Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16010 miejsce

Aparat słuchowy nie wystarczy, by usłyszeć życie

Całkiem nieźle radzę sobie sama. Chciałabym jednak, by zwrócono uwagę na młodych ludzi, dotkniętych tym samym problemem co ja - mówi Joanna, cierpiąca od ponad dwudziestu lat na poważny niedosłuch.

fot.: U.A.Marczewska Joanna ma 47 lat, mieszka w Lubartowie w województwie lubelskim. Jej problemy ze słuchem zaczęły się wiele lat temu, w okresie stanu wojennego. Dziś cierpi na poważny niedosłuch. W gronie jej znajomych tylko niektórzy wiedzą o aparatach słuchowych, ukrytych dyskretnie za każdym z uszu. To dzięki nim Joanna utrzymuje kontakt z otoczeniem. Aktywna, pracująca we własnej firmie, szczęśliwa mężatka oraz matka dwójki dzieci nie wygląda na głuchą. Chociaż wygrała batalię o normalność, jej wojna nie należała do łatwych.

- Z wykształcenia jestem polonistką, nauczycielką - opowiada. - Szybko zrozumiałam, że nie będę mogła pracować w swoim zawodzie. A ja chciałam być samodzielna! To dlatego zdecydowałam się na przekwalifikowanie. To był jedyny sposób na samodzielność.

Kontakt z Polskim Związkiem Głuchych tylko przez telefon

Joanna ma drugą grupę inwalidzką. W jej orzeczeniu lekarskim czytamy: "Nieodwracalne uszkodzenie nerwów słuchowych. Stwierdzono głęboki niedosłuch w paśmie mowy 100-110 db na granicy z głuchotą. Niedosłuch nieodwracalny".
- Poszłam z tym orzeczeniem do ZUS - wspomina Joanna. - Musiałam stanąć na komisji lekarskiej. Kazano mi np. zamknąć oczy i trafić palcem do czoła. Żadnych badań związanych ze słuchem. Opinia, którą mi wystawiono, stwierdzała, że jestem zdolna do pracy. W związku z tym na rentę liczyć nie mogłam.

Próbowała również skorzystać z pomocy lubelskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych. - Ale oni nie mają adresu email, głuchy może z nimi porozmawiać tylko przez telefon! – śmieje się.
Regina Blacharska, sekretarz oddziału lubelskiego PZG przyznaje w rozmowie z autorką Wiadomości24.pl:
- No tak, tylko niektóre z naszych oddziałów mają adresy email. W pozostałych przypadkach pozostaje kontakt telefoniczny.

Aparat słuchowy to nie okulary

W swojej firmie Joanna czuje się jak ryba w wodzie. Używa telefonu, prowadzi rozmowy z klientami.Pomieszczenie, w którym pracuje Joanna, znajduje się za dźwiękoszczelnymi drzwiami. /fot.: U.A.Marczewska Jednak to nie jest takie proste.
- Ludzie sądzą, że aparat słuchowy działa jak okulary: włożysz je i po problemie. Tymczasem aparat ściąga do siebie wszystkie dźwięki, nie tylko te bliskie. Na początku trzeba nauczyć się wyłapywania tylko właściwych, ale nigdy nie uda się to do końca. Kiedy chcesz z kimś porozmawiać w głośnym towarzystwie, jest to niezwykle trudne. Niedosłyszący zawsze wspomaga się czytaniem z ruchu warg, ale ta metoda zdaje egzamin tylko w przypadku rozmowy z jedną osobą – tłumaczy Joanna.
– Inny przykład: kiedy oglądam telewizję, a mój syn w innym pokoju słucha muzyki, muszę zamykać sobie drzwi - nawet kiedy muzyka leci cicho. Ale najgorzej jest poza domem, np. w biurze, gdzie jest drukarka, szumi komputer, a do tego przychodzą interesanci, z którymi trzeba rozmawiać. Musiałam postawić ściankę dźwiękoszczelną, która oddziela mnie od pozostałej części biura. Teraz do pomieszczenia, w którym pracuję nie docierają żadne dźwięki z zewnątrz i mogę swobodnie rozmawiać z klientami.

Pętla indukcyjna zamiast pilota

Pewnych rozwiązań dostarczają również możliwości techniczne aparatów.
– Nowoczesne aparaty słuchowe mają kilka programów, dostosowanych do różnych warunków, takich jak rozmowa w hałasie, oglądanie telewizji czy rozmowa telefoniczna - tłumaczy mi Joanna. - Program wybiera się jednak w aparacie. Ktoś dzwoni, ja chcę szybko odebrać, więc muszę błyskawicznie przełączyć się na inny program. To niewygodne i niezręczne – ciągnie. – Co prawda jest coś takiego jak pilot do aparatu, na przykład w formie breloczka, ale to koszt co najmniej 900 zł.

Joanna rozwiązuje problem telefonów w inny sposób. Na szyi zawiesza tzw. pętlę indukcyjną, która umożliwia przenoszenie dźwięku z telefonu bezpośrednio do aparatu słuchowego. To wygodne, ale zdobycie pętli nie jest proste.
- Kontaktowałam się z przedstawicielem sieci komórkowej, w której mam telefon od ponad siedmiu lat. W ogóle nie byli zainteresowani. Kazali mi dowiadywać się indywidualnie w salonie producenta, bo oni w ogóle nie wiedzieli, o czym mowa. Kiedy poszłam do konkurencji, wszystko załatwili w ciągu tygodnia. Wadą pętli indukcyjnej może być jednak cena - około 350 zł.

NFZ nie refunduje takich urządzeń

Pętla indukcyjna /fot.: U.A.MarczewskaTo tylko jedno z urządzeń, które może pomóc osobie słabosłyszącej odnaleźć się w świecie osobistym i zawodowym. Do pozostałych należy m.in. specjalny aparat stacjonarny. To koszt 300 zł.
- W domu mam specjalny telefon, przez który bardzo głośno wszystko słychać - mówi Joanna. - W pracy nie mogłabym go jednak używać – wszyscy wokół słyszeliby mojego rozmówcę.

Postanowiłam porozmawiać na ten temat z przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia. – Zgodnie z rozporządzeniem refundacji podlegają aparaty słuchowe oraz wkładki uszne wykonane indywidualnie - powiedział Łukasz Semeniuk, rzecznik prasowy lubelskiego oddziału NFZ. - Dotyczy to wad słuchu uniemożliwiających normalne funkcjonowanie. W przypadku osób czynnych zawodowo refundujemy aparaty na dwoje uszu. Niestety, jeśli chodzi o urządzenia, o których pani mówi, jak np. piloty do aparatów, to one refundacji nie podlegają.

Joanna poprosiła, bym nie podawała jej nazwiska w tekście, pozostawiła je do wiadomości redakcji.
- Nie mówię o tym wszystkim po to, by ktoś mi pomógł. Ja sobie całkiem nieźle radzę sama. Chciałabym jednak, by zwrócono uwagę na młodych ludzi, dotkniętych tym samym problemem. Wielu z nich marzy o rozpoczęciu normalnego życia zawodowego, a nie zawsze mają tę możliwość.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Tadeusz Opole
  • Tadeusz Opole
  • 01.04.2012 16:06

Witam , jestem osobą niedosłyszącą ,po przeczytaniu Pani artykułu muszę spróbować - na pewno będzie zrozumiale ,bo za pomocą aparatu słyszę ale nie rozumiem z dalszych odległości . Pozdrowienia

Komentarz został ukrytyrozwiń

to wszystko prawda.Ja mam 30 lat ,pracuje ,mam dwójke dzieciaków i duzy niedosłuch.Aparaty moje powoli sie wykańczają ale cóż z tego jak nie stać mnie na nowe.Potrzebuje dwóch ale NFZ płaci za jeden tylko 600 zł ,a aparaty na mój niedosłuch sa w cenie 3000 zł.Gdyby człowiek wiedział ,ze ten aparat bedzie mu słuzył przez wiele lat moze za niego wyłozyć,ale nie w przypadku choroby ,gdy człowiek traci słuch z dnia na dzień.Piszę tylko o aparacie ,nie wspominajac o innych urządzeniach, które naprawdę pomogły by w życiu codziennym.Tak naprawdę osoba niedosłysząca toczy walkę sama z sobą 24 godziny na dobę.Można by było pisać o ty godzinami.Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozdrawiam
a ja prozaicznie

proszę o kontakt via mail:
oloziolo@warsztaty.org

chciałbym o coś zapytać

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus oczywiście.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozbroił mnie ten fragment:
"Regina Blacharska, sekretarz oddziału lubelskiego PZG przyznaje w rozmowie z autorką link
- No tak, tylko niektóre z naszych oddziałów mają adresy email. W pozostałych przypadkach pozostaje kontakt telefoniczny. "
Świetne, po prostu świetne. Bo mowa o Polskim Związku... Głuchych.

A w ogóle to bardzo dobrze poruszyłaś istotny problem. I w ciekawy sposób wyjaśniasz kwestie, o których my tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak np. działanie aparatów słuchowych. Znakomite dziennikarstwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry artykuł na ważny temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy artykuł +

Komentarz został ukrytyrozwiń

-|- To jest to! Brawo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.