Facebook Google+ Twitter

Ania Iberszer : „Zakochałam się bez pamięci w…Teatrze“

Ania Iberszer, aktorka z włoskimi korzeniami, która kocha taniec. Co ciekawe, swoje zdolności taneczne odkryła dopiero na studiach. Znana jest z takich seriali, jak: "Ranczo", czy "Na dobre i na złe". Rozmawiałyśmy o korzeniach i o życiu.

Mam wrażenie, że idealna rola dla Pani, która dałaby Pani 100% prawdziwego spełnienia, to postać dziewczyny mówiącej po włosku, tancerki flamenco i choreografki w jednym. Mam rację?

-Przeciwnie! Marzeniem każdego aktora jest zagranie postaci, która jest typologicznie daleko od jego naturalnych warunków. Trzeba się wtedy naprawdę pogimnastykować, żeby postać była z jednej strony wiarygodna, a z drugiej nieszablonowa.

Skąd wzięło się u Pani zamiłowanie do tańca, ma to związek z tym, o czym ostatnio głośno w Pani temacie, czyli z włoskimi korzeniami?

-Nie do końca, gdyby tak było tańczyłabym tarantellę :). Odkryłam, że mam zdolności taneczne dopiero na studiach. W liceum wykonywałam taneczne improwizacje do muzyki Czajkowskiego, Rachmaninowa i Bacha, ale w zaciszu własnego pokoju. Potem, na studiach zdałam sobie sprawę, że mam dar, który muszę rozwinąć.

Kiedy nastąpiło Pani pierwsze spotkanie z tańcem, które można określić jako poważne?

-Kiedy byłam na trzecim roku studiów zaczęłam chodzić na zajęcia flamenco i poczułam, że od tej pory nie obejdę się bez tańca. Pół roku później znajomy pokazał mi video z ulic Buenos Aires i tak zobaczyłam po raz pierwszy tango argentyńskie. Ogromnie mi się spodobało i zaczęłam jeździć w weekendy na zajęcia do Berlina, w Polsce jeszcze nikt tanga nie tańczył. Kilka lat później mieliśmy już dziesiątki uczniów i zaczęły mnożyć się "milongi", czyli potańcówki tangowe. Co roku wyjeżdżałam też na miesiąc do Sevilli, by tam u źródeł uczyć się tańca flamenco. Aby rozwinąć się bardziej wszechstronnie chodziłam do studia tanecznego przy Teatrze Buffo, tam poznałam klasykę, taniec współczesny, jazzowy, elementy akrobatyki. I tak moim życiu było coraz więcej tańca.

Na co jednak jako pierwsze pojawił się u Pani pomysł? Na taniec, czy aktorstwo?
Lidia Kopania, Agnieszka Wielgosz, Ania Matysiak oraz Ania Iberszer. / Fot. Fot. C. Kowalski
-Pierwszy był taniec, aktorstwo „dopadło“ mnie dopiero po studiach Reżyserii Dźwięku. Robiłam wtedy choreografię do spektaklu K. Kutza w Teatrze Narodowym w Warszawie i tam spotkałam Jerzego Grzegorzewskiego, który zaprosił mnie do udziału w dwóch jego spektaklach. I tak zakochałam się bez pamięci w teatrze. Rok później podjęłam studia aktorskie :).

Co najbardziej lubi Pani w kulturze włoskiej? Czy lubi Pani jeździć tam na wakacje?

-Oczywiście uwielbiam włoskie słońce, błękitne niebo, smak włoskiej kuchni, zapach kawy i cudowną architekturę, która koi moje zmysły. Jednak jeśli chodzi o współczesną kulturę i obyczajowość włoską nie mają już one wiele wspólnego z tym, czego nasłuchałam się z opowiadań mojej babci. Europa się uniformizuje, również kulturowo, młodzież coraz mniej interesuje się kulturą własnego kraju, wszyscy skupieni są na internecie, komórkach, coraz mniej "żywego" człowieka. We Włoszech zostało jeszcze trochę z tego obyczaju spotkań, rozmów w barach, wspólnych posiłków w restauracji, wymiany zdań z ludźmi przypadkiem spotkanymi na ulicy. I to mi się tam bardzo podoba - kontakt z ludźmi, wymiana spojrzeń wzajemny uśmiech, radość z dnia powszedniego. W Polakach jest ciągły pośpiech, a co za tym idzie dużo agresji, nieustannie na coś narzekamy, do czegoś dążymy, nie doceniając tego co dzieje się w chwili obecnej i nie zauważając ludzi wokół. I to mnie zawsze smuci i sprawia, że też zamykam się we własnym świecie.

Wiem, że języka uczyła się Pani w Rimini. Co najbardziej podobało się Pani w tym mieście?

-To miasto o wspaniałej architekturze z okresu włoskiego renesansu. W starszej części miasta znajdziemy stare mury wzniesione w 3 wieku p.n.e. oraz wspaniałe budowle z czasów panowania rodu Malatesta. Wokół starówki piękne wille zatopione w bujnej zieleni, a wzdłuż miasta rozciąga się jedna z szerszych plaż wybrzeża adriatyckiego. Jedną z dzielnic Rimini ukochał sobie Federico Fellini, na jego cześć wymalowane są tam murale ze scenami z jego filmów, a co dwa lata odbywa się olbrzymia fiesta z korowodami, smokami i pokazem sztucznych ogni.

Pani mama mówi jak po polsku, tak również po włosku. Razem rozmawiacie po polsku, czy po włosku również Wam się zdarza?

-Nie, nie rozmawiamy po włosku, byłoby to dosyć nienaturalne biorąc pod uwagę, że wszyscy wokół posługują się językiem polskim. Zdarza nam się wymienić kilka zdań po włosku kiedy nie chcemy, żeby nas zrozumiano, to bywa to bardzo wygodne :).

Na ekranie też może prezentować Pani swoje umiejętności językowe. Mowa o serialu „Ranczo“. Jakie są dalsze losy Franceski?

-Nie wiem :) Zdjęcia we wrześniu, ale jeszcze nie dostaliśmy scenariusza, sama jestem ciekawa!

Czy to już ostatni sezon serialu?

-Podobno.

Co najbardziej podoba się Pani w tej produkcji?

-Scenariusz i ludzie. Mam wspaniałych kolegów zarówno w pionie aktorskim jak i w ekipie, to prawdziwa radość pracować z ludźmi, których się ceni i lubi.

W czym tkwi jej sukces, że przykuwa uwagę kilku milionowej widowni?

-Scenariusz bazuje na naszej polskiej rzeczywistości dzięki czemu widzowie mogą się identyfikować z postaciami. W Polsce seriale bazują w dużej mierze na formatach zagranicznych przez co realia w nich pokazane mają sią nijak do tego, co przeciętny widz spotyka na co dzień. Ciężko osobie zarabiającej średnią krajową wczuć się w problemy postaci, która szlocha, bo nie zdążyła na samolot na Malediwy, albo cierpi z powodu rysy na nowym BMW...

Angażuje się Pani również w liczne akcje charytatywne, m.in „Podaruj Madzi 1%“, czy „Wkręć się w Autyzm“. Co jest dla Pani najważniejsze w pomocy potrzebującym?

-Fakt, że ktoś jest dzięki temu szczęśliwszy. Uważam, że skoro czasem zarabiamy trochę więcej niż przeciętna i to głownie dlatego, że nam się bardziej poszczęściło, to powinniśmy pomóc tym, którzy mieli mniej szczęścia. Jeśli tak się stanie to naprawdę wszyscy na tym zyskają - i ci bogatsi, i ci obdarowani. Poza tym, co może bardziej ucieszyć człowieka niż fakt, że pomógł innemu człowiekowi?

Do pomocy nie trzeba Pani długo namawiać, prawda?

-No chyba nie :).
Ania Iberszer, aktorka z włoskimi korzeniami i temperamentem. / Fot. Fot. C. Kowalski
Proszę powiedzieć może jeszcze, w jakich produkcjach pojawi się Pani w nowym, jesiennym sezonie? W „Na dobre i na złe“ również?

-Chyba tak, moja współpraca z "Na dobre i na złe" ma w sobie dużo z improwizacji :) Poza tym jak co sezon będę się udzielała na scenie – w Teatrze Polonia, Tetarze Komedia w Warszawie. Szykujemy również taki mały serial, odcinki będą krótkie, 10-minutowe, ale to jest jeszcze tajemnica. Mogę tylko zdradzić, że obsada aktorska jest doborowa :)

No i może na koniec – jakie są marzenia Anny Iberszer?

-Chciałabym, żeby nadal mi się tak szczęściło, żeby zdrowie dopisywało mnie i mojej rodzinie. A zawodowo chciałabym dostać jakąś ciekawą propozycję aktorską, i to właśnie nietuzinkową, nie związaną z tańcem, i południową urodą. Jest na rynku polskim sporo bardzo interesujących reżyserów z otwartymi głowami i sercami, mam nadzieję, że uda mi się kiedyś u nich zagrać :)

(Rozmawiała Mariola Morcinková)





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Przyjemnie się czytało:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.