Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29398 miejsce

Arktyczna eskapada Beara Gryllsa: "Tam, nie można być ateistą..."

Macho-survivalowiec, czy zwykły facet, który spełnia swoje marzenia? Po lekturze książki "Bezlitosny ocean" nie mam wątpliwości, że jej autor to nie bezrozumny szaleniec, ale niezwykły człowiek, dokonujący wielkich rzeczy mimo przeciwności.

Twarz Beara Gryllsa kojarzyła mi się zawsze z wizerunkiem jednej ze sztandarowych postaci Discovery, która prowadząc po kolejnych miejscach nietkniętych przez cywilizację, ukazuje je z perspektywy rozbitka.

Pogodny i inteligentny prezenter zyskał dużą popularność, jednak nim stał się tym, kim jest dziś, wielokrotnie stawał twarzą w twarz z zagrożeniami, które nie były wyreżyserowane. Jego dążenie do przełamywania kolejnych barier swojej wytrzymałości, jak i pragnienie przygody były pobudzane od najmłodszych lat, kiedy jeszcze jako dziecko uczestniczył w wielu wyprawach wspinaczkowych oraz żeglarskich. Ojciec - największy autorytet dla Beara - uczył go cierpliwości i wytrwałości oraz zaszczepił w nim pragnienie poznawania świata w najpiękniejszy możliwy sposób - poprzez osobisty kontakt z cudami stworzenia.

Edukacja wojskowa, jaką podjął Bear, była kolejnym milowym krokiem do przyszłych przedsięwzięć. Sprzyjała ona nie tylko nawiązaniu ważnych znajomości, ale także ukształtowała jego charakter, zmysł organizacyjny, uporządkowała priorytety życiowe i pozwoliła na podjęcie pierwszych poważnych wyzwań podróżniczo-survivalowych, których ukoronowaniem było zdobycie Everestu.

Dla osoby, która przed ukończeniem 25. roku życia osiąga tak wiele - staje na dachu świata - niemożliwym jest się zatrzymać, mówiąc "teraz zacznę spokojne, ustatkowane życie". Przygoda, która się rozpoczęła miała trwać nadal, konieczna była jednak nowa odsłona.

Tak rozpoczyna się historia, która opowiedziana przez Beara Gryllsa nabiera niesamowitego wyrazu. Oto człowiek rzuca wyzwanie przyrodzie - po raz setny, tysięczny... i ma nadzieję, że i tym razem okaże się ona łaskawa.

Opowieść o pokonaniu Atlantyku i oceanu Arktycznego w otwartej łodzi nie jest historią łatwą. Napędzani marzeniem o dokonaniu czegoś wyjątkowego, przyszli członkowie załogi Beara stają naprzeciw kolejnym trudnym wyzwaniom - od prozaicznych spraw związanych z pozyskaniem funduszy na wyprawę (a należy przypomnieć, że kiedy była ona organizowana niewielu jeszcze słyszało o Gryllsie, stąd też sponsorzy wcale nie palili się do współuczestniczenia w jego wysiłkach), przygotowaniem koniecznych sprzętów, zaprojektowaniem łodzi od podstaw, organizacją zaplecza wyprawy, aż do stawienia czoła problemom rodzinnej codzienności, która także nie oszczędzała naszych bohaterów.

Trzymałam w rękach skończoną książkę, więc wiedziałam, że całość przygody musiała się dobrze zakończyć. Nie mogłam jednak nie poddać się atmosferze opowieści, która od groteskowych, radosnych momentów momentalnie przechodziła w pełen dramatu thriller. Klasyka opowieści marynistycznych powoli odchodzi w zapomnienie. Zmieniają się kanony lektur, dlatego poza nieszczęsnym "Robinsonem Kruzoe", niewiele opowieści spod znaku siedmiu mórz możemy poznać w szkole.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.