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” Andrzeja Stasiuka to nie jest nowa książka sensu stricto, ale zbiór esejów publikowanych m. in. w „Tygodniku Powszechnym” czy „L’Espresso”. Kluczem do ich interpretacji są peryferie, obrzeża światów nie tylko gdzieś w Beskidach, ale i w Kalabrii czy Chinach. "Żółte drogi" dają inne podejście do życia, narzucają inny rytm, bliższy naturze, dają dystans, tak potrzebny w dzisiejszym świecie: odhumanizowanym, hołdującym komercji, zalanym prymitywem i głupotą.

„Całe życie szukam miejsc, w których mam nadzieję poczuć ukłucie” – pisze autor. I znajduje. Na drodze Gródek-Jabłonna Lacka albo drodze nr 993: Łysa Góra – Folusz z „idealnym krajobrazem, do którego się tęskni”, albo na pustyni Gobi czy Zabajkalu, które „o nic nie dba, poza uporczywym istnieniem”.

Autorem tych tekstów jest dojrzały mężczyzna i pisarz, ale to absolutnie nie jest książka podszyta smugą cienia. Nic z tych rzeczy! To raczej wyraz satysfakcji z przeżytego i ogromny apetyt na więcej. Bo, jak pisze Stasiuk: „Ciągnie go”. A kiedy ciągnie, to trzeba ruszać, by przeżyć i opisywać piękno świata. Tak rozumie sens swojego zawodu i życia w ogóle. I jako argument przytacza historię doskonałego włoskiego dziennikarza Tiziano Terzaniego, który poświęcił życie pasji reportera, rezygnując z własnego domu „ponieważ mu się to podobało”. Tylko i aż tyle.

Rola twórcy to jeden z tematów, który przewija się w esejach zebranych w książce. „Najsłynniejsi Łemkowie świata” – jak nazywa Nikifora i Andy Warhola, połączeni byli wg Stasiuka jakaś braterską więzią i na swój sposób, wręcz obsesyjnie, „ocalali od zapomnienia”. Herta Müller, której życie zdeterminowane jest przez historię ojca i innych mężczyzn z rodzinnej rumuńskiej wioski (służyli w SS lub Wehrmachcie; po wojnie żałowali przegranej, ale wyrzutów sumienia nie mieli) i przez komunizm czasów Ceauşescu, prowadzi w swych książkach heroiczną wręcz walkę, by na przekór światu, który pragnie amnezji, nie zapomnieć o mrocznej przeszłości.

Przeszłość, kolejne słowo-klucz określające teksty Stasiuka. Na kartach powracają jego bliscy zmarli i miejsca z dawnych lat. Są niezbędnym elementem, bo stanowią o tożsamości. Tłem kilku esejów są ukochane Beskidy, kraina duchów, „królestwo minionego i kosmopolityczna republika cmentarzy, na których pochowani są żołnierze kilkunastu nacji. „Na moim końcu świata leży pól Europy”[…] Umarłe wsie, pogrzebani mieszkańcy, martwi żołnierze nieistniejących armii”. A w tle: pustka gór, zieleń, upał… i „świat przypomina wtedy całkowicie pozbawiony grozy śmierci wielki spokojny cmentarz.

Życie na rozdrożach Wschodu i Zachodu, z których wydarto rdzenną ludność, w pobliżu miejsc, na których stały kiedyś łemkowskie domy i cerkwie, a dziś hula wiatr, musi wpływać na sposób postrzegania współczesności. Tak zresztą jest nie tylko w Beskidzie, tak jest na wschodzie Polski, gdzie osobliwy trójkąt tworzą Bełżec, Sobibór, Treblinka („Świąteczna podróż na wschodnią granicę”), tak jest w zamierających miastach dawnych republik radzieckich.

Dużo w tej książce mówi się o śmierci, ale trudno zapomnieć o Wielkiej Pani, jak nazywa ją Stasiuk. Bez niej odczuwalibyśmy tylko obojętność. Tymczasem współczesny człowiek, śmierci się obawia. Może dlatego, że zatraciliśmy kontakt z naturą. Sugeruje więc Stasiuk, cytując Emila Ciorana, by „pokucać w cieple zwierząt”. To "kucanie" jest wręcz niezbędne, by nie zatracić więzi z kosmosem; jej resztki tlą się jeszcze właśnie na peryferiach.

Obserwacja natury daje ciekawe spostrzeżenia: „Czyżby, gdy nadchodzi bestia bezbronne stawało się jeszcze bardziej bezbronne? […]Cały czas się spodziewamy, że bestia się zjawi, jeśli nie z lasu, to z głębi nas, by zadać ból i w końcu śmierć („Drapieżne”). Marcowy horror przyrody i „bezmierna melancholia strefy umiarkowanej” muszą mieć wpływ na naszą słowiańską naturę, co prawda, gdy przychodzi maj, zmienia się perspektywa, ale wrzesień to znowu początek schyłku, „ostatni wysiłek świata zanim zacznie powoli gasnąć, popielić się, zamierać. Nigdy nie widać życia lepiej niż jesienią”.

Książkę Stasiuka trzeba czytać powoli, smakując treść i styl, będąc gotowym na zmiany nastrojów, gdy sensualne opisy mieszają się z ironią, cynizmem i dosadnym językiem. Stasiuk bawi się nim, dopieszcza, cyzeluje, by za chwilę, bez ogródek, będąc w stanie najwyższego wzburzenia, pisać o „syfie polskich bezdroży”, które postanowiły przestać być „żółtymi drogami” i rzuciły się w wir wielkiego świata: „Stopień wizualnego obesrania poboczy drogi nr 47 przywodzi na myśl zaplanowaną celową i precyzyjnie odbytą zbrodnię na pejzażu, na cudzie świata, który nam podarowano. Na góry musimy patrzeć poprzez obskurny majak, przez ten syf nieopisany, poustawiany po jednej i po drugiej stronie drogi. Tak sobie wyobraziliśmy wielki świat i tak go zbudowaliśmy: z drutów, ceowników, folii, dykty, farby , blachy i plastiku. Teraz jedziemy przez jakąś poroniona Dolinę Jozafata i krwawią nam źrenice od tej ględźby obleśnej[...]

Wątpliwa estetyka przestrzeni miejskiej (np. Zakopanego) i tej zagospodarowanej wzdłuż polskich dróg przez oszalałych reklamodawców rodzi ironię i sarkazmem: „A jednak lubię brzydotę mojego kraju. Jest niepowtarzalna. […] komunizm był szary – truizm, który zatruł umysły. Więc gdy się bohatersko wyzwoliliśmy, pierwszym odruchem była wizyta w sklepie z farbami. I tak teraz wygląda moja ojczyzna: jakby małpa bawiła się pędzlem. Mnie to imponuje: ta sobiepańskość, to warcholstwo, ta wolność od reguł, od estetycznej poprawności, od napomnień znawców, czasem wręcz od rozumu. W jakimś sensie jestem fanem tej dzikości serca. […]

Lektura książki obowiązkowa dla wszystkich, którym bliski jest klimat zapomnianych peryferii, którzy czują potrzebę pielęgnowania przeszłości, potrafią ot tak, po prostu zachwycić się urodą świata. I dla tych, którzy nie wiedzą już, jak reagować na „mentalnie wydziedziczonych, którzy z uporem poszukują nowej tożsamości”.

Andrzej Stasiuk, "Nie ma ekspresów przy żółtych drogach"
Wydawnictwo Czarne
Liczba stron - 176
Wydanie 1
Okładka twarda
ISBN 978-83-7536-628-0

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.