Pozycja materiału w rankingach:
- Lubię dobrze i modnie wyglądać, ale robię to dla siebie, by dobrze się czuć, niż z jakiejś dzikiej pogoni za trendami - mówi Aneta Kręglicka, Miss World 1989.
- W fioletowej sukni, najsłynniejszej swojej kreacji, zdobyła Pani tytuł Miss World. Sama ją Pani zaprojektowała?
–
W Japonii na konkursie Miss International zajęłam drugie miejsce.
Wenezuelka, która była trzecia, miała na sobie suknię, która bardzo mi
się podobała. Postanowiłam wykorzystać choć część z tego wzoru. Na
uszycie sukienki miałam trzy dni, ale niezastąpiona okazała się moja
krawcowa – pani Sławomira Pik. Do trenu, uszytego tak jak ten z sukni
Wenezuelki, zaprojektowałyśmy resztę. Mojej mamie cudem udało się kupić
fioletową żorżetę i lisa w podobnym kolorze. Suknia była piękna. 
- Zakłada ją Pani jeszcze czasem, czy leży ukryta głęboko w szafie?
–
Teraz jest u mojej mamy w Gdańsku. Choć wielokrotnie mnie o to
proszono, założyłam ją od tego czasu tylko jeden jedyny raz, na galę w
Teatrze Buffo. Zrobiłam to na ogromną prośbę Janusza Józefowicza.
- Ale lubi Pani modę, pokazy, zakupy?
– Lubię dobrze i modnie
wyglądać, ale robię to dla siebie, by dobrze się czuć, niż z jakiejś
dzikiej pogoni za trendami. Nie jestem fasion victim, nie myszkuję po
sklepach, nie znoszę zakupów. Dla mnie to katastrofa! Najchętniej
robiłabym je przypadkiem, a najczęściej robię z konieczności. Na
szczęście przyjaźnię się z Maćkiem Zieniem i kiedy tylko szykuje się
jakieś „wyjście”, idę do jego atelier. Na drugi dzień mam sukienkę, o której wiem, że jest uszyta specjalnie dla mnie. To wymarzona sytuacja dla kobiety.
- Jest Pani jego stałą klientką, więc wszystkie wymiary Miss World ma w swoim kajeciku?
– Jasne, zna mój każdy centymetr w biodrach.
- Miała Pani kiedykolwiek kłopoty z wagą?
– Należę do osób
szczupłych. Najwięcej w życiu ważyłam 55 kilogramów. Miałam wtedy chyba
19 lat. Potem schudłam kilka kilo, ale przy podróżach związanych z
konkursem i pysznym jedzeniu z całego świata, tuż przed finałem ważyłam
54 kilogramy. Lubię dobrze zjeść, nie odmawiam sobie krwistego
befsztyka czy knedli i pierogów leniwych. Zwłaszcza kiedy zrobi je moja
mama. Ale też sporo się ruszam. Kiedyś uprawiałam gimnastykę
artystyczną. Po „Tańcu z gwiazdami” siłownia nie sprawia mi już
przyjemności, wolę tańczyć. To był dla mnie kopniak, solidna dawka
adrenaliny. Teraz czuję się naprawdę fit.
- Gdyby miała Pani wziąć udział w kampanii reklamowej domu mody, który miałby największe szanse?
–
Valentino. Jego stroje urzekają kobiecością. Mam ogromny sentyment do
tego projektanta, może dlatego, że moja suknia ślubna była szyta u
Valentino.
Katarzyna Kroczak
Zobacz także:
Poznań w porannym słońcu [Zdjęcia]
(odsłon: +411)