Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12939 miejsce

Antonio Salas: „Zbierali fundusze na mojego zabójcę” [WYWIAD]

Był terrorystą, handlarzem kobiet i skinem. Wydano na niego niejeden wyrok śmierci. Do jakich granic może posunąć się dziennikarz śledczy? O tym opowiada Antonio Salas.

 / Fot. archiwum prywate Antonio SalasaKinga Wiśniewska: Dziennikarstwo śledcze wymaga dużego poświęcenia, wielkiej wiedzy, życia w ciągłym strachu. Nie wolno pozwolić sobie na jakiekolwiek pomyłki, a jednak mimo to wybrałeś właśnie ten rodzaj pracy. Nie wołałbyś być zwykłym dziennikarzem?
Antonio Salas: Przypuszczam, że istnieje wielu podobnych do mnie gości, całkiem niezłych w tym rodzaju dziennikarstwa. Dziennikarstwo, w którym pracuje się pod przykrywką, pozwala ci spojrzeć na zdobywane informacje od środka. Jednak tak duży ładunek emocjonalny oraz wysoka cena, jaką się płaci, powodują, że większość dziennikarzy pracujących w ten sposób jest zmuszona do rezygnacji, prędzej czy później, z tego rodzaju dziennikarstwa. Być może i ja kiedyś będę musiał je zostawić, ale ten dzień jeszcze nie nadszedł.

Jak na Twoją decyzję zareagowała rodzina? Za każdym razem, kiedy wyruszasz na misję grozi ci przecież olbrzymie niebezpieczeństwo, nie mówiąc już o tym, że nie ma cię w domu po kilka lat. Bliscy nie próbowali cię przekonać abyś zrezygnował z tego?
Kiedy ukazała się moja druga książka, ja, jako świadek oskarżenia będący pod ochroną, poprosiłem policję o jej rozszerzenie na moich rodziców, którzy są jedynymi krewnymi, wiedzącymi czym się zajmuję. Dla nich, a w szczególności dla mojej mamy jest to, rzecz jasna, trudne. Niemniej jednak moi rodzice zawsze szanowali moje decyzje. Nigdy im nie mówię, czym się zajmuję, dopóki książka nie jest ukończona. Choć, oczywiście, widzą zmiany w moim wyglądzie zewnętrznym, które trwają miesiące lub też lata, czują, że jestem zaangażowany w kolejny projekt, ale nigdy nie zadają mi niewygodnych pytań.

Jak wygląda teraz twoje życie? Możesz spokojnie wyjść na dwór, zrobić zakupy bez obawy, że ktoś cię rozpozna?
Dziennikarstwo śledcze nie pozwala ci cieszyć się jakąkolwiek sławą czy uznaniem za twoją pracę. Nie możesz przedstawiać czy też promować swoich książek, tak jak inni pisarze, ale to jedyny sposób żeby móc dalej pracować pod przykrywką. Kilka lat po napisaniu książki „Diario de un Skin” (pol. "Dziennik Skina"), prowadząc nowe dochodzenia, ponownie zacząłem spotykać się z neonazistami, zarówno z tymi pojawiającymi się w mojej książce, jak i z tymi, których uznałem za świadków w makro-tropie przeciwko Hammerskinom. Na przykład, kiedy prowadziłem śledztwo podczas „Operacji Princessa” nie zostałem przez nich rozpoznany. Niemniej jednak, nie da się uniknąć uczucia tego małego obłędu towarzyszącego ci, kiedykolwiek wychodzisz na ulicę, gdy wiesz, że parę uzbrojonych grup wydało na ciebie wyrok śmierci za twoje książki…

 / Fot. archwium prywatne Antonio SalasaKażda operacja wymaga długiego przygotowywania, a jeszcze dłuższego wykonania. Na przykład aby zostać Muhammad Ali Tovar Abd Allah musiałeś uczęszczać na kursy o terroryzmie, nauczyć się języka arabskiego, studiować Koran, zapuścić brodę, przyciemnić skórę, a nawet poddać się obrzezaniu. Myślę, że jest bardzo niewiele osób na świecie, które są tak odważne jak ty. Skąd u ciebie ta odwaga i wytrwałość w dążeniu do celu? Warto jest aż tak się poświęcać ?
Z absolutnym przekonaniem mogę stwierdzić, że warto. Widzieć, jak twoje książki są filmowane, docierając do milionów ludzi nie będących czytelnikami, móc obserwować, jak policja aresztuje handlarzy kobietami, których nagrałem, gdy sprzedają mi dziewczynę i jej syna za 17.000 dolarów, zeznawać jako świadek oskarżenia w makroprocesie przeciwko jednej z najważniejszych europejskich organizacji nazistowskiej czy otrzymywać tysiące e-maili od młodych ludzi, którzy porzucają ruch nazistowski, prostytucję czy terroryzm po lekturze twoich książek. To wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto być wytrwałym.

Co poczułeś, kiedy stanąłeś oko w oko z Szakalem? To w końcu jeden z największych terrorystów na świecie.
Zdaję sobie sprawę, że zagadnienia, które wyjaśniam w moich książkach byłyby nieprawdopodobne, jeśli nie zostałyby nagrane. Kiedy po raz pierwszy rozmawiałem z Ilich Ramirezem (Carlosem Szakalem) było to możliwe dzięki splotowi nadzwyczajnych okoliczności. Wymagało to dwuletniej pracy i dwóch wyjazdów do Wenezueli, ale udało się. Poznałem jego matkę, braci, siostrzeńców, itd., a ja byłem ich administratorem sieci. Chociaż spotkało go we Francji więzienie, dzwonił do mnie co tydzień, przez co nagrałem z nim dziesiątki godzin rozmów. Stanie się jego "rzecznikiem prasowym" było olbrzymim krokiem w mojej infiltracji terroryzmu. Ilich jest niezwykle oczytanym człowiekiem, prawdziwą legendą w historii dwudziestego wieku, ale jest także wspaniałym manipulatorem.

Byłeś też jednym z Ultras Sur pod pseudonimem Tiger88, o czym napisałeś książkę "Diario de un Skin". Czy uważasz, że dla nich przemoc jest ważniejsza od kibicowania?
Kluczem w moich książkach jest to, że staję się jednym z ludzi, o których piszę, a dochodzenie się nie kończy, dopóki nie myślę, nie czuję i nie żyję tak jak oni. Dopóki nie zrozumiem ich wszystkich pobudek, dlaczego robią to, co robią ... Z tego powodu, gdy przeczytają moje książki, w których nie oceniam nikogo, jedynie wyjaśniam, co moja ukryta kamera nagrała, wielu z nich czuje i zaczyna rozumieć absurdalność przemocy, jaką stosują. Plus, po przeczytaniu tej książki, setki młodych ludzi opuściło ruch nazistowski. Pióro może być czymś więcej niż miecz.

Czy obcokrajowiec udający się do Madrytu lub do innego miasta w Hiszpanii może czuć się bezpiecznie? Czy powinniśmy uważać na skinów, którzy w każdej chwili mogą nas napaść ze względu na narodowość, kolor skóry?
Cała Europa przeżywa obecnie brutalne i przerażające odrodzenie nazizmu, na wzór "Złotego Świtu" w Grecji. I jeśli szybko nie zareagujemy, wkrótce może być za późno. Hiszpania jest krajem, który odwiedzają miliony turystów każdego roku, szczycącym się historią pełną mieszania się zarówno społeczeństwa jak i kultur. Ale, tak jak w Londynie, Paryżu, Rzymie czy Berlinie, również tu istnieją grupy neonazistów nawiedzających niektóre dzielnice, ulice i miejsca. W książce "Diario de un skin"(pol: Pamiętnik skina) zostaje wyjaśnione, gdzie one są i jak można rozpoznawać niebezpieczeństwo. Nie możemy pozwolić brutalom ograniczać naszą wolność podróżowania, podejmowania nauki lub pracy w innym kraju, ale odrobina ostrożności nie zaszkodzi.

Twoja książka "Handlowałem kobietami" poruszyła polskich czytelników. Dzięki niej coraz więcej osób staje po stronie prześladowanych kobiet, a w Polsce zorganizowano ostatnio akcję "Handel kobietami. Stop", którą promują polscy celebryci. W takich chwilach czujesz, że twoja działalność odnosi skutek?
Czuję wielką wdzięczność do czytelników i do polskiego wydawcy, za to jak została ona przedstawiona. Ta książka wywołała niesamowity skandal w mediach. Wszystkie kanały telewizyjne poświęcały jej całe programy, koncentrując się jednak na zupełnie nieistotnych aspektach, na przykład rozdziałowi poświęconemu luksusowym osobom do towarzystwa czy też celebrytom, uprawiającym prostytucję. Jednak w Polsce skupiono się na tym, co jest naprawdę ważne. Moja książka została wykorzystana do rozpoczęcia kampanii przeciwko handlowi kobietami w celu wykorzystywania seksualnego. Polscy czytelnicy zrozumieli moje rozżalenie lepiej niż hiszpańscy. Kampania w Polsce utwierdziła mnie w przekonaniu, że cały ten strach, lęk i samotność jakie towarzyszą tej formie dziennikarstwa były tego warte. Ta książka była najtrudniejszą ze wszystkich, które do tej pory napisałem. Tym niemniej, pracując pod przykrywką podczas „Operacji Princessa " podróżowałem przez tysiące kilometrów po świecie wnikając głęboko w świat gangów motocyklowych. I za każdym razem, gdy widziałem parkingi pełne samochodów przy burdelach, czułem, że wszystkie moje wysiłki nie okazały się zbyt owocne. Prostytucja pozostaje jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć przestępczości zorganizowanej. I jest to wina klienta, ponieważ to on odpowiada za utrzymywanie się podaży.

Są jakieś granice dziennikarstwa śledczego?
Oczywiście! Dziennikarz pracujący pod przykrywką nigdy nie popełnia przestępstwa. I to jest czasami najtrudniejsze. Jeśli chcesz, aby twoje nagrania z ukrytych kamer stały się dowodami w sądzie, nie możesz brać udziału w zbrodni, którą relacjonujesz. Z tego powodu musisz wysilić wyobraźnię, aby znaleźć sposoby, by zbliżyć się do granicy prawa. Żyć z nazistami, terrorystami, alfonsami bez przekraczania linii. Nagrałem jak negocjowałem zakup meksykańskich dziewic, 10, 12, 14 latek, dla moich fikcyjnych domów publicznych, ale nigdy nie dokonałem zakupu. Zarejestrowałem jak grupy neonazistów „polują” na imigrantów, fanów innych drużyn, ale nie uczestniczyłem w żadnej napaści. Przeszedłem szkolenie w dziedzinie posługiwania się bronią w Wenezueli, ale nigdy do nikogo nie wystrzeliłem. Granice dziennikarstwa są bardzo jasne.

Ile osób chce cię schwytać po tym co napisałeś w swoich książkach? Masz już dużo „wyroków śmierci”? Podobno w Caracas założono konto, na którym zbierano pieniądze dla płatnego zabójcy.
Rozumiem, że jest to naturalna konsekwencja tej formy dziennikarstwa śledczego. Nie czuję żalu. Boliwariańska grupa skazała mnie na śmierć w Wenezueli, ponieważ moja infiltracja dobiegła końca gdy wziąłem udział w nagraniu oświadczenia wzywającego partyzantów z Ameryki Łacińskiej, aby chwycić za broń przeciwko rządowi Kolumbii i Stanów Zjednoczonych, podczas gdy we wcześniejszym okresie przechodziłem szkolenie na terrorystę. I tego nie da się wybaczyć. Chociaż oni nie byli pierwszymi, którzy zbierali fundusze na mojego zabójcę. W czasie trwania procesu Hammerskinów dowiedzieliśmy się, że ‘skinki’ (żony wielu aresztowanych) otworzyły konto w banku, w celu zebrania pieniędzy, by morderca uniemożliwił mi złożenie zeznań podczas procesu. Przyjeżdżając do Sądu Wojewódzkiego w Madrycie, byłem ukryty w tylnej części samochodu tajniaków. Zakapturzony, otoczony przez agentów. Takiego doświadczenia nie polecałbym nikomu.

Nie sposób nie zapytać też o inspektora Delgado, który Ci pomagał. Czy zdecydowałbyś się na udział w śledztwach, gdyby nie jego wsparcie?
Z biegiem lat każdy dziennikarz pracujący pod przykrywką, spotyka się, prędzej czy później, z infiltracją policji czy też służb specjalnych. Mógłbym opowiedzieć o tym niesamowite historie. Z niektórymi z tych ludzi, tymi, z którymi łączą cię zdarzenia pełne olbrzymiego stresu czy cierpienia, jest prawdopodobne, że skończysz w stanie wielkiej przyjaźni. Gdyby jednak inspektor Delgado nie pomógł mi, to i tak moja praca posunęłaby się naprzód. Bez jego wsparcia.

Wcielałeś się w role terrorysty, handlarza kobiet, skina. A jaki naprawdę jest Antonio Salas? Gdybyś miał siebie opisać…
Nikt ważny. Przeciętny dziennikarz, który stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Każdy dziennikarz chętny do podjęcia ryzyka w celu informowania społeczeństwa o tym, czego inni nie chcą, żebyśmy wiedzieli, jest także Antonio Salasem.

Wiem, że dostajesz dużo maili od czytelników, którzy przemienili się pod wpływem twoich książek. Czy jest taka wiadomość, która szczególnie utkwiła ci w pamięci i mógłbyś się nią z nami podzielić?
To niemożliwe, aby wybrać jedną. Byłem pod wrażeniem młodego arabskiego chłopca, który miał właśnie wyjechać do ośrodka treningowego dla dżihadystów w Libanie, a który po przeczytaniu "Ja terrorysta" uznał, że przemoc nie jest sposobem na obronę swojej ideologii. Warto wspomnieć też tę związaną z iberyjskim pilotem, który korzystał z prostytutek w Casa de Campo, za każdym razem gdy jego samolot miał lądowanie w Madrycie, i który po przeczytaniu mojej książki wciąż odwiedza prostytutki z Casa de Campo, teraz jednak robi to, by je poczęstować termosem z gorącą kawą. Dostałem też taką w której młoda kobieta, której chłopak zginął z rąk skinheadów, gdy opuścił ruch nazistowski wypomniała mi, że gdybym wcześniej napisał książkę, być może jej chłopak wciąż by żył... Wszystkie te historie są zamieszczone na mojej stronie internetowej.

Czy mógłbyś zdradzić nam coś na temat twojej nowej książki "Operacja Princessa", która niestety nie jest jeszcze dostępna w Polsce?
"Operacja Princessa" to dochodzenie mówiące o korupcji politycznej i policyjnej i ich związku z międzynarodowym handlem narkotykami i przestępczością zorganizowaną. Z tej okazji przyjąłem tożsamość wolnego strzelca, należącego do międzynarodowych gangów motocyklowych. Życie z organizacjami takimi jak Hell’s Angels (pol: Piekielne Anioły), było dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Plus moje podróże po Meksyku, Rumunii, itp. Prawdziwa lekcja życia.

Jak długo zamierzasz pracować jako dziennikarz śledczy i czy masz już plany na kolejną akcję ? Oczywiście wiemy, że nie możesz zdradzić szczegółów.
Lubię swoją pracę. Ona sprawia, że czuję, iż to, co robię jest przydatne, warte tego wszystkiego. Myślę, że będę kontynuować pracę jako dziennikarz pracujący pod przykrywką, dopóki nie opuści mnie szczęście. Od czasu napisania mojej drugiej książki, noszę wokół mojej szyi wiszący pocisk, kaliber 9 mm, ten pocisk niemal utkwił w mym kolanie podczas śledztwa. Był niczym ostrzeżenie. I to pomaga mi zawsze pamiętać, że nie należy kusić losu zbyt często. Ale myślę, że dopiero następny pocisk powstrzymałby mnie od dalszej pracy.

Antonio Salas - hiszpański dziennikarz śledczy, ukrywający sie pod pseudonimem, autor książek : "Diario de un Skin" (pol."Dziennik Skina"), "Ja terrorysta", "Handlowałem kobietami" i "Operacja Princessa". / Fot. archiwum prywate Antonio Salasa

Wywiad został przeprowadzony w języku angielskim. Zdjęcia zostały opublikowane za zgodą dziennikarza.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 11.04.2014 14:19

bardzo ciekawy materiał, pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wywiad ciekawy, a dla mnie jeszcze bardziej intrygującą kwestią jest jak on został zrealizowany... Jak autorka do niego dotarła? Oczywiście nie oczekuję odpowiedzi, bo pytanie może być niezręczne do autorki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniały wywiad z niezwykłym człowiekiem - niespokojnym duchem, pasjonatem.

Jeśli Mu pisana następna kula - oby utkwiła w drzewie obok.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.