Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

68220 miejsce

Apophis, czyli niszczyciel

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-01-20 14:22

Jeśli ktoś utrzymuje się z drukowania kalendarzy, to po 13 kwietnia 2036 roku może spokojnie zawiesić biznes.

W ogóle biznes jakikolwiek można będzie wtedy posłać w - pardon le mot - pizdu, ponieważ nie będzie komu sprzedawać tego, co się wyprodukowało ulewając pot, krew i łzy (Palikot by powiedział, że ulewając krew i spermę, niech mu tam będzie). Tego dnia bowiem, jak donoszą media, pieprznie w nas planetoida. I niech mi nikt nie mówi, że trzynastka nie jest pechowa! Planetoida imponujących rozmiarów może nie posiada (cóż to jest ~300 m średnicy w skali kosmosu? Śmiech na sali), ale jak się postara, to może nam tak dołożyć, że będziemy długo lizać rany. Wszystko zależy od tego, w co trafi. Na wszelki wypadek zatem nadano jej imię Apophis, czyli Niszczyciel.

To oczywiście wersja mocno pesymistyczna. Optymiści - widzę las rąk - zwrócą mi uwagę, że prawdopodobieństwo bliskiego spotkania trzeciego stopnia planetoidy z Ziemią jest bardzo małe. I będą mieli rację. Znacznie bliższe prawdy wydaje się stwierdzenie, że Apophis po prostu nas minie i to nie w 2036 roku, a siedem lat wcześniej. I to co do dnia, bo również 13 kwietnia. Ot, chichot przeznaczenia. Fakt, przeleci wtedy bardzo blisko, bo w odległości zaledwie 35 tys km (dziesięciokrotnie bliżej niż odległość Księżyca od naszej planety), ale wcale nie jest powiedziane, że raczy w nas potem przywalić. Będzie ją można podziwiać gołym okiem, bo osiągnie jasność 3,3 m. To będzie widok! Czas zacząć zbierać na porządny teleskop.

Może się jednak zdarzyć i tak, że kiedy Apophis majestatycznie przemierzać będzie nieboskłon, obecność Ziemi i Księżyca (zwłaszcza Księżyca) zakłóci jej orbitę, co spowoduje, że w 2036 roku, po siedmiu latach zastanawiania się, skieruje swe trzystumetrowe ciałko prosto w kierunku powierzchni naszej planety. I bum.

No, z tym kończeniem biznesu to trochę przesadziłam. Nie będzie - jak to wieszczył swego czasu podlaski wieszcz, czyli Kononowicz - "nie będzie niczego". Ocalejemy, przynajmniej wiele na to wskazuje. Jednak nie spłynie to po nas jak po gęsi woda. Uderzenie w jakiś ocean zaowocuje falą tsunami. Co to jest tsunami, już przerabialiśmy. Uderzenie w większe miasto sprawi, że w mgnieniu oka odmelduje się z tego świata jakiś milion ludzi. Ból.

Co możemy zrobić? Ha! Będziemy ubożsi o Bruce'a Willisa, który 2036 roku raczej nie dożyje, a szkoda, bo mając za sobą doświadczenie Armageddonu, pewnie by coś wymyślił. Musimy więc sobie radzić sami. Naukowcy rozważają skierowanie na kolizyjny względem asteroidy kurs jakiegoś sztucznego satelity. Zderzenie zmieniłoby trajektorię lotu kosmicznej persona non grata i Apophis poszłaby sobie w cholerę. Przeciwnicy tego rozwiązania zwracają uwagę, że byłoby to coś w rodzaju zderzenia komara z szybą samochodu. Przy czym komarem nie jest akurat asteroida.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 20.01.2010 19:38

Na razie czekam na 21 grudnia 2012 roku, gdy planeta Nibiru, tzw. planeta X, pojawi się w naszym systemie słonecznym i dokona spustoszenia na Ziemi. Na Apophisa poczekają Ci, którzy przeżyją kataklizm przewidziany przez starożytnych Sumerów, oraz Majów, jakżeby inaczej ;) Aha, oczywiście ***** na dobry początek!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.