Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8039 miejsce

Armia łapie "wykształciuchów"

Skończyłeś studia? By zdobyć wykształcenie musiałeś sam zarobić, bo państwo nie dało Ci nawet złamanej złotówki? Realizowałeś plany życiowe? Koniec! Teraz po "wykształciuchów" zapuka wojsko, by powołać na śmiechu warte szkolenie.

Ostatnio polska armia stawia na „wykształciuchów”. To miło, że w swoich szeregach chce mieć inteligentnych żołnierzy. Pytanie tylko czy tego samego chce osoba, która zamiast ćpać i dłubać w nosie poświęciła kilka lat na naukę, zarabianie na studia, ułożenie swojego życia, a po ukończeniu studiów „w nagrodę” otrzymuje powołanie na 3 miesięczne szkolenie. Szkolenie, które w rzeczywistości jest stratą czasu, dodatkowo słabo płatną. Z kolei o wojsku mogą zapomnieć „w nagrodę” nieuki, bo wojsko nie chce im wchodzić w drogę.

Oczywiście, wojskowi tłumaczą się, że student miał możliwość ochotniczego uregulowania stosunku do służby wojskowej w czasie studiów. I tutaj nasuwa się kolejne pytanie, jak wojsko faktycznie rozumie słowo ochotniczo. W moim odczuciu ochotnik jest wtedy, gdy sam, ze swojego przekonania, zgłasza się na krótsze wakacyjne przeszkolenie, a nie „z musu”, by tylko uniknąć po studiach dłuższego szkolenia. Dodatkowo nie każdy student studiów zaocznych może sobie pozwolić na kilkutygodniową "zabawęĺ w wojsko. Bo nie każdy na codzień ma wiele wolnego czasu, jak wojskowi.

Jeszcze kilka tygodni temu tygodnik "Newsweek Polska" informował, że polskie wojsko stanęło na nogi i upatrzyło sobie akurat wykształconych. Tygodnik opisuje szkolenia rezerwy, o których jego uczestnicy mówią "Newsweekowi" wprost - śmiechu to wszystko warte, szkoda czasu i pieniędzy. Dobrego zdania, co łatwo zrozumieć, są jedynie wypowiadający się w materiale generałowie. "Newsweek" zwraca uwagę, że "wykształciuchy" są dla armii cenni, pod jednym wszak warunkiem, że na szkoleniach wojsko ich czegoś nauczy, a oni podzielą się z armią swoją wiedzą. A tak niestety nie jest. Często studenci są przedzielani na stanowska, o których nie mają zielonego pojęcia - np. informatyk kierowany jest na sapera czy mechanika samochodowego.

Do tej pory ministerstwo Obrony Narodowej przenosiło studentów-absolwentów do rezerwy – wszystkie roczniki do roku akademickiego 2001/2002. Studenci, którzy na uczelni nie mieli przysposobienia obronnego dodatkowo „w nagrodę” mieli po studiach spokój. Dla roczników, które naukę na wyższych uczelniach rozpoczęli w roku akademickim 2002/2003, i mieli taką możliwość a np. nie mogli z niej skorzystać, „za karę” minister utrudnia życie i karze czekać w niepewności rok. Ot taka równość i sprawiedliwość w IV RP. Można mieć pretensje tylko do rodziców, że ich owoc miłości urodził się tak późno.

Mimo, że takich „niezbędnych” szkoleń dla studentów-absolwentów w roku 2007 zaplanowano „aż” 900 (zwiększono je o 500). Mimo, że do WKU zgłasza się wielu ochotników na takie szkolenia, to minister Obrony Narodowej wszystkim absolwentom, nie chcącym mieć nic wspólnego z wojskiem, utrudnia życie nie wydając odpowiedniego rozporządzenia, a WKU wzywa na szkolenie osoby, które ochotnikami nie są, o czym świadczą m.in. wpisy na oficjalnym internetowym forum Wojska Polskiego.

Ministerstwo Obrony Narodowej tłumaczy się „takimi przepisami prawnymi”. Szkoda, że nowy minister i jego świta nie zauważa przepisu, że nadal MON ma możliwość wydania odpowiedniego rozporządzenia przenoszenia studentów do rezerwy. Dlaczego tego nie robi? Jak dowiedziałem się w departamencie Promocji Obronności MON, brak takiego rozporządzenia ma być jedynie czynnikiem motywacyjnym dla podejmowania przeszkolenia na studiach. Jednym słowem nie liczy się tutaj student i jego problemy z pracą, kredytami - ważne by słupki się zgadzały, a wojsko było zadowolone. Warto dodać, że w czasie wakacji ochotniczo szkoli się około 3 tys. studentów. A może lepszym rozwiązaniem będzie zmiana podejścia polskiej armii do młodych ludzi, wtedy sami będą zgłaszać się zainteresowani i problem „z łapankami” się rozwiąże.

Różnych dziwnych przypadków związanych z polskim wojskiem można mnożyć. Jeden z czytelników w liście do „Gazety Wyborczej”, publikowanym na internetowych stronach, opisuje sytuację, że założył dobrze prosperującą firmę, a teraz musi ją zamknąć bo po kilku latach WKU sobie o nim przypomniało. Wojskowi tłumaczą, że poborowi wykręcają się pracą, a obowiązujące przepisy w pewnym sensie ją chronią. Jak widać, także pracownicy WKU za bardzo nie wiedzą co mówią. Nawet Wiadomości24.pl opisywały przypadek studenta, który przez wojsko ma problemy z pracą, bo w jego firmie na jego miejsce trzeba zatrudnić kogoś innego. I teraz chłopak, bo polska armia tak sobie ubzdurała, nie będzie miał za co zapłacić za mieszkanie, a w WKU zapewnie usłyszy, że odbycie wojska "ładniej wygląda w książeczce wojskowej". Ciekawe tylko kto do niej zagląda.

Studenci to nie kilkunastoletni chłopcy bez zobowiązań, np. finansowych. To dorośli ludzie, którzy mają perspektywy życiowe, a często poukładane życie i nie każdy może sobie pozwolić na zabawę w wojsko, mimo, że miejsc do zabawy w wojnę jest mało, a czekać 12 miesięcy w niepewności muszą wszyscy. Szkoda że panów w WKU guzik to obchodzi, a ich jedynym tłumaczeniem jest, że wykonują polecenie MON-u. Czy w XXI wieku polski student nadal musi mataczyć w swojej dokumentacji zdrowotnej, udawać, tylko dlatego by mieć spokój? Swoją drogą ciekawe, czy minister Sikorski "pomęczy" swoich chłopców i zorganizuje swoim dzieciom "świetny pobyt" w polskiej armii.

Te zachowania MON coraz bardziej przekonują mnie do tego, że szumne zapowiedzi o armii zawodowej ministra Sikorskiego były jedynie medialnym show, tylko po to by zdobyć kilka głosów więcej w zbliżających się wtedy wyborach. – Nie należy myśleć, że w czasie pokoju armia służy tylko do ćwiczenia i defilowania, a w czasie wojny tylko do zabijania. To mit. Armia jest narzędziem do realizowania polityki państwa. Za pomocą wojska można realizować politykę tak samo, jak za pomocą dyplomacji i środków ekonomicznych – mówił w rozmowie z „Dziennikiem” gen. Bolesław Balcerowicz, strateg i analityk wojskowy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

W IV RP mozna usłyszeć tylko "do woja marsz" ;-/ Ja już zaczałem kombinować w papierach zdrowotnych

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałem szczęście, kończąc studia w 2002 r. automatycznie trafiłem do rezerwy. Współczuję dzisiejszym studentom tego stresu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Studiuje zaocznie a w dni powszednie pracuje,nie mogę sobie pozwolić na przerwę w pracy, bo rachunki i czesne się same nie zapłacą,a za żołd, jaki oferuje wojsko, można kupić jedynie waciki….

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.