Facebook Google+ Twitter

Aresztowany żołnierz służył w Legii Cudzoziemskiej

  • Źródło: Głos Wielkopolski
  • Data dodania: 2007-12-22 09:21

Żołnierze uczestniczący w akcji pod Nangar Khel zostaną skonfrontowani w styczniu z kapitanem Olgierdem C., dowódcą bazy Wazi Kwa. Ich wyjaśnienia znacznie się od siebie różnią. Formalnie akcją pod afgańską wioską dowodził oficer Łukasz B. Dużo do powiedzenia mieli jednak niżsi stopniem, ale znacznie bardziej doświadczeni: chorąży Andrzej O. i plutonowy Tomasz B.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. APP - Marcin OsmanTo właśnie oni wzięli udział w odprawie. Doszło do niej tuż przed wyjazdem do Nangar Khel. Kapitan Olgierd C. miał wtedy rozkazać ostrzelanie wioski. Sam został w bazie. Teraz zaprzecza, by wydawał takie polecenie.
Trzej żołnierze po zakończeniu odprawy zaczęli dyskutować, co mają zrobić. - Mimo że to Łukasz B. miał najwyższy stopień spośród całej trójki, był w wojsku od niedawna. Nie miał dużego doświadczenia i nie radził sobie w niektórych sytuacjach. Dlatego już znacznie wcześniej nieformalnie zgodził się, by część decyzji podejmował Andrzej O. - mówi nam jeden z obrońców.

Do Nangar Khel pojechały dwa moździerze. Jeden większy, o kalibrze 98 mm, drugi o znacznie mniejszej sile rażenia - kaliber 60 mm. Pluton obsługujący większy moździerz zdecydował, że nie będzie strzelać do wioski. Wątpliwości miał także podporucznik Łukasz B. Jego podwładni obsługiwali kaliber 60 mm. Poszedł do kapitana Marka J., obecnego pod Nangar Khel, który jednocześnie był zastępcą dowódcy bazy Wazi Kwa.

- Kapitan J. zdziwił się, gdy usłyszał, że padł rozkaz ostrzelania wioski. Powiedział jednak, że ma inne zadania i nie podejmie decyzji - relacjonuje obrońca.

Łukasz B. nie rozkazał strzelać. Jak twierdzi nasz rozmówca, o zaatakowaniu wioski nie zdecydowali też jego zastępcy. Dlaczego więc jedna seria amunicji wystrzelona z moździerzy trafiła w dom z ludźmi?

- Żołnierze zamierzali pozornie wykonać rozkaz dowódcy bazy. Nie chcieli narazić się na konsekwencje służbowe. Celowali we wzgórza obok wioski. Prawdopodobnie w wyniku przegrzania się moździerza jedna seria przez przypadek trafiła w dom - twierdzi jednak obrońca.

Inną wersję przedstawia polityk znający szczegóły sprawy. Ze smutkiem w głosie przyznaje, że polscy żołnierze nie są bohaterami. - Wiem, że dowódca plutonu nie chciał strzelać, a decyzje podejmowali jego podwładni. Zginęli cywile, a tego można było uniknąć - tłumaczy polityk.

Jego wątpliwości na temat samej akcji wzrosły, gdy dowiedział się, że jeden z żołnierzy w przeszłości służył w Legii Cudzoziemskiej. Nie został za to ukarany przez polskie władze. Były legionista nie dowodził pod Nangar Khel. Ma stopień szeregowca. Obsługiwał karabin maszynowy. Prokuratura zarzuciła mu ostrzelanie obiektu cywilnego. Grozi za to do 25 lat więzienia, pozostałym dożywocie.

Poznańscy prokuratorzy nie chcieli wczoraj rozmawiać o szczegółach śledztwa. Nie wiadomo, czy po Nowym Roku nadal będą zajmować się sprawą żołnierzy z Afganistanu. Wszystko przez nowelizację kodeksu postępowania karnego. Teoretycznie ma wejść w życie 1 stycznia. Zakłada, że znaczna część kompetencji z prokuratur i sądów wojskowych trafi do cywilnych instytucji. Wśród spraw, które przejęłyby prokuratury powszechne, znalazłaby się ta dotycząca Afganistanu.

- Takie niebezpieczeństwo istniało jeszcze do niedawna. Teraz już go nie ma - przekonuje Krzysztof Parulski, prezes Stowarzyszenia Prokuratorów RP. - Trzy dni temu Sejm na rok zawiesił wejście w życie zmian w kodeksie. Poprawki musi jeszcze podpisać prezydent, ale nie mam żadnych sygnałów, że nie zrobi tego przed 31 grudnia.

Cieśla Łukasz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.