Facebook Google+ Twitter

Anna Korcz: „Kontaktu z widzem nie zastąpi żadna maszyna“

O Teatrze, wyjątkowej relacji akora z widzem, ale także o „Zaciszu“ rozmawiałam z aktorką, Panią Anną Korcz w Cieszynie, przy okazji Jej drugiej wizyty w Teatrze im. Adama Mickiewicza.

Spektakle wyjazdowe, praca na planie „Na Wspólnej“, Zacisze Anny Korcz w Pomiechówku…Jak tak to pogodzić?

-Pracy jest znacznie więcej, bo gram w dziewięciu spektaklach, a oprócz tego kręcimy wspomniany serial „Na Wspólnej“, dużo wyjeżdżam. Trzeba wszystko pogodzić z terminami, poumawiać, trzeba być punktualną i obowiązkową. Co jest bardzo trudne, ale do pogodzenia.

Kiedy pojawił się pomysł, aby otworzyła Pani PENSJONAT „Zacisze“ w Pomiechówku?

-Pomysł pojawił się około 5 lat temu, kiedy moja Pani kardiolog z Anina zaleciła mi odpoczynek, zieloną trawę i książeczki, leżak, działkę i z tej, właśnie, która miała być mała, zrobiło się 5,5 ha i tam robimy wspaniałe przyjęcia, spływy kajakowe, ludzie przyjeżdżają do nas na grilla, na plażę… Teren jest „obrzydliwie“ piękny, bo to rezerwat i tam rzeczywiście jest, jak u Pana Boga za piecem.

Co urzekło Panią nad malowniczym brzegiem rzeki Wkry, że akurat to miejsce wybrała Pani na Pensjonat?

-To raczej jest sala do wynajęcia, ale można też tam oczywiście mieszkać. Tak ogólnie to miejsce można nazwać Pensjonatem, ale wolę, kiedy mówi się na nie po prostu – Zacisze. Mąż zdecydował. Z wyborem nie miałam wiele do gadania, była ziemia do sprzedania, w bardzo atrakcyjnej cenie, a ja potrzebowałam takiego miejsca. Anioły za mnie zadecydowały.

Czy samej czasem zdarza się Pani tam wypoczywać?

-Tak, jestem tam bardzo często, zwłaszcza we wszystkie ciepłe miesiące mieszkamy tam. Mój 5-letni Syn, Janek tam szaleje, to Jego azyl. Niczym cudowny Ogród Alicji, tylko imię zmieniamy na Janka. Ma wodę, plażę, skakańce, dmuchańce, rower, deskorolkę. Ma wszystko, co dziecku w tym wieku może się zamarzyć. Jest tam świeże powietrze i cisza, kumkają żaby. Jest wspaniale. Bardzo często tam odpoczywam.

Przechodząc jednak do działalności teatralnej, dzisiaj w Cieszynie pojawia się Pani w spektaklu „Klimakterium 2, czyli menopauzy szał“. Czy tak, jak dla większości aktorów można stwierdzić, że również dla Pani TEATR jest miejscem szczególnym?

-Bardzo szczególnym. Kontaktu z żywą publicznością nie zastąpi nigdy żadna maszyna. Prawdziwy, żywy widz, który ogląda przedstawienie, jest zpełnie innym, niż taki nieobecny, za ekranem telewizora. Jak się okazało, w Cieszynie grałam już jakiś czas temu. Był to wtedy spektakl „Miłość z dostawą do domu“. To cudowne przeżycie, wyjść na scenę. Fajnie też jest, że nie ma możliwości powtórzenia czegokolwiek. „Żywy“ Teatr jest wyjątkowy! Oczywiście, że tak…

Oprócz spektaklu, w którym dzisiaj się Pani pojawia, można podziwiać Pani umiejętności aktorskie również w sztuce „Wszystko przez Judasza“. Czy w nowym sezonie tetaralnym również będzie można zobaczyć Panią w tym spektaklu?

-Tak, będzie można mnie zobaczyć w „Klimakterium“, „Wszystko przez Judasza“, „Miłość z dostawą do domu“, „Chory z Urojenia“ oraz w „Hiszpańskiej Musze“. Czasami jeździmy również z „Biznesem“ Jurka Bończaka. To wszystkie sztuki, w których można mnie znaleźć.

W jakich rolach czuje się Pani najpewniej, w komediowych, czy dramatycznych?

-Role komediowe dają poczucie, że jeżeli się dobrze zagrało, to widz ze spektaklu wychodzi po pachy ubawiony. To rodzaj satysfakcji, a sztuka komediowa jest trudniejsza. Jeśli rozśmieszymy widza, mamy poczucie, że dobrze spełniliśmy swój obowiązek. Role dramatyczne są mi bardzo bliskie, ponieważ bardzo dużo ich zagrałam. Lubię pracować na swoich emocjach i próbować nimi sterować. To również bardzo ciekawe doświadczenie.

Proszę powiedzieć, lubi Pani bardziej występy przed kamerą telewizyjną, czy jednak na deskach teatralnych?

-I jedno, i drugie miejsce jest szalenie ciekawe, nie umiem powiedzieć, które bardziej wolę. I Teatr, i telewizja przynosi mi różnego rodzaju emocje, ale lubię obydwa.

Która z ról wymaga według Pani większej pracy i skupienia? Telewizyjna, czy Teatralna?
Anna Korcz - aktorka teatralna i telewizyja, tu na planie serialu
-Zdecydowanie Teatralna. Ponieważ w dzisiejszych czasach w telewizji można wszystko powtarzać do woli, a Teatr to takie miejsce, że jeżeli aktor się nie skupi, to widz nigdy nie uwierzy w to, co chce przekazać.. Uzna, że kłamie i nie jest osobą wiarygodną.

Co ciekawe. Ekipa „Na Wspólnej“ pierwszy raz od dłuższego czasu nie żegna się z widzem na czas wakacji. Jakie losy w najbliższym czasie czekają Pani postać?

-Moja postać jakoś zaległa na długo na wsi, przeplatają się perypetie z biznnesmenem Mietkiem, (w tej roli Jan Jankowski, przyp. red.) trzeba poczekać na nowy rozwój wydarzeń. Izabela z wioski ma wrócić do Warszawy, ale nie wiem, kiedy to nastąpi. Z ostatnich wątków mogę powiedzieć jeszcze, że zaczynam się spełniać w roli babci.

Może zdradzi Pani, w czym tkwi sukces produkcji, że od lat zgromadza przed telewizorami tylu wiernych widzów?

-Nie umiem powiedzieć. Myślę, że to rodzaj potrzeby. Widz potrzebuje tego rodzaju rozrywki, jaką jest serial. W Polsce są dwie takie produkcje – wspomniana „Na Wspólnej“ i „Klan“. To sprawy, które poruszają życie i widz, który mieszka w małym miasteczku, czy wsi, nie ma takiego szerokiego dostępu do Teatru, czy kina. Związane jest to z podróżą czy przemieszczaniem się nawet, jeżeli na to go stać. Kultura też nie jest najtańsza, a ten telewizor jest jednak najbliżej. Serial wypełnia czas widzów i pewnie dlatego jest tak lubiany.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.