Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10466 miejsce

Antyki Kołem się toczą

Współautorzy: Paweł Pniewski

Choć bazar na Kole najlepsze lata ma już za sobą, to wciąż jest chętnie odwiedzanym miejscem gdzie można kupić starocie. Tutaj spośród stosów na pozór niepotrzebnych rzeczy, można wyłowić prawdziwe perły.

Zakaz handlu na Kole? Niemożliwe.. / Fot. Paweł PniewskiPchli targ jest organizowany w każdy weekend. Już w sobotę wieczorem zjeżdżają się handlarze by rozstawić swoje skarby. Najwięcej zyskamy przychodząc w niedzielę przed południem. Trzeba się jednak spieszyć, bowiem około godziny 13-14 większość ze sprzedawców pakuje się i rozjeżdża w różne strony Polski. Zwiedzanie Koła zajmuje sporo czasu, ale tylko podczas pierwszej wizyty. Następnym razem widząc te same przedmioty podróż między rozłożonymi antykami trwa znacznie krócej.

Oferta bazaru jest niewiarygodnie szeroka. Można kupić meble, militaria, porcelanę, książki, znaczki albo monety. Jako, że ceny na Kole są zwykle wyższe od rzeczywistych, warto sprawdzić wartość, podobnego do kupowanego przedmiotu na serwisach aukcyjnych. Ciekawy jest fakt, że niejeden ze sprzedawców prowadzi sklep internetowy.

Sposób na życie



Wielu powie, że zajmowanie się antykami na pewno przynosi niemałe korzyści materialne. Przecież wszystkie te rzeczy są niezwykle drogie i ze sprzedaży choćby jednego obrazu czy szafy, można utrzymać się przez miesiąc. Rzeczywistość jest zgoła inna. Pan Ryszard spod Warszawy przyjeżdża na Koło z żoną Ewą.

Stoisko z porcelaną Pana Ryszarda / Fot. Paweł Pniewski- Sprzedając jedną rzecz zaraz kupuję jedną albo dwie następne. I tak ciągle. To jakby sposób na życie, droga jaką obrałem. Nie potrafię teraz powiedzieć "Jak mi się znudzi to rzucę to w cholerę". Oszukałbym siebie. I nie dość, że pasja pochłonęła mnie całkowicie, to zaraziła także moją żonę - opowiada pan Ryszard.
A mowa o filiżankach, spodkach, imbryczkach, czyli szeroko rozumianej porcelanie. - Pierwszą filiżankę przywiózł mi ojciec z podróży do Chin. Trochę banalne, prawda? Ale ja odszukuję w tym wiele niebanalności. Większość dzieciaków potraktowałoby taką filiżankę jako śmieć albo zbędny prezent. Ja ją zachowałem, by w wieku 22 lat odkryć pasję do kolekcjonowania wyrobów z porcelany. I tak już od kilku lat przyjeżdżamy na Koło i sprzedajemy porcelanę. Dlaczego? Uzbieraliśmy z żoną tyle "skorup", że nie było już dla nich miejsca. Postanowiliśmy się więc podzielić nimi z innymi. Dzięki pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży mogliśmy kupić rzadsze okazy do własnej kolekcji. I tak jedna transakcja napędza drugą. To jak zarabiamy na życie? Jako, że Koło otwierane jest głównie w weekendy, na co dzień pracujemy w zawodzie. Ja jestem informatykiem, żona pracuje na poczcie. Bazar na Kole to hobby. Mamy swoje stałe miejsce, a co za tym idzie stałych klientów, którzy przynoszą zyski.

Jedyny sposób by przeżyć



Lecz nie sami pasjonaci handlują na warszawskim pchlim targu. Nie same antyki można na nim kupić. Niektórzy, a na pewno większość z tych, którzy rozkładają się na chodnikach wokół głównego bazaru, to ludzie ubodzy. Ostatnią deskę ratunku widzą w rozsprzedaniu swojego dobytku. Niestety nie posiadają oni rzeczy wartościowych.

- O taka piękna kaczuszka dla Pana! Dziecku niech Pan kupi. Nie ma Pan dzieci? Ale będzie miał. Taka ładna. Za piątkę jak dla Pana - zachęca 52-letni pan Piotr z warszawskiej Woli.

Krzaczaste wąsy, wyciągnięty sweter i zapach alkoholu. On nie jest tutaj dla pasji. On sprzedaje tutaj każdą rzecz jaka wpadnie mu w dłoń. Przecież nie ma nic za darmo, a przyda się każda złotówka. Stare buty, butelka po whisky, zabawki, płyty, książki. A wszystko to ledwo co zdatne do użytku. Takich jak on jest tu wielu. Doświadczonych przez życie, ale nie poddających się.

- No jak żyć? Wszystko co mamy to sprzedajemy. Potrzebujemy przecież jak inni ludzie jeść, pić, ubrać się, umyć się - dodaje kolega pana Piotra.

Między stoiskami



Jak widać handlować można wszystkim / Fot. Paweł PniewskiTandetne i kiczowate przedmioty nie zniechęcają do odwiedzania Koła. Jako, że wstęp na targ jest bezpłatny, niektórzy traktują Koło jako idealne miejsce do spaceru pośród rustykalnych przedmiotów. Ale z tygodnia na tydzień Koło jakby toczy się co raz wolniej. Już nie jest tym samym miejscem, do którego zmierzały setki ludzi tylko po to by popatrzeć na antyki. Brak w nim duszy. A zresztą i ludzie zaczęli ubierać się tak samo. Wyposażać dom tak samo. Słuchać tego samego. Stracił świat tożsamość i nietuzinkowość. Jest jednak nadzieja, bowiem wciąż gdzieś między kaczuszkami czy starymi piersiówkami, można kupić coś oryginalnego. Coś co idealnie nadawałoby się na prezent. W czasach szaleństwa na wszelkie pamiątki po PRL-u, stare numery "Trybuny Ludu" albo kaski MO, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Ale to nie wszystko. Idąc dalej, zapychając się typową dla bazarów zapiekanką, spotkać można popiersie Józefa Stalina, gipsowe aniołki wzorem wzięte z rzeźb Michała Anioła, a także całkiem "porządną" replikę "Damy z łasiczką" Leonarda da Vinci. Jednak jeśli to byłoby mało, na Kole z łatwością kupisz drzwiczki do tabernakulum, złote kielichy, a dla bardziej wymagających praktykujących jest w ofercie co najmniej kilka stacji drogi krzyżowej. Pozostaje tyko pytanie, czy aby rzemieślnicy tak chętnie wyrabiają przedmioty sakralne? Czy może z kilku kościołów ubyło asortymentu?

Hełmy każdej formacji / Fot. Paweł PniewskiPrawdziwą gratkę mają tu jednak fani militariów. Od hełmów, szabli i zbroi po mundury, medale i strzelby. Wszystko to rozłożone na samochodach, kocach i pod namiotami.
- Uwielbiam Koło właśnie za to, że wszystko co mnie kręci mogę dostać właśnie tu. Od dawna pasjonuje się II wojną światową i tu zaopatruje się w mundury, buty i broń palną. Wybór jest spory tylko nie zawsze mnie stać - mówi Janek, uczeń Liceum Ogólnokształcącego na Mokotowie.

Ale większość kupujących nie zna się na tym co kupuje. Po prostu, wynajdują coś co im się podoba. Ładne, fajne, śmieszne, kolorowe. To najczęstsze epitety jakie można usłyszeć po zakończonej transakcji. No i oczywiście na pewno będzie pasować do nowego salonu albo kuchni. No bo przecież nie można sobie wyobrazić kuchni bez młynka do kawy albo salonu bez lampy. Na Kole wszystko to można kupić, a później pochwalić się zdobyczą przed znajomymi.
- Dlaczego ten gazetownik? No nie wiem. Ładny przecież. Meble mamy w podobnej kolorystyce - chwali się małżeństwo spod Warszawy.

Cześć odwiedzających Koło to stali klienci. Od lat wyposażają i dekorują swoje mieszkania lub domy. Wiedzą czego dokładnie chcą.
- Zawsze staram się przyjechać na Koło z jakimś pomysłem. Mam przed oczami obraz tego co chcę kupić. Potem już tylko wystarczy znaleźć to u kogoś na stoisku. Zawsze coś się znajdzie. Kiedyś było trochę lepiej, teraz pojawiło się dużo tandety, ale wciąż Koło to Koło - opowiada Lidia, lekarz spod Warszawy.

Jakie jest to Koło?



Ciężko je klarownie scharakteryzować. Najbardziej odpowiednim stwierdzeniem będzie "Koło zmienne jest". Centrum warszawskiego świata antyków, rupieciarnia, na której można powyławiać pojedyncze skarby. Owiane wspomnieniami, opatulone ludźmi handlującymi od lat i odwiedzane przez głównie te same twarze Koło, żyje dziś swoją legendą. Kto chce tak naprawdę je poznać niech "skołuje" transport i wybierze się w niedziele przedpołudnie na ul. Ciołka w Warszawie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 02.07.2008 10:04

No, sam piszesz, że to nie tylko kolekcjonerzy ale i bieda i paserstwo.. trudno się dziwić. Trzeba się wtedy podeprzeć planem ogólnym (możliwość publikacji bez zgody przedstawionych osób)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.07.2008 09:58

Wcześniej tzw pchli targ był na urokliwym Mariensztacie, nieopodal Starówki. Wyprowadzenie go na peryferie miasta, pomiędzy socjalistyczne, szare domiszcza mogło oznaczać degradację. Tak się jednak nie stało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziekuje za uwagi dot. zdjec, ale wiekszosc rozmowcow nie zgadzala sie na fotografowanie.. takie czasy!:) i oczywiscie milo mi, ze tekst sie podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a.sobal - starzyzną na warszawskim Kole handluje się już wieeeeele lat. Nie pamiętam dokładnie odkąd, ale to tradycja jeszcze sprzed czasów wolnego rynku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny tekst, a Koło... Koło darzę sentymentem. Kiedyś tam mieszkałam. Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ mimo, że tekst, jak na warunki internetowe, jest dość długi, to czyta się go z przyjemnością. Myślę, że obraz przedstawiony przez autora pasuje do wielu tego typu bazarów rozsianych po kraju. Każde duże miasto "coś takiego" posiada. Kiedyś były państwowe "Desy", w których za czasów PRL-u handlowano starzyzną. Teraz mamy wolny rynek i handel bazarowy. Kupującemu na jedno wyszło, a i sprzedający na okazję, aby zbytnio nie zbliżąć się do fiskusa, bo i niby po co? Przykro mi, ale nigdy nie interesowałem się starociami. Za to na targowiskach zawsze pierwsze kroki kierowałem do "bukinistów", którzy kiedyś zajmowali sporą część placu handlowego. Niestety od jakiegoś czasu handel książkami zupełnie zanika. Obecnie łatwiej kupić najnowszą gierkę komputerową, albo kasetę z gołymi paniami, niż znane dzieło noblisty. Takie czasy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ zdecydowany plus za tekst. Obok staroci ludzie, zarówno sprzedający jak i kupujący, znaleźli w nim swoje zasłużone miejsce, a na zdjęciach istotnie ich nie ma. Szkoda.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.07.2008 18:11

(+) niezłe: kompletne, wielostronne i bezstronne. Z uczuciem i wyczuciem.
Na zdjęciach dotkliwy brak ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobre dobre

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.