Facebook Google+ Twitter

Anita Lipnicka i John Porter wystąpili we Wrocławiu

Anita Lipnicka i John Porter oraz reszta nieprzyzwoitej drużyny, czyli Marcin Lamch (bas, kontrabas), Piotr „Vino” Winnicki (gitara elektryczna), Arek Krupa (skrzypce), Krzysztof Poliński (perkusja) oraz Roman Kunikowski (instrumenty klawiszowe), zagrali 2 kwietnia we wrocławskim Centrum Sztuki Impart.

Pożegnanie z publicznością. Dobry humor nie opuszczał nikogo aż do samego końca. Na zdjęciu John Porter wręcza kwiaty basiście zespołu. / Fot. Marcin JaniaPunkt 19 gasną światła i na scenie pojawia się nieprzyzwoita para, która w towarzystwie minimalnego akompaniamentu klawiszy wykonuje utwór "Stone cold morning". Publiczność póki co bardzo spokojna, nastawiona głównie na refleksję i duchową przyjemność płynącą z magicznych dźwięków klawiszy, gitar, akordeonu, a w szczególności skrzypiec, które jak zwykle otrzymały najgłośniejsze brawa. Być może to nawet zasługa ich właściciela, ale tego nie udowodniono.

Następnie zabrzmiały pierwsze dźwięki znanego przeboju "Then & now", który zsynchronizował klaskanie oraz ruchy widowni wraz ze swoim znakomitym, rytmicznym feelingiem. Potem zespół powrócił do piosenek z nowej płyty „Goodbye”. Usłyszeliśmy klimatyczną interpretację słowa „miłość” w utworze "Run for your love", następnie Anita zaczarowała publiczność dedykacją dla swojego ojca w postaci piosenki „Down by the lake”. W utworze "Lonesome traveller", John wymienił gitarę na banjo, które jak podkreśliła Anita, jest wbrew pozorom bardzo ciężkim instrumentem i w związku z tym Jon, z racji swojego wieku, powinien otrzymać oklaski, które oczywiście się pojawiły.

Zapowiadając singla promującego „Goodbye” (płyta "Old time radio"), Anita po raz kolejny podkreśliła fakt, odrzucenia piosenki przez polskie komercyjne stacje radiowe. – Miałam nadzieję, że kiedy w tytule użyję słowa „radio” to będą grali ją w radio, ale niestety pomyliłam się – wspomniała Anita, po czym zabrzmiały pierwsze dźwięki.

Kolejnym utworem, który porwał publiczność był hit "Bones of love", od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło. Reakcja publiczności po raz kolejny potwierdziła fakt, że najlepiej słucha się tego, co już znamy
i lubimy. Co prawda nie do końca znana była wszystkim niesamowita improwizacja „Kości miłości”, ale to tylko podsyciło napięcie i z pewnością pozytywnie zaskoczyło niejednego odbiorcę.

Następie John zapowiedział kolejne, jak sam ironicznie podkreślił „wesołe piosenki Portera”: "Good to see you" (utwór dla brata Johna) oraz "Death of a love", czyli „śmierć miłości”, podczas której pojawiły się pewne problemy techniczne (gitara Johna została pozbawiona zasilania), jednak szybko je rozwiązano.

Chwilę później zabrzmiał ciepły utwór "How you doin’ today?", dedykowany przez Anitę osobom odwiedzającym serwis społecznościowy naszaklasa.pl. – Nie wiem, czy odwiedzać tę witrynę czy nie, bo po pierwsze cztery osoby podają się za mnie, a po drugie miałam kiedyś narzeczonego, którego sprawdziłam ostatnio na tej stronie. To było straszne, nie róbcie tego kochani – żartuje Anita. John dodał tylko, że jej eksnarzeczony miał na zdjęciu „ładne sandałki”, na co cała sala zareagowała śmiechem. Potem między parą nawiązała się zabawna konwersacja, której pytanie przewodnie brzmiało „dlaczego John nie nosi sandałków”. Anita zdradziła, że są dla niego mało męskie i zdecydowanie woli szpilki.

Kolejnymi utworami z nowej płyty były: "You’re not the only one", który rozbudowano o dodatkową imponującą improwizację, "Runner run", czyli coś dla podróżników, którzy ciągle gdzieś uciekają, jednak na końcu drogi zdają sobie sprawę, że tak naprawdę stoją w miejscu, oraz "Lover turn around" – czyli John, gitara oraz perkusja w wykonaniu klaszczącej publiczności. Ostatnim utworem z płyty „Goodbye” (a zagrali wszystkie jedenaście) było sekretne życzenie ("Secret wish") – czyli według Anity, piosenka „nie wiadomo o czym”, można ją interpretować na wiele sposobów, każdy ma bowiem swoje własne sekretne życzenie.

Na koniec zagrano znane utwory: "Hold On", "Cry" oraz "Knock knock". Nie zabrakło oczywiście bisu, który poprzedził zabawny dowcip basista, po którym nieprzyzwoity zespół zaserwował publiczności cover "Fire" (zespołu REM) oraz "Flame" (z repertuary Johna Portera).

Na pochwałę zasługuje nie tylko profesjonalne podejście do muzyki i grania (co można było odczuć podczas każdego utworu), ale także niesamowity, anielski głos Anity oraz głębokie, mocne i charakterystyczne brzmienie strun głosowych Johna. O profesjonalizmie świadczył również sam dobór jak i kolejność granych utworów, która budowała napięcie od samego początku, po to, aby dojść do punktu kulminacyjnego, którym niewątpliwie był bis.

Każdego, kto nie przekonał się jeszcze do tego nieprzyzwoitego duetu, zapraszam na kolejne koncerty, to w zasadzie ostatni dzwonek przed ich ostatecznym „Goodbye”.

Pełna setlista koncertu:

01. "Stone Cold"
02. "Then & Now"
03. "Run For Your Love"
04. "Down By The Lake"
05. "Lonsome Traveller"
06. "Old Time Radio"
07. "Bones Of Love"
08. "Good To See You"
09. "Death Of A Love"
10. "How You Doin' Today?"
11. "You Are Not The Only One"
12. "Runner Run"
13. "Lover Turn Around"
14. "Secret Wish"
15. "Hold On"
16. "Cry"
17. "Knock Knock"
18. "Fire"
19. "Flame"


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+za relację z koncertu, lubie taką muzyczkę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.