Najpierw więc, podają, warto na jej powierzchni umieścić nadajnik, żeby się przekonać, jak bardzo trzeba intruza przesunąć, żeby nam nie powiedział zza węgła "a kuku". Teraz, przy danych, jakimi obecnie dysponujemy, musielibyśmy odepchnąć Apophis o skromne 9 tys. km, żeby mieć pewność, że w nas nie uderzy. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych jest to niewykonalne. Nadajnik dostarczyłby nam ściślejszych informacji na temat trajektorii lotu asteroidy i wówczas wystarczy pchnąć ją o 100 km, żeby cel uzyskać. Jest różnica. A i to skromne, ekhm, posuwanie planetoidy zajęłoby nam jakieś 6 do 12 lat.
A wiele nas to będzie kosztować, panie? A wiele. Koszt wysłania nadajnika to jakieś 400 mln USD, koszt zmiany trajektorii lotu to co najmniej drugie tyle. Gdyby jednak miała w nas przywalić, to straty na Ziemi byłyby tysiąckrotnie wyższe. Rachunek jest prosty.
Nadajnik należałoby wysłać gdzieś około 2013 roku. Mało czasu zostało, mało.
Tymczasem jednak, w oczekiwaniu na katastrofę, zapuściłam żurawia w sieć i co znalazłam? Horoskop na 2036 rok, proszę państwa! Konkretnie na tydzień między 6 a 13 kwietnia. Bingo! Cóż tam piszą? Ja jestem spod znaku Raka, a Rakom radzą:
"Uważaj na to co jesz, posiłki potrafią działać na nasze zdrowie, toteż zwróć przez najbliższe dni uwagę na grejpfruty, te owoce mogą dostarczyć ci dużo sił witalnych."
No tak, sił witalnych to mi akurat sporo wtedy będzie trzeba. Zważywszy też na zaawansowany wiek pomenopauzalny. Sięgam jeszcze do Strzelca, bo małżon strzelcowy.
"Ten termin będzie przychylny wszystkim pesymistom."
Tak jakby się zgadzało...
"Mimo kłopotów budżetowych nie opłaci się tracić wiary w siebie, to zdecydowanie stan chwilowy."
No, chwilowy, chwilowy. Taki carpe diem, bo potem nic nie będzie.
"Uważaj by pić mniej soków, pamiętaj że, napoje od czasu do czasu działają efektywnie na Twoje ciało."
O, i to trzeba zapamiętać. Efektywnego działania napojów na nasze ciała doświadczamy od czasu do czasu z okazji rozmaitych imprez sylwestrowo-urodzinowych. W okresie okołokatastrofalnym nie ma więc co tracić czasu na soczki, tylko od razu trzeba skupić się na konkretach. Żeby jednak ostatnich godzin życia nie spędzić na kacu, należy się zahartować. Najlepiej zacząć już dziś.
To napisawszy, wznoszę toast półwytrawnym białym mołdawskim winem. Wasze zdrowie!
Autor: Malwina Ferenz
Tekst pochodzi z mojego blogu
O obrotach sfer niebieskich Wklejam na dobry początek.