Przestaję płacić abonament na telewizję publiczną. Kwotę abonamentu zaś zamierzam przelać na konto tej telewizji, którą oglądam.
Przyznam się (bez szczególnego zażenowania), że nie oglądam telewizji publicznej. Niezbyt wiele osób zaskoczy to wyznanie – mam nadzieję! Cóż bowiem oferuje nam nasza telewizja, która – przypomnę nieśmiało – pełni misję społeczną. Tynfa temu, kto przekonująco wyjaśni pojęcie: misja społeczna w kontekście programu telewizji publicznej. Chyba, że misja społeczna polega na edukowaniu społeczeństwa serialami typu "Klan", "M jak miłość", "Plebania"!
Nakręcono do tej pory kilka tysięcy odcinków tych pouczających i (co ważne) rozwijających intelektualnie gosposie domowe seriali. Wynika z nich jedna wielka prawda: lepiej być bogatym niż biednym, uczciwym niż nieuczciwym, zdrowym niż chorym.
Od czasu do czasu pojawiają się w programie I lub II wartościowe programy ale traktować je należy jako rodzynek w zakalcu. Polityka personalna kierownictwa telewizji publicznej polega zaś na tym, żeby pozbywać się swoich najlepszych prezenterów i dziennikarzy.
Dziś – na dobrą sprawę – jedyną ozdobą publicystyki telewizji z Woronicza jest Monika Olejnik (ostatnie chwile!). Na wszelki wypadek jednak jej program emitowany jest w godzinach najniższej oglądalności. Zaś sam program, śmiem twierdzić, niebawem zostanie zlikwidowany. O dziennikarskich “wyczynach” pani Gawryluk – pierwszej gwiazdy “Jedynki” - przez grzeczność wobec dam nie wspomnę. Z tego samego powodu nie wspomnę o “pustosłowiu” płynacym z ust pań prezenterek. Zaś o “zawodowstwie” pana Kamela w ogóle nie ma co mówić.
Wydawać by się mogło, że telewizja publiczna (już choćby ze względu na monopolizację rynku abonamentu) powstrzyma się od emitowania reklam. (Reklam nie znoszę i ich brak w telewizji publicznej zachęcił by mnie, być może, do oglądania “Jedynki” lub “Dwójki”). Nic z tego. Telewizja publiczna jeżeli chodzi o reklamy jest “roztworem nasyconym” lub “przesyconym”. A na domiar złego, szefem na Woronicza został redaktor W. Nie będę udawał, że jest to bohater moich bajek.
Jak więc Państwo widzicie mam powody (w moim subiektywnym odczuciu), żeby nie oglądać telewizji publicznej dziś, ani nie oglądać jej jutro.
Czy w związku z tym nie muszę płacić abonamentu, który przechwytuje owa telewizja? Ano, nic podobnego. Ustawodawca nałożył na mnie obowiązek płacenia, grożąc wielkimi karami. A to czy oglądam "Klan", "Złotopolskich" czy inną serialową szmirę nikogo nie obchodzi. Cóż to za prawo? Prawo Kaduka! Rozumując w ten sposób ustawodawca może mi kazać płacić składkę na Młodzież Wszechpolską! Może mi też nakazać płacić za wódkę Pałacową, której nie kupuję! Absurd? Owszem.
Otóż oświadczam uroczyście, że od dziś zaczynam stosować nieposluszeństwo obywatelskie. Kasuję w swoim telewizorze programy: I, II, III, Polonia i przestaję płacić abonament na telewizję publiczną. Kwotę abonamentu zaś zamierzam przelać na konto tej telewizji, którą oglądam. Apeluję też do wszystkich, którzy czytają ten felieton o działania tożsame.
A jeżeli przyjdzie mi – może nam – zapłacić za takie działanie to przypomnę prawdziwą historię sprzed 110 lat. “Niesprawiedliwe prawa istnieją; czy powinniśmy z zadowoleniem ich przestrzegać (...) czy też powinniśmy od razu odmówić ich respektowania?” pisał Thoreau w eseju “Obywatelskie nieposłuszeństwo”. Plotka głosi, że podczas jednodniowego pobytu w więzieniu pisarza odwiedził znajomy, który zapytał: Henry, co ty tutaj robisz? Na co Thoreau odpowiedział: Gdy rządzą niesprawiedliwi, miejsce każdego sprawiedliwego człowieka jest w więzieniu! Zatem, moi Drodzy Czytelnicy następny felieton pisany będzie w celi, w której powitam Was z największą uprzejmością.