Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2999 miejsce

Anka Mrozowska: „Każda rola jest moją wymarzoną“

W przedostatni dzień Festiwalu Kino na Granicy spotykamy się przed Teatrem. Kiedy widzowie zaczynają oglądać „Śpiewający obrusik“, Anka Mrozowska wykorzystuje moment i rozmawia ze mną o filmie, wymarzonych rolach i występach gościnnych.

Dzisiaj spotykamy się przy okazji XVIII Festiwalu KNG w Cieszynie.Właśnie wyświetlany jest film „Śpiewający obrusik“. Kiedy szukałam informacji o filmie, natknęłam się na oficjalną stronę filmu. Określa ona gatunek waszej produkcji jako…bardzo dziwny. Do jakiego gatunku filmowego mogłabyś zaliczyć więc waszą produkcję?
Anka Mrozowska i Mariola Morcinková po wywiadzie przed Teatrem im. Adama Mickiewicza w Cieszynie / Fot. Fot. Anka Mrozowska
-Myślę, że to określenie jest idealne, ponieważ nie jest to jednolita fabuła, film składa się z czterech niezależnych etiud, różniących się od siebie zarówno formą jak i treścią, ale mających wspólny mianownik i myśl przewodnią.

To pierwszy taki format w historii szkolnictwa artystycznego. Czym różni się od zwykłych filmów, pojawiających się zazwyczaj na dużym ekranie?

-Bardzo ważne było to, by każdy z naszego roku został obsadzony w filmie. Było nas 22 osoby, a reżyser starał się obsadzić każdego. W mniejszej, lub większej roli, ale każdy pojawił się na ekranie. Różni się tym, że w przede wszystkim jest dyplomem aktorskim, pokazującym nasze umiejętności na początku naszej drogi zawodowej. „Śpiewający obrusik“ różni się od filmów, które można zazwyczaj obejrzeć w kinie.

Reżyserem jest jednocześnie rektor Waszej filmówki – Mariusz Grzegorzek. Mieliście okazje do wprowadzenia własnych pomysłów w scenariusz? Była okazja do improwizowania?

-Tak, była okazja do improwizacji, ale jedynie podczas prób. Reżyser już w czasie zdjęć miał wszystko precyzyjne zaplanowane. Każdy z nas w ramach „castingu“ jeśli można to tak nazwać, odbył indywidualną rozmowę z Mariuszem Grzegorzkiem, każdy mógł powiedzieć coś od siebie. Oprócz tego mieliśmy warsztaty, które trwały kilka dni, a podczas ich trwania oglądaliśmy filmy, które były dla nas inspiracją. Były to między innymi „Niebiańskie żony łąkowych maryjczyków“, „Kobieta pod presją“ i filmy dokumentalne znalezione w internecie. Na bazie spotkań nasz rektor - reżyser napisał scenariusz. Każda z ról była stworzona dla konkretnej osoby, tak, jak już mówiłam. Oprócz miejsca na improwizację była też okazja do robienia rzeczy, które po przeczytaniu scenariusza zrodziły się w nas samych. Wszystko było jednak bardzo dokładnie zaplanowane przez reżysera.

„Śpiewający obrusik“ to cztery niezależne nowele filmowe. Która z nich jest Twoją ulubioną?

-Moją ulubioną jest ostatnia część. Tytułowy – „Śpiewający obrusik“. Jest to inscenizacja starej baśni. Mimo, że nie występuje w tej odsłonie, to ta część najbardziej mi się podoba.

Jak długo trwały ogólne prace nad filmem?

-Łącznie mieliśmy 23 dni zdjęciowe, a były one rozłożone od października do marca.

Jaka jest Twoja rola w tym wszystkim?

-Pojawiam się w noweli zatytułowanej „Naleśniki z cukrem“. Gram tam młodą matkę i żonę. Moja postać cierpi na depresję i nie umie sobie w pełni poradzić z wychowaniem dziewięciomiesięcznego dziecka. Na końcu noweli następuje przełamanie, dochodzi do pełnej przemocy kłótni, pomiędzy mną a moim filmowym małżonkiem. Zakończenie jest otwarte, to widz wybiera je indywidualnie. Ja jednak sądzę, że wygrywa miłość i następuje między nami swoiste pojednanie.

Co było najtrudniejsze, co najfajniejsze?

-Najtrudniejsza była praca z dzieckiem. W noweli występuje Lusia – nasza filmowa córeczka. Miała wtedy 9 miesięcy. Jestem najmłodsza w domu, nikt z mojego rodzeństwa nie ma małych dzieci, więc nie mam obycia z dziećmi w takim wieku. Było to dla mnie bardzo trudne, żeby się odnaleźć, bo z jednej strony miałam tendencję, żeby dziecko uciszać, a z drugiej musiałam koncentrować się na swojej roli, a w filmie histeria dziecka jest uzasadniona.

Praca z małym dzieckiem jest na pewno jedną z najtrudniejszych, prawda?

-Wydaje mi się, że niczego trudniejszego nie doświadczyłam, choć z drugiej strony nie mam jeszcze zbyt dużego dorobku, ponieważ dopiero skończyłam szkołę.

Czy z powstaniem filmu związana jest jakaś anegdota, którą potrafisz przytoczyć?

-Film kończy się sceną, w której całym rokiem tańczymy bollywood. Towarzyszą nam w tym nawet Pani Dziekan i Pan Prodziekan. Choreografię układaliśmy sami. Zabawną historią jest to, że po kilku godzinach na spotkaniu z rektorem, kiedy wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni, kompletnie „od czapy“ padł ten pomysł, a mimo to, zaakceptowaliśmy go wszyscy i reżyser postanowił wcielić go w scenariusz. Pomysł, rzucony w eter, nagle stał się częścią filmu.
Anka Mrozowska i Mariola Morcinková po wywiadzie przed Teatrem im. Adama Mickiewicza w Cieszynie / Fot. Fot. Anka Mrozowska
Festiwal KNG jest skierowany do polskich, ale także czeskich odbiorców. To Twoje pierwsze spotkanie z czeską publicznością, czy miałaś już wcześniej przyjemność?

-Nie miałam przyjemności wcześniej. Po raz pierwszy jestem na tym Festiwalu i w Cieszynie. Klimat Festiwalu jest wspaniały, a w mieście bardzo mi się podoba. Jestem zachwycona.

Uważasz, że tego rodzaju festiwale są szansą dla młodych twórców?

-Myślę, że tak. Każda możliwość pokazania się jest dla nas ogromną szansą, ponieważ rynek aktorski jest bardzo trudny, jest duża konkurencja. Są takie czasy, że żeby być aktorem, nie trzeba mieć nawet studiów.

To Twoja pierwsza wizyta w tych stronach. Co najbardziej Cię zachwyciło?

-Najbardziej zachwycił mnie Stary Cmentarz Żydowski. Przeczytałam w internecie, że warto go zobaczyć. Bardzo spodobał mi się również Basen Uniwersytetu Śląskiego, przypomniało mi się dzieciństwo, baseny z kolonii. Bardzo podoba mi się również architektura Cieszyna.

Udało Ci się zwiedzić także czeską stronę?

-Jestem w hotelu po czeskiej stronie, ale niewiele miałam okazji, żeby tam pospacerować.

Z czym kojarzą Ci się Czechy?

-Kojarzą mi się z badzo dobrym piwem. (Śmiech.) I z czekoladą – Studentská Pečeť. Kocham Czechy. Przynajmniej raz w roku wybieram się na weekend do Pragi. Uwielbiam czeską gościnność, w Czechach naprawdę odpoczywam.

Przechodząc do seriali – gościnnie pojawiłaś się ostatnio w dwu produkcjach – „M jak Miłość“ i serialu „Bodo“. Czy występy gościnne są dla Ciebie ważne?

-Tak, na pewno, to bardzo ważne doświadczenia. Jest to trudniejsze, ponieważ podczas gościnnych występów nie jesteśmy zżyci z ekipą, zespołem. Gościnnie jest się trochę z doskoku, ale daje to szansę na naukę i pozyskanie nowej energii.

Więcej czasu spędziłaś na planie „Bodo“, czy „M jak miłość“?

-Na planie „M jak miłość“, gdzie miałam pięć dni zdjęciowych, ponieważ na planie serialu „Bodo spędziłam tylko dwa dni.

Pojawisz się w jakimś serialu na stałe?

-Na razie nie ma takich planów.

Czy aktorka w tak młodym wieku może mieć wymarzoną rolę? Kogo chciałabyś zagrać?

-(Śmiech.) Często słyszę to pytanie. Każda rola jest dla mnie wymarzona. Każda rola, która jest szansą dotknięcia czegoś nowego, jest wymarzoną. Z marzeń niedoścignionych mogę powiedzieć, że chętnie zagram kiedyś dziewczynę Bonda. (Śmiech.)

A może taką, której nigdy nie chciałabyś zagrać?

-Nie mam takiej roli.

Pojawią się jakieś nowe filmy?

-Szykuje się produkcja pełnometrażowa, ale nie chcę zapeszyć i więcej nie zdradzę

(Rozmawiała Mariola Morcinková)






Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.