Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9124 miejsce

Antywalentynki, czyli uczulenie na ludzi

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-02-11 07:22

Teoria Jerzego Grzeszczuka jest niczym siekiera wbita w plecy romantycznej miłości. Czy zamiast ględzić farmazony o Walentynkach nie należałoby raczej… sprawdzić hapteny partnera?

Jak to się zaczyna? Najpierw patrzymy na twarz. Pociągają nas ładne twarze, o regularnych rysach. Harmonijnie ukształtowane usta i nos sugerują delikatność, subtelne linie podbródka i szyi obiecują inteligencję. Oczy… one mówią tak wiele o emocjonalnej stronie danego „egzemplarza”, ale nie zapominajmy o głosie! Tembr głosu potrafi naprawdę zaczarować, zwłaszcza kobiety pamiętają go bardzo długo (szkoda, że panowie tak rzadko korzystają z tej wunderwaffe w uwodzeniu żeńskiej połowy ludzkości). Następnie patrzymy na sylwetkę, zmysłowe elementy (mężczyźni i kobiety mają swoje ulubione miejsca, na których dłużej zatrzymują wzrok), wreszcie sposób poruszania się. Każda z tych informacji jest niezwykle istotna, gdyż jest niczym położenie na stole kartki z informacją o sobie, czyli także o swoich genach. Wzrost, harmonijna budowa ciała, dynamika ruchów i zachowanie – to wszystko w naszym umyśle zaczyna budować obraz partnera, który już może zaowocować wstępnym zauroczeniem. Do tego dochodzi as atutowy w tej rozgrywce, czyli osobowość i wdzięk, no i zmysłowość... Wszystkie wymienione przeze mnie elementy występują osobno lub razem, a połapanie się w nich jest nadzwyczaj trudne i niestety – jak pokazuje życie – można popełnić katastrofalną pomyłkę. Zdarza się, że przystojna twarz czy atrakcyjna sylwetka bywają zwodnicze. Cały urok bierze w łeb w momencie, kiedy „piękna jednostka ludzka” zaczyna wydobywać z siebie dźwięki… Ale załóżmy, że wszystkie rafy zostały szczęśliwie ominięte, partner został oceniony i zaakceptowany, pojawia się miłość ze wszystkimi „atrakcyjnymi dodatkami i emocjonującymi atrakcjami”, a my już planujemy życie we dwoje zgodnie z „głosem serca”. I nagle jak grom z jasnego nieba pojawia się Jerzy Grzeszczuk, który rozwala nasz wspaniały, różowo-lukrowy świat wyjęty żywcem z telewizyjnego kanału „Romantica”. Kim jest ten barbarzyńca?

Pogromca „Walentynek”!

Jerzy GrzeszczukPoznałem go w latach 90. na targach ezoterycznych. Ten sympatyczny, starszy pan wręczył mi napisaną przez siebie książkę o intrygującym tytule „Haptenowe działania organizmów – przyczyna wielu zjawisk i chorób” (ostatnio ukazała się pod tytułem „Haptenologia”). Powiedział, że poświęcił całe życie na zbadanie zjawiska, które powoduje choroby i zamienia życie wielu ludzi w koszmar. Jego odkrycie stoi co prawda w całkowitej sprzeczności z wizją „romantycznej miłości” wykreowanej przez poetów, ale jest prawdziwe i weryfikowalne. Na dowód tego pan Jerzy był gotowy przedstawić mi setki relacji osób, które po przeczytaniu jego książki przysłały mu poruszające listy. Jego czytelnicy opisywali, jak na własnym przykładzie mogli się przekonać, że istnieje coś takiego, jak „uczulenie na ludzi”. książka Jerzego GrzeszczukaCzytając książkę pana Grzeszczuka zapamiętałem zwłaszcza relację kobiety, która od wielu lat ciężko chorowała. Największy koszmar przeżywała w momencie, kiedy przychodziła noc, którą musiała spędzić razem ze swoim ukochanym mężem. Bóle głowy, potworne nudności, kłopoty ze snem – to wszystko mijało jak ręką odjął wtedy, kiedy jej mąż wyjeżdżał i spędzał noc gdzie indziej. Początkowo nie zwróciła na ten fakt uwagi, ale dopiero po przeczytaniu książki o „uczuleniu na ludzi” zrozumiała, że jest żywym dowodem prawdziwości tej smutnej teorii. Wiodącą rolę odgrywają w niej tajemnicze cząsteczki zwane haptenami.

Człowiek uczulony na innego człowieka?!

Nie jest tajemnicą, że człowiek jest organizmem, który w każdej sekundzie produkuje mnóstwo wydzielin. Pot, ślina, płyny ustrojowe – to wszystko rozsiewamy wokół siebie niczym rozpylacze. Jerzy Grzeszczuk słusznie zauważył, że uczuciu miłości często towarzyszy wzmożona „wymiana płynów”, co jest zresztą zjawiskiem naturalnym, ale… bywa bardzo niebezpieczne! Wszystkiemu winne są hapteny, które są antygenami, a które posiadaPrzekazywanie haptenów /z książki Jerzego Grzeszczuka/ każdy z nas. Według autora teorii zdarza się, kiedy ktoś może mieć alergię na hapteny partnera, z którym razem zdecydował się spędzić życie. Taka sytuacja może prowadzić do dramatycznych chorób, a nawet do śmierci. Według Grzeszczuka, to właśnie hapteny mogą być głównym powodem nieudanego życia rodzinnego, rozwodów, a nawet zabójstw. Według jego oceny co piąty człowiek (!) cierpi z tego powodu, że w jego pobliżu znajduje się osobnik, na którego może być uczulony. I niekoniecznie musi to być kochanek, ale źródłem chorobotwórczych haptenów może być także własne dziecko. Pan Grzeszczuk w jednej z rozdawanych przez siebie ulotek nazwał odkryte przez siebie zjawisko bardzo dosadnie jako „broń chemiczną w zapachu ludzi”. Do dziś świat nauki potępia w czambuł jego teorię i kategorycznie stwierdza, że człowiek nie może być uczulony na drugiego człowieka. Polemizując z tą tezą Jerzy Grzeszczuk przedstawia setki listów z całej Polski, w którym są opisy potwierdzające jego hipotezę. Ostatnio napisał list otwarty do ministra zdrowia Zbigniewa Religi. W liście jako przyczynę stwardnienia rozsianego podaje właśnie alergię na hapteny innego człowieka. Środowisko medyczne traktuje go jako szarlatana i od lat nie podejmuje z nim żadnej dyskusji. Pan Grzeszczuk jednak nie załamuje się.

Zanim do łóżka – najpierw badania!

Często zastanawiałem się nad tym, czy Jerzy Grzeszczuk może mieć rację. W rozmowach ze znajomymi spotkałem się z opowieściami o tym, że ktoś z czasem zrozumiał, że ma „alergię na swojego życiowego partnera” i nawet na sam jego widok „zaczyna czuć się fatalnie”. Nie jestem jednak pewien, czy winę za to ponoszą owe małe cząsteczki zwane haptenami, czy też może zanikające uczucie… Jerzy Grzeszczuk w swojej książce dostrzegł problem moralny i etyczny jego teorii. Jeżeli bowiem ma rację i jego hipoteza jest prawdziwa, to spontaniczna, romantyczna miłość „na całe życie” jest całkowitym nieporozumieniem. Owszem, można i tak, ale – jak radzi Grzeszczuk – najpierw należałoby takim osobom pobrać próbki krwi i dokładnie przeanalizować, czy te upiorne hapteny „gryzą się czy nie”. Co więcej – tego typu badanie należałoby przeprowadzić przed skonsumowaniem związku w czasie miłosnych igraszek, w tym także przed pierwszym pocałunkiem!
W czasie rozmowy z panem Grzeszczukiem zapytałem go wprost, czy tego typu procedura nie zabiłaby jednej z najprzyjemniejszych rzeczy w naszym życiu, jaką jest tzw. spontaniczna przygoda seksualna. W odpowiedzi autor książki o haptenach tylko bezradnie rozłożył ręce…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Emil Pi
  • Emil Pi
  • 28.06.2012 12:44

Uczulenie na partnera. Najpierw niewyjaśnione zaburzenia smaku. Potem silny wstrząs , czasami z utrata przytomności, nagłe przemęczenie, dreszcze, silne poczucie zimna i czasami mrowienia. Zakochany człowiek ma klapki na oczach i brnie w ten związek. A tymczasem jego ciało zaczyna dawać sygnały chorobowe. Ale przecież choroby zdarzają się każdemu , lekceważone doprowadzają do trwałych zmian i jeśli dalej jesteśmy z partnerem mamy 100% pewność choroby autoimmunologicznej. Grzeszczuk jest fenomenalnym obserwatorem i to co odkrył zasługuje nie tylko na uwagę ale nobla z medycyny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jerzy Krajnik
  • Jerzy Krajnik
  • 28.12.2011 12:47

Mam dużo szacunku dla Pana Jerzego Grzeszczuka za bardzo ciekawe prace na temat haptenów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja mam uczulenie na mojego ojca- to pewne. Nie wiem tylko czy to kwestia haptenów, czy czego innego, jednak sam fakt uczulenia jest nie podważalny P.s. Staram się zawsze sluchać Pana "Nocy z dreszczykiem":)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.02.2007 13:17

Bajdurzenie do potęgi. Co to za metoda badawcza, czytanie listów. Jak się to ma do metodologii badawczej poważnegoo naukowca? P. Grzeszczuk może mieć żal, że jest odrzucony, ale czytając ten tekst odniosłem wrażenie, że ta haptenologia to taki współczesny mesmeryzm, tylko w odwrotną stronę. Co to ma wspólnego z nauką?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Temat wart jest więcej niż tylko uwagi. Z drugiej strony, ignorancja, indolencja, a nawet odrzucanie tematu przez ośrodki "naukowe" i ich przedstawicieli jest porażające i nie dziwi mnie w tym momemcie rozgoryczenie p. Jerzego Grzeszczuka, który na swojej stronie http://www.haptens.republika.pl/haptenology_pl.html przytacza słowa James'a Watson'a, odkrywcy DNA, który w swojej książce: “Podwójna spirala”, Wiedza Powszechna 1975, str. 18(20) napisał: “I nie odniesie sukcesu w świecie nauki ten, kto wbrew ogólnym przekonaniom, rozpowszechnianym przez dziennikarzy i matki naukowców, nie zda sobie sprawy z tego, że niemała ilość pracowników nauki to ludzie nie tylko ograniczeni i tępi, ale wręcz głupi.”

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.