Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19364 miejsce

Anita Lipnicka & John Porter - "Goodbye"

Trzy lata minęły od ich poprzedniej płyty, jaką było „Inside story”. Dwa lata oddali córce Poli, a kolejny rok poświęcili na przygotowanie nowego albumu, po to, by 22 lutego pozwolić naszym uszom na spotkanie z „Goodbye”.

Okładka płyty "Goodbye" / Fot. Anna Włoch Jakie jest to "pożegnanie" Anity Lipnickiej i Johna Portera? Muszę przyznać, że nie rozstaję się z płytą od dnia premiery, i myślę, że spokojnie mogę spróbować ocenić i przeanalizować tych jedenaście kompozycji.

Zanim jednak przejdę do sfery dźwiękowej, chciałbym poświęcić kilka wersów na opis tzw. bookletu, czyli oprawy graficznej, która sprawia, że warto mieć oryginał płyty (co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste). To naprawdę dobrze wydany booklet, który jest przykładem tego, że proste może być piękne. Teoretycznie niczym się nie wyróżnia, nie szokuje estetyką. Zawiera ciekawe fotografie (autorstwa Anny Włoch), teksty piosenek i podziękowania. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak całość sprawia wrażenie małego „działa sztuki”.

Oczywiście, tak jak nie szata zdobi człowieka, tak okładka i zdjęcia nie zastąpią zawartości płyty. Płyta składa się praktycznie z samych spokojnych, stonowanych utworów. Piosenki raczej smutne, dla niektórych może nawet dołujące. Oczywiście w tym przypadku decyduje kwestia gustu, a jak wiadomo, o nich nie ma potrzeby dyskutować.

Płyta klimatycznie oscyluje oczywiście w tym, co wcześniej mięliśmy okazję usłyszeć pod szyldem Lipnicka &Porter. Podobnie jak na „Inside Story” było już mniej optymizmu i tempa w stosunku do „Nieprzyzwoitych piosenkach”, tak na „Goodbye” jest ich jeszcze mniej. Nie znajdziemy tutaj drugiego „Bones of love” czy „Then & now”. Jedynym utworem do którego można trochę potupać nogą jest singlowe „Old time radio”. Utwór ten jest jak najbardziej potrzebny na albumie, ponieważ po pierwsze, rozwesela, a po drugie, wprowadza dynamikę. Nie jest jednak dobrym odzwierciedleniem calej płyty.

Jeśli chodzi o resztę kompozycji, to jako autor dominuje John. To on jest twórcą większej części muzyki oraz tekstów. Są one bardziej dojrzałe niż te napisane przez Anitę, choć muszę przyznać, że piosenka
„Down by the lake” (z dedykacją Anity dla ojca) bardzo porusza i na pewno jest jedną z perełek na płycie. Z utworów Johna mogę polecić „Lonesome traveller”. Ma w sobie ten pazur i nawet coś z cygańskich
klimatów. Na uwagę zasługuje także piosenka „Good to see you”. Utwór spokojny, poprzeplatany solowymi partiami puzonu i skrzypiec.

Po raz kolejny muszę stwierdzić, że Anita i John wypracowali sobie bardzo dobre brzmienie i styl, które w Polsce niekoniecznie spotykają się z przychylnym odbiorem. „Goodbye” jest akustyczną, bardzo minimalistyczną (w dobrym tego słowa znaczeniu) płytą. Oprócz gitar akustycznych możemy usłyszeć banjo, skrzypce, akordeon, organy Hammonda, Rhodes, wiolonczelę oraz puzon. Nie ma tutaj jednak przesytu. Pojedyncze instrumenty wkraczają w odpowiednich momentach, a gdy się kończą, czekają w ciszy na kolejne. Zatem nie znajdziemy tutaj sprzeczki pomiędzy skrzypcami a trąbką, czy gitarą a banjo. Na tej płycie nikt się nie popisuje, co jest atutem, bo został zachowany umiar, co jest wielką sztuką.

Na koniec zadam sobie pytanie: czy czegoś na tej płycie zabrakło? Myślę, że słuchając tej płyty można czasem odnieść wrażenie, że niektóre utwory są zbyt monotonne. Tak jak się zaczynają, tak też trwają aż do samego końca. Brak w nich zróżnicowania, większego rozwoju akcji i budowania napięcia. Na pewno nie brakuje tego w „Lonesome traveller”, „Run for your love” czy też w “Good to see you”, ale w „Runner run”, „How you doin’ today” lub “Lover turn around” już tak. Ogólnie jednak oceniam płytę na dobrą z plusem, a wielbicieli tego typu klimatów zachęcam do zakupu, bo naprawdę to co zrobił „nieprzyzwoity duet” to kawał dobrej roboty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Marta Bąkowska
  • Marta Bąkowska
  • 30.12.2010 18:20

Mam wszystkie płyty duetu i uważam , że każda piosenka nagrana przez tą parę jest rewelacyjna. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale ja również uważam, ze jest dobra :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa recenzja, jestem już posiadaczem płyty "Goodbye" i odnoszę trochę inne wrażenia niż Ty. Płytka jest naprawdę świetna od początku do samego końca, a utwór "Old time radio", gdyby nie to że promowany jest głównie w internecie byłby hitem na miarę "Bones of love".

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
interesująca recenzja, właśnie zastnawiałam się nad kupnem tej płyty, a ponieważ ekscytuję sie właśnie ponownie odkrytym zespołem Clannad, to może ta muzyka trafi w mój aktualny gust;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.