Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15317 miejsce

Archiwa PRL ciagle tajne

Podzielam oburzenie dr. hab. Sławomira Cenckiewicza wobec pozostawania w utajnieniu akt PRL z naszej historii najnowszej, sprzed 25 lat. - W rocznicę 85. urodzin płk. Ryszarda Kuklińskiego

Okładka „Atomowy szpieg” Sławomira Cenckiewicza [wyd. Zysk i S-ka, 2014 r.] i filmowy thriller „Jack Strong” Władysława Pasikowskiego to pierwsze pozycje traktujące o samotnej misji pułkownika Ryszarda Kuklińskiego z umiarem, historycznie obiektywne, bez hagiografii i tendencji apokryficznych. Częściowo uwzględniają wiedzę dostępną już miejscami z tajnych do niedawna archiwów. Do filmu odniosłem się w przedpremierowej recenzji 3 lutego 2014 r. http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jack_strong_film_pasikowskiego_o_plk_kuklinskim_294859.html
Marcin Dorociński w roli płk. Ryszarda Kuklińskiego w filmie
Zaniedbałem „Atomowego szpiega”, w którego premierowej promocji uczestniczyłem ze zrozumieniem (czyli wcześniej przeczytawszy) podczas XVIII Międzynarodowych Targów Książki’2014 w Krakowie.
Promocja "Atomowego szpiega" - XVIII Międzynarodowe Targi Książki'2014 w Krakowie. Od lewej: Sławomir Cenckiewicz i Henryk A. Pach / Fot. Maciej Pach
Autor celnie charakteryzuje sytuację polityczną i militarną na linii Wschód – Zachód lat powojennych do 1991 r. Merytorycznie, wg faktów ocenia WP, o którym dowiódł już swojej wiedzy w „Długim ramieniu Moskwy”. Drażni mnie jednak dziwaczny dobór niektórych źródeł. Powoływanie jako „dowodów” zleconych konfabulacji z ubeckiego „Oka Pentagonu” (wydanego pod pseudonimami) przy zupełnym niezauważeniu istnienia tak ważnych w tej sprawie pozycji jak: „Byłem oficerem Informacji Wojska Polskiego” ppłk. K. Staniszewskiego, czy „Wielki finał. Kulisy wstępowania Polski do NATO” T. Lisa. Obie pozycje ukazały się w 1999 r. Nie dostrzegłem też śladu „Wojny z narodem widzianej od środka” opublikowanej w 1986 r. w paryskiej „Kulturze”, który to wywiad – rzeka z płk. Kuklińskim ponownie uruchomił w PRL śledztwo „Renegat” zamknięte wcześniej wyrokiem śmierci w 1984 r.

Za co najmniej dziwaczne uważam zapuszczenie się dr. Cenckiewicza na rubieże parafialnych mentorów ds. moralistyki erotyczno-aborcyjnej. Szczególnie, że w tej lubieżno-szatańskiej kwestii – daje wiarę akurat zeznaniom osoby ewidentnie ustawionej przez śledczych. [Kilkanaście protokołów przesłuchań cywilów bije po oczach podyktowanymi przez śledczych kłamstwami, a wyższych oficerów konfabulacjami.] Nie wierzę by nie doczytał ustaleń tych samych śledczych, np. dziesięć kart wcześniej na k. 195 tej samej teczki akt sprawy „Renegat”. Wiedzieli, że niemożliwa jest aborcja u kobiety bezpłodnej, a jako ideowi ateiści innej możliwości zapłodnienia nie dopuszczali. Partenogeneza ani in vitro nie były wtedy stosowane. Dziwi, że tej miary historyk nie doczytuje też konstatacji w kolejnym podsumowaniu śledztwa dokonanej przez ówczesnego szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW), gen. E. Poradkę, że kobiety pełniły w tej operacji jedynie rolę skutecznego kamuflażu. Łatwo też dostrzec, że zeznania tej pani, jak i kilkunastu innych przesłuchiwanych osób są tak niespójne i głupie, że mogły być ewidentnie „zaproponowane” przez śledczych, którzy żywcem nic na tego Kuklińskiego znaleźć nie umieli, a trzeba im było cokolwiek na podkładkę do skazania go na śmierć. Nie dziw, że pierwszy akt oskarżenia kreatywnych śledczych z WSW i Prokuratury Wojskowej w 1984 r. nawet sąd wojskowy PRL z płk. Monarchą jako przewodniczącym odrzucił. [Kilka dni później wydał jednak wyrok śmierci ustawiając się ze śledczymi i prokuratorem Daniukiem w linii posłusznie wykonujących rozkazy.]

Zawodowy historyk jednak nie ma prawa do „szerokich” interpretacji i naginania faktów wg aktualnych trendów kanoniczno – ideologicznych. Zostawmy to politrukom, płk. Skoczylasowi, dr. Onyszkiewiczowi, gen. Puchale i politykom oraz koniunkturalnym etatystom moralności stosowanej na potrzeby akcji bieżących.

Cenckiewicz kilkakrotnie kładzie nacisk na rzekome partyjniactwo Pułkownika co wysnuwa z okresowych opinii przełożonych wojskowo-partyjnych zgromadzonych w teczce personalnej. Otóż każdy oficer miał identyczne wpisy w swoich opiniach – inaczej teczka zostałaby zamknięta wraz z danym oficerem. Czyżby nie wiedział (patrz choćby „Armia ze skazą” gen. T. Pióry, którego znał osobiście), że partyjniactwo zostało wciśnięte do WP siłą z początkiem lat 50. XX w. Olbrzymia większość przedwojenne kadry oficerskiej j, ale i tej znad Oki była temu przeciwna a co najmniej niechętna. Członkostwo w PZPR było obowiązkowe – inaczej do cywila albo zakaz awansu powyżej stopnia kapitana. Dlatego też nawet jawnie chrapiącym na zebraniach POP zawsze wpisywano w akta pozytywne oceny za aktywność partyjną czyli ideologiczną. Pułkownik przez 14 lat ani raz nie odezwał się na tych zebraniach, co wypominał mu gen. W. Szklarski.

Rutyniarstwu przypisuję niezgrabność kontekstu, z którego wynika jakby generałowie Szklarski, Siwicki i Skalski sprawili, że „Tym samym Amerykanie ulokowali swojego agenta w newralgicznym miejscu SG”. [Pułkownik sam się „ulokował” – kontakt z Amerykanami został nawiązany z jego inicjatywy 11 VIII 1972 r.] Dalej. Zaniża liczbę oficerów WP – beneficjentów azylów politycznych na Zachodzie, w czym pomija zupełnie tak istotnych jak mjr pilot Ryszard Obacz i gen. Leon Dubicki – zrehabilitowanych w III RP (jak i sąsiad z ul. Rajców w Warszawie zwanej żartobliwie „aleją szpiegów” – płk. Włodzimierz Ostaszewicz) niedługo po rehabilitacji płk. Kuklińskiego. Daruję kilka innych błędów jak podmiot własności (syn Bogdan) sadu w Wiązownej (mam akty notarialne i jest o tym wiele dokumentów np. bankowych w aktach WSW i Prokuratury Wojskowej), czy nieobecność inż. Romana Barszcza w Polsce w dniu zniknięcia Pułkownika 7 listopada 1981 r. – dowody w tych samych aktach. [Także o uśpieniu psa przez opiekuna, który go przejął. Ckliwe bajki, które czasem słyszę o „pęknięciu serca” tęskniącemu zwierzęciu (zajadle i non stop szczekającej Zuli) zostawmy hagiografom.]

Wielu czytelników oburza słowo „szpieg” w tytule, bo wg. wszelkich znanych definicji słownikowych i faktów udokumentowanych – Pułkownik szpiegiem nie był. Choćby dlatego, że działał na rzecz jednoznacznego dobra swojego kraju – nie komunistów – i na szkodę hegemona – ZSRR. W uzasadnieniu rehabilitacji podkreślili to post-peerelowscy, ale jednak profesjonalni w ocenach prawnych prokuratorzy wojskowi. Szanować należy materiały źródłowe, odwieczny i naturalny porządek definicji naukowych oraz decyzje Izby Wojskowej Sądu Najwyższego RP i Prokuratury Wojskowej z l. 1995 – 1997 r., które zdecydowanie i procesowo występują przeciwko takim zarzutom.

Jednakże. Sławomir Cenckiewicz nie pominął roli odegranej przez „Lanosa” vel „Latynosa” tj. ks. Januariusza Bolonka konfidenta SB rezydentury rzymskiej „Baszta” inwigilującego bezpośrednio Jana Pawła II i papieską kancelarię . Prawidłowo ocenił podrzucenie w śledztwie przez WSW obrazków pornograficznych do munduru Pułkownika. Całkiem ofiarnie i logicznie usiłował ustalić, jak rzeczywiście przebiegła ewakuacja podczas gdy WSW – nawet z pomocą Fidela Castro na terenie USA – nie ustaliło nic, a Pułkownik w śledztwie odmówił podawania szczegółów (w tym ewakuacji), bo, cyt.: „to się jeszcze może kiedyś przydać”. Dzięki „Atomowemu…” dowiadujemy się jak ręka w rękę z KGB działał operacyjnie przeciwko dyplomatom ambasady USA w Warszawie funkcjonariusz kontrwywiadu SB Gromosław Czempiński. Inwigilował osobiście ambasadę USA w dniu ewakuacji Pułkownika. Ten sam w III RP z woli L. Wałęsy już gen. bryg., dowodził UOP i prowadził śledztwo o sygn. Po.Śl/ 9/95 wznowione w 1995 r. przeciwko podejrzanemu o zdradę PRL… płk. Kuklińskiemu. Od tamtego czasu ten generał jest jedną z celebrowanych gwiazd stacji TV. Ale o tym ekspercie polecam więcej i szczegółowo w „Rosyjskiej ruletce” gen. Mariana Zacharskiego (kiedyś najgłośniejszy agent PRL w USA).

Zgadzam się z Cenckiewiczem, że na dziś jedyną miarodajną (acz nie wolną od błędów) książką o Pułkowniku jest „A Secret Live” Bena Weisera – powstała w USA, autoryzowana przez CIA i samego Pułkownika. Na marginesie dodam, że Pułkownik ostatecznej autoryzacji wersji angielskiej dokonał telefonicznie pod koniec listopada 2003 r. przebywając w domu Państwa Barszczów w Wiązownej – Emowie. W efekcie my, Polacy o naszym niezwykłym bohaterze najpewniej możemy dowiadywać się z zagranicy.

Nazwisko samo-objawionej, starej supernowej gwiazdy wojskowości czyli gen. dyw. Franciszka Puchały przytacza Cenckiewicz blisko pięćdziesiąt razy. Kontekst – słusznie należny kłamcom, konfabulantom, oszczercom. To był ostatni „naukowy” i energiczny reformator Układu Warszawskiego… To było do południa, od wieczora lider integrowania Wojska Polskiego III RP z NATO. Generalskie gwiazdki dostał od Jaruzelskiego. Całe lata 90 XX w. do emerytury w 2001 r. na wysokich, wpływowych stanowiska w MON lub SG, w tym I z-ca szefa SG WP w l. 1990-91. Był prezesem Klubu Generałów PRL, a jest prezesem Związku Żołnierzy WP. Aktywował się (wraz z płk. J. Babulą) „w temacie” płk Kukliński dopiero w 2012 r. w internetowym „Przeglądzie Historyczno-Wojskowym” (PHW) po przeczytaniu jesienią tego roku w krakowskim „Dzienniku Polskim” dużych fragmentów stenogramu przesłuchania Pułkownika z 1997 r. przez prokuratorów wojskowych. W tym o depeszy Pułkownika do USA z 03 grudnia 1980 r., a w niej – była ważnym dowodem do rehabilitacji – m.in. o postawach dwóch polskich sztabowców: gen. A. Jasińskiego i… płk. Fr. Puchały, którzy z nadzieją oczekiwali na inwazję wojsk ZSRR, Czechosłowacji i NRD na Polskę. Na początek 2014 r. filmowcy zapowiedzieli premierę „Jacka Stronga”. Puchała fałszując swój motyw na inne słowo ww. depeszy wydał pilnie dzieło plugawe. Cenckiewicz rozprawił się z nim bezwzględnie i wystarczająco, choć trzeba przyznać, że wobec takiego „autorytetu” polskiej transformacji jak Puchała nie była to robota najtrudniejsza, wymagająca jednak pokonania odpychającego niesmaku.

Na koniec podzielam oburzenie dr. hab. Sławomira Cenckiewicza wobec pozostawania w utajnieniu akt PRL z naszej historii najnowszej, sprzed 25 lat w Centralnym Archiwum Wojskowym, w archiwach SG, resortów obrony i spraw zagranicznych. Pytam przy tej okazji jakim prawem gen. Puchała dysponuje „Teczką akt partyjnych Ryszarda Jerzego Kuklińskiego nr 6638” – oficjalnie „zaginioną” ; jak wszedł w jej posiadanie? Czy udostępnili mu ją: płk. Skoczylas z dr. Onyszkiewiczem co sugerują przypisy „Szpiega CIA w polskim SG”? Żadnych rewelacji zresztą oprócz spraw dawno znanych w niej nie ma. Puchała wykorzystuje jej zniknięcie z archiwów i miałkość zawartości do oszczerczych supozycji. Jeśli jesteśmy państwem prawa to ustawowo określonym miejscem zdeponowania i udostępniania tych akt jest, np. IPN, a nie koterie władzy, towarzysze Puchały czy post-komunistyczni archiwiści w obecnych ministerstwach i Centralnym Archiwum Wojskowym. Ta realna „polityka historyczna” to utrzymywanie społeczeństwa w nieświadomości pełni tożsamości; manipulacja emocjami, skazywanie na domysły i stymulowanie spiskowych, oszczerczych i debilnych teorii.

25 lat po zakończeniu historii PRL wolna i niepodległa RP broni nam, obywatelom dostępu do akt swojej historii! Dysponenci wiedzy o mechanizmach i transformatorach ustrojowych III RP – w tym o wcześniejszych opozycjonistach – podtrzymują archiwistyczny szantaż, tzw. „teczek”. Dla bezpieczeństwa własnego, towarzyszy i ich dziedziców. Także brakowaniem – czyli legalnym niszczeniem akt – jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że po 25 latach decydenci utrzymywania w tajności akt PRL sami stawiają się na pozycjach podejrzanych o ukrywanie własnych związków w przeszłości.
4 czerwca 2015 r.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Mój komentarz jest krótki - obecna Rzeplita jest owocem, jaki otrzymali obywatele Polski, zrodzonym przez drzewo zwane "Okrągłym stołem". Minęło 25 lat dojrzewania tego owocu, a bieda z nędzą nie maleje. http://forsal.pl/artykuly/878105,tak-wyglada-polska-bieda-najwazniejsze-fakty-o-ubostwie-polakow.html

Nadal w prawie funkcjonują artykuły, które uprzywilejowują firmy, umożliwiając im czerpanie olbrzymich zysków, w wyniku najzwyklejszego oszustwa, jak też i z lichwy. Patrz zyski PZU S. A. i polskich banków. Polska to konglomerat złodziejstwa, oszustwa, pazerstwa, matactwa, pychy i pogardliwości okazywanej słabszemu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.