Facebook Google+ Twitter

Aparatczyki PZPR w służbie III RP

30-go listopada na łamach Gazety Wyborczej ukazał się zaskakujący w swych wnioskach artykuł Piotra Moszyńskiego.

Daleko mi do publicysty znanego tytułu, jakim jest Gazeta Wyborcza. Tym bardziej, że Gazeta
rezerwuje sobie funkcję dyżurnego moralisty i jedynego racjonalistycznego interpretatora zdarzeń III RP i tych sprzed 1989 roku. Będąc w pełni świadomą znaczenia wydarzeń w Polsce, nie jako dziennikarz społeczny, ale jako obywatel, nie mogę zgodzić się z opinią publicysty Wyborczej, stąd też poniższa polemika.

Legenda Wyborczej, Adam Michnik, już od wczesnych lat 90-tych rozpoczął proces uświadamiania i edukowania Polaków. Przyjmując rolę autora "ABC inteligenta" Michnik uczy, jak należy interpretować bolesne i często budzące rozdźwięk wydarzenia z historii Polski. Mam tu na myśli min. stan wojenny, obrady Okrągłego Stołu, lustrację oraz zasady budowy III RP. Obecnie Adam Michnik ma już znacznie mniejszy wpływ na kształt Gazety, co nie oznacza jednak, że jego "szkoła" i charakterystyczna tendencja do wyciągania bardzo zaskakujących wniosków nie przetrwała. Dziś naśladowcy jego retoryki piszą swoje publikacje powielając styl
naczelnego.

Piotr Moszyński nadaje swojemu artykułowi tytuł "Generał Jaruzelski, czyli długi dystans", tutaj
link do artykułu. Publikacja idealnie wpisuje się z "gazetową" technikę interpretacji poczynań gen. Jaruzelskiego, zgodnie z którą niby stan wojenny był czymś złym, ale nie było innego wyboru. (żaden historyk nie potwierdzi tej opinii, wręcz przeciwnie, źródła podają, że ZSRR nie było zainteresowane interwencją militarną w Polsce, zostawiając Jaruzelskiemu wolną rękę). Piotr Moszyński ucieka się do podobnego zabiegu pisząc: "Jak wielu innym Polakom również i mnie wtargnął [Wojciech Jaruzelski] swego czasu w życie w sposób brutalny i daleki od tego, jakiego bym sobie życzył. Ale jak wielu innych Polaków również i ja jakoś sobie jednak życie ułożyłem mimo tego nieproszonego wtargnięcia."

Nie rozumiem powiązania. Z jednej strony zmiękczająca opinia, że autor zdaje sobie sprawę z politycznych decyzji Jaruzelskiego, ale z drugiej strony szybko znajduje sposób na zmniejszenie owych win, poprzez zasygnalizowanie, że w końcu nic takiego złego się nie stało, bo teraz wszyscy żyjemy sobie we względnym dostatku. Do podobnego absurdu można dojść rozmyślając nad losami wszystkich ocalałych ofiar wszelkich konfliktów zbrojnych na świecie. W duchu tego toku myślenia autor posuwa się dalej twierdząc, że pamięta doskonale zarówno Leszka Milera, śp. Jerzego Szmajdzińskiego jak i Aleksandra Kwaśniewskiego pełniących całkiem wysokie funkcje w PZPR, ale z drugiej strony pamięta ich również jako zaciekłych obrońców polskich interesów podczas negocjacji warunków wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Cóż innego pozostało dawnym towarzyszom w III RP, jak wpisanie się w obowiązujący trend dla tej części Europy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Panie Jerzy, przeczytałam Pański komentarz pod moim art. "Aparatczyki w służbie III RP" - "Pani Ewelino, a jak to było z sędzią Kryże?". To się nazywa z angielska "whataboutyzm" (tłum. acoztym). Autorem tej nazwy jest brytyjski korespondent The Economist, który specjalizuje się w kwestiach Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej. Jego zdaniem, tę technikę dyskusji do doskonałości doprowadzili sowieci, a dziś dalej chętnie korzysta z niej Kreml. Wygląda to tak, jeśli Rosji wytknie się jakiś czarny niechlubny fragment z ich historii, np. pakt Mołotow-Ribbentrop, to oni w odpowiedzi mówią "no tak, ale Francuzi tez mieli rząd Vichy". W ten sposób rzeczowa dyskusja zostaje zepchnięta na boczny tor i zastąpiona wyliczanką i konkursem, kto pamięta więcej faktów historycznych. Zgadzam się, prawica po 1990 ma wiele na sumieniu, ale jak to już napisałam blado wypada pod tym względem przy tzw. liberało-socjalistach, a bulwersujące jest to, że dziś znajdują się taki naśladowcy bredni Michnika i piszą, że to jest sukces, że "udało się ich wprząść w szczytną ideę własnych celów" czyli budowy III RP.
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja tylko w kwestii ostatniego akapitu. Wszyscy (no może nie wszyscy) podniecają się niestosownością zaproszenia gen. Jaruzelskiego do konsultacji przez Pana Prezydenta Komorowskiego. A może tu nie chodzi o Jaruzelskiego tylko o tych prawie 50 % Polaków, którzy wprowadzenie stanu wojennego uznają za uzasadnione... Często są to właśnie ci, którzy nie uczestniczą w wyborachm nie współdecydują o losach kraju. Cza zaproszenie Jaruzelskiego nie jest dowodem, że Prezydent nie chce dzielić społeczewństwa, zwłaszcza w sprawach zasadniczych ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ewelino, a jak to było z sędzią Kryże?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Pani Helenka
  • Pani Helenka
  • 09.12.2010 09:23

Świetny materiał, ja też nie raz się ubawię jak czytam te wypociny w GW. Do jakich on wniosków potrafią dojść! A spróbuj się tylko z Michnikiem nie zgodzić, to czeka cię wieczne potępienie i wytknięcie palcem, jako wroga demokracji i niebezpiecznego nacjonalistę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Decyzja zaproszenia gen. Jaruzelskiego na obrady RBN może nie jest taka zagadkowa .Fakt że stało się to tuż przed wizytą prezydenta Rosji świadczy że ma to ścisły związek.
Może jest tak że Komorowski i jego otoczenie spostrzegają Rosję jako kraj w głębokim komunizmie kultywującą pamięć Lenina, Stalina, Breżniewa i chcąc znaleźć łącznika miedzy dwoma światami wybrali człowieka który jak nikt inny nadaje się do tej roli.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Stefan Kap
  • Stefan Kap
  • 06.12.2010 17:01

Marzenia zamiast twardej rzeczywistości - tak odebrałem wywody autorki. Pisze: najpierw nie chcieli NATO, ważniejsze dla nich było EWG. I trzeba przyznać, że mieli nosa. Wszak widzimy, co dzieje się dzisiaj z NATO. Nie można przecież wykluczyć, że właśnie Rosja grać będzie w tej zbrojnej organizacji czołową rolę. Już gra ważną. I dalej: w gospodarce troszczyli się tylko o to, by nie było bezrobocia. A ci dzisiejsi się o to nie troszczą? Czy rzeczywiście tylko o bombkach na choinkę myślą? Prawdopodobnie. Może dlatego tak niewielu z nas, bo zaledwie około 30 %, bierze udział w imprezach, tzw obywatelskich, które ci nowi organizują. A więc nie za bardzo z tej III RP większość z nas jest najwidoczniej zadowolona. Może jednak należało bardziej korzystać z doświadczeń owych aparatczyków?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.