Facebook Google+ Twitter

Arkadiusz Aleksander: grałem w mieście jak z thrillera

Aleksander to obecnie najlepszy strzelec pierwszoligowej Sandecji Nowy Sącz. Snajper z ekstraklasową przeszłością i być może przyszłością opowiada o życiu na Cyprze, tamtejszych trunkach, wielkich pieniądzach i Odrze Wodzisław.

Zimno było panu nad Morzem Śródziemnym, czy może boi się pan duchów, że postanowił tak szybko wrócić do kraju (po pół roku)?
Było ciepło i to bardzo, momentami aż za gorąco. Duchów się jeszcze nie boję (śmiech). A wróciłem, ponieważ klub zaczął mieć ogromne kłopoty z regulowaniem zobowiązań.
Arkadiusz Aleksander (w środku) cieszy się z kolejnej bramki dla Sandecji / Fot. Fot: Ekstraklasa.net/ Michał Ostałowski/Polskapresse
Jak podają statystyki strzelił pan pięć bramek w dziewięciu meczach w barwach Nea Salamis Famagusta, drużyny z zaplecza ekstraklasy Cypru - Dywizji B. To naprawdę przyzwoity wynik. Nie było oferty przedłużenia kontraktu ze strony tamtejszych działaczy?
Kontrakt miałem podpisany na półtora roku, a z klubem wywalczyliśmy awans do Dywizji A (tamtejsza ekstraklasa). Po awansie okazało się, że klub jest niewypłacalny. Dostali jakieś wyroki z UEFA do natychmiastowej spłaty albo brak awansu. Postanowiłem wrócić do kraju. Salamina spadła z ligi z hukiem. W pierwszej rundzie nie wygrali ani jednego meczu, na wiosnę chyba jeden. Jeszcze jedna ciekawostka: w trakcie sezonu przed jednym meczem przyszedł prezes, otworzył walizkę pieniędzy, a w niej sto tysięcy euro i mówi: "Panowie to jest dodatkowa premia dla zespołu za zwycięstwo dzisiaj!". Mecz wygraliśmy, ale po meczu prezes zniknął razem z walizką. Podobnych sytuacji było kilka.

Jak podobała się panu Famagusta? Miasto ma dwie twarze, z jednej strony piękne widoki i morze, a z drugiej zrujnowane budynki, w których nikt nie mieszka już ponad trzydzieści lat, a dokładnie od tureckiej inwazji z 1974 roku! Właśnie, dlatego nazywają je miastem duchów. Widział Pan to na własne oczy?
Cypryjczycy mówią, że Famagusta to najpiękniejsze miejsce na Cyprze. I tak jest. Miałem jednak okazję oglądać to miasto zza drutu kolczastego, bo obecnie jest tam strefa zdemilitaryzowana pilnowana przez wojsko, nikt tam nie mieszka i nawet trudno tam się dostać. Widok jest porażający, jak w thrillerze. Wieżowce bez okien, ulice puste. Czas tam stanął trzydzieści pięć lat temu.

Ujęli czymś pana tamtejsi mieszkańcy? Ponoć to bardzo wyluzowani i szczęśliwi ludzie. Jak wygląda tamtejsze życie, da się je w ogóle w jakiś sposób porównać do tego w Polsce?
Na pewno ujęli mnie spokojem. Życie dla nich toczy się bardzo powoli i na wszystko mają czas. Są wyluzowani i zawsze pogodni, ale jak tu nie być - codziennie rano budzi cię słońce. Wtedy zawsze lepiej się czujesz. Wydaje się, że to są ludzie bez emocji, ale jak wychodzisz na mecz to jest zupełnie inaczej. W czasie zawodów reagują bardzo żywiołowo, jakby walczyli o życie. A tak poza tym to normalni Europejczycy, jak my.

Zakosztował Pan specjałów tamtejszej kuchni?
Tak, jadłem souvlaki (zazwyczaj wieprzowe, lub drobiowe kawałki mięsa pieczone na ruszcie- przyp.red.) i jeszcze kilka ich specjałów z kategorii „owoce morza”. Kuchnia jest tam bardzo smaczna.

Wiosną, a wtedy właśnie grał pan na Wyspie Afrodyty, temperatura oscyluje w granicach dwudziestu stopni Celsjusza. Rzeczywiście było tam tak "chłodno"? Cypr kojarzy się przeciętnemu Polakowi z przynajmniej czterdziestoma stopniami.
Tak, zimą jest tam koło piętnastu, dwudziestu stopni w ciągu dnia, ale już od kwietnia zaczynają się temperatury powyżej trzydziestu. Do tego dochodzi wysoka wilgotność powietrza, co sprawia ze naprawdę bardzo ciężko się oddycha. Nie zazdroszczę nikomu, kto miałby przylecieć na Cypr w czerwcu i zaczynać uprawiać tam sport.

Występował pan w jednym klubie z Marcinem Juszczykiem. Spotkał Pan na Cyprze, także któregoś z innych polskich piłkarzy?
W Larnace grał mój kolega z Górnika - Tomek Prasnal. Byli Kamil Kosowski, Michał Żewłakow, Łukasz Sosin, Pontus.

Organizowaliście może polskie spotkania przy commanadrii (wino deserowe), czy zivanii (wódka z winogron)?
Wódki nie miałem okazji pić, a to wino to nic szczególnego (śmieje się). Spotykaliśmy się przed telewizorem na meczach ligi mistrzów i reprezentacji Polski.

Obecnie kopie pan piłkę na pierwszoligowym poziomie tyle, że w Polsce. Dawniej występował pan w Ekstraklasie: Górnik Zabrze, Widzew Łódź, Odra Wodzisław. Nie ma pan wrażenia, że kariera Arkadiusza Aleksandra obrała tendencję spadkową? Od wiosny 2009 gra pan w pierwszej lidze i na wiosnę 2011 raczej na bank grać będzie.
Nie wspomniał pan o klubie, z którego startowałem do seniorskiej piłki, czyli Śląsku Wrocław. To ważne dla mnie miejsce. Taki jest zawód piłkarza, że nigdy nie wiesz gdzie wylądujesz za pół roku. Ja trafiłem do Nowego Sącza, miasta gdzie się urodziłem. Sandecja to klub, który bardzo szybko się rozwija i już wkrótce będzie grał w Ekstraklasie.

Gdy ostatnio kontaktowaliśmy się telefonicznie przebywał pan za granicą. Zdziwiły pana zapewne po powrocie do kraju zmiany personalne w Sandecji. Wie pan na pewno, o czym mowa.
Zmiana trenera. Byłem zdziwiony, ale nie zaskoczony.

Pańscy koledzy z drużyny nie kryli jednak zaskoczenia tą decyzją. W ogóle mało kto wierzył, że licząca się drugi sezon z rzędu w walce o awans do Ekstraklasy Sandecja straci takiego szkoleniowca, to przecież dzięki niemu jesteście tak wysoko.
Nie wiem do końca jak wyglądała sytuacja. Zarząd podjął taką decyzję i trzeba ją uszanować.

Jakim trenerem był Dariusz Wójtowicz?
Nie zamierzam oceniać pracy żadnego trenera dopóki jestem czynnym zawodnikiem.

Żal Panu Odry Wodzisław? Obecnie nie dzieje się tam zbyt dobrze. Spędził Pan tam trochę czasu.
Odra to dziecko pana Sochy. Od momentu, gdy odsunięto go od władzy w klubie, Wodzisław stacza się po równi pochyłej w dół. Jak na razie nie widać szansy na odbicie. Żal na pewno klimatu szatni, bo nie byłem jeszcze w żadnym innym klubie gdzie tak cieszono się po zwycięstwach jak tam.

Z perspektywy czasu decyzja o wyjeździe zagranicznym była trafna? Wyjechałby pan jeszcze raz, gdyby pojawiła się taka oferta?
Wyjeżdżając z Odry byłem tam najskuteczniejszym piłkarzem po rundzie jesiennej. Chciałem spróbować czegoś nowego, byłem bliski innego klubu a wylądowałem na Cyprze. Moja przygoda za granicą była krótka, ale intensywna (śmieje się). Nie żałuję swojej decyzji, choć jak mówi przysłowie - „Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”.

Z sześcioma trafieniami jest pan najlepszym strzelcem Sandecji po rundzie jesiennej. Skuteczność więc jest. Kiedy chce pan w takim razie wrócić do Ekstraklasy?
Chciałbym już w czerwcu się w niej zameldować, oczywiście z Sandecją!

Jak się Pan czuje w Nowym Sączu?
Bardzo dobrze. Tutaj się urodziłem, tutaj mam rodzinę i wielu znajomych.

Plany Arka Aleksandra na rok 2011?
Plan sportowy jest bardzo prosty. Czerwiec, rok 2011- Sandecja w Ekstraklasie!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kolejny bardzo dobry wywiad...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.