Facebook Google+ Twitter

Artaud, Grotowski i Passini na scenie Teatru Studio

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2011-05-26 13:13

Recenzenci wskazywali już na niedoskonałości spektaklu poświęconego twórcy teatru wyzwolonego z więzów klasycznego kanonu sztuki. Rzeczywiście, spektakl Pawła Passiniego nie stosuje się do Arystotelesowskich zasad konstrukcji dramatu.

Reżyser wybrał wskazania innego, awangardowego mistrza teatru – Antoine’a Artauda. Mając świeżo w pamięci główne sceny z oryginalnego przedstawienia można uczciwie przyznać, że w istocie inscenizator pozostał maksymalnie wierny metodzie opracowanej przez francuskiego mistrza. Według natchnionego i bezkompromisowego ideologa „teatru okrucieństwa” miał on spełniać następujące warunki: tekst miał być chaotyczny (wypowiedź sceniczna nie powinna podążać za wymogami dyskursu), ciało aktora powinno być zniekształcone, aktor musi wydawać z siebie stłumiony głos (niemy krzyk).


Zupełnie inną sprawą jest to, czy publiczności spektakl się podoba, czy sztuka wywołuje protest widza, czy też przedstawienie kończy się skandalem. Kiedy Antoine Artaud umierał, w Polsce jeszcze nawet nikt nie słyszał o Teatrze 13 rzędów Jerzego Grotowskiego, zaś on sam nie wyobrażał sobie nawet olbrzymiej popularności sztuki: „Apocalypsis cum figuris”, wystawianej przez lata w skromnej salce budynku na Starym Rynku we Wrocławiu.

Przywołuję to przedstawienie mając w pamięci uwagi recenzentki spektaklu w Teatrze Studio, która wspomniała o wpływie Artaud na dokonania artystów teatru prowadzonych przez Mistrza Grotowskiego. Rozwinę ten wątek o wiele szerzej wskazując, że dotyczy to także reżysera warszawskiej inscenizacji inspirowanej pismami Antoine’a Artauda. Paweł Passini sumiennie przerobił lekturę podstawowych, jeśli nie wszystkich materiałów, jakie pozostawił po sobie wielki aktor i wizjoner. Podobnie, jak jego zamkomici poprzednicy, młody polski reżyser zwraca szczególną uwagę na relację aktora, reżysera i widowni, która często jest w tym modelu teatru współuczestnikiem widowiska i współtwórcą wielu zdarzeń zaistniałych w przestrzeni scenicznej.

W teatrze Studio, gdzie można obejrzeć widowisko inspirowane myślami Artauda, tuż po odsłonięciu kurtyny widz obcuje z prawdziwym teatrem w pełni jego magii i możliwości… Nie ma to nic wspólnego z popularną dziś, nachalną publicystyką, nie z jawną demonstracją artystycznych poglądów, lecz autentyczną świątynią sztuki teatralnej ze wszystkimi jej przymiotami. Można się zgodzić ze zdaniem innych recenzentów, że po jakimś czasie przedstawienie łamie się i nastrój pryska jak bańka mydlana. De gustibus non disputandum est… .

To, co u przyzwyczajonego do klasyki krytyka teatralnego od razu wywołuje odruch protestu, u innego recenzenta widowiska Passiniego prowokuje emocje graniczące z ekstazą. Scena brutalnej interakcji pomiędzy delikatną aktorką, prowadzoną przez demonicznego wizjonera (Artauda)z natchnionycm reżyserem, pozostaje na długo w pamięci, niezależnie od tego, czy ludziom się to podoba, czy też ich przeraża agresja, a nawet mobbing ze strony silniejszej jednostki. Wkomponowanie tak długich, chociaż urokliwych scen musi u niektórych widzów wzbudzać poczucie monotonni, a nawet kompletną dezorientację w prezentowanych obrazach. One nie poddają się wyłącznie logicznej ocenie, bo w tym przypadku rządzą głównie emocje.

Gwoli usprawiedliwienia reżysera widowiska posłużę się cytatami z pracy Joanny Gdowskiej, która wraz z grupą studentów teatrologii postanowiła zgłębić historię i metodologię powstawania fenomenu legendarnego spektaklu Jerzego Grotowskiego: „Apocalypsis cum figuris”. Autorka zwraca uwagę na pozornie oczywisty fakt: „Teatr to akt sakralny – pisał Antoni Artaud, twórca najbardziej natchnionej, a jednocześnie szaleńczej wizji teatru, jaka powstała w XX stuleciu.”

Wspomniany przez Joannę Gdowską Mistrz Artaud, w manifeście:” Teatr i jego sobowtór” tłumaczył istotę swojej osobistej wizji sztuki teatralnej: „Teatr, jak dżuma, jest objawieniem, ukazaniem, wypchnięciem na wierzch uśpionego okrucieństwa, w jakim gromadzą się […] wszystkie pierwotne możliwości ducha.” Dogłębna analiza zachowanych źródeł wskazuje na inny, znaczący, inscenizacyjny szczegół.

Wśród dramatis personae „Apocalypsis cum figuris” istnieje niezbyt klarowna postać zwana Ciemnym. Tę zagadkową, mroczną osobę o nieznanym statusie społecznym grał Ryszard Cieślak. Jego wyróżniającym go spośród innych, ubiorem była czarna, luźna szata. Dokładnie w ten sam sposób ubiera się aktor wygłaszający na scenie Teatru Studio, myśli Antoine’a Artauda. Takie same szaty noszą również prześladujący go adwersarze i medycy, którzy aplikują mu okrutną kurację przywracającej go do równowagi psychicznej, za pomocą elektrowstrząsów.

To nie jedyne ideowe analogie i artystyczne paralele francuskiego twórcy Teatru Okrucieństwa, z polskim twórcą Teatru Laboratorium i czerpiącym z nich inspirację Pawłem Passinim. Jedna, dwie, czy cechy zbieżne z wybranym wzorcem teatralnym może być przypadkowym skojarzeniem, ale jest ich o wiele więcej, żeby pominąć je milczeniem.

W opisie metody wrocławskich twórców pojawia się nazwisko Konstantego Stanisławskiego i równie zasłużonych dla sztuki teatru inscenizatorów i reżyserów. Wśród nich Artaud ma swoje wyjątkowe miejsce i znaczenie. Jedna z zanotowanych przez reżysera Petera Brooke’a zasad Teatru Laboratorium, wypisz – wymaluj stosuje się do akcji scenicznej, jak rozgrywa się na deskach Teatru Studio Anno Domini MMXI: „Aktorzy Grotowskiego oferują przedstawienie jako obrzęd – tym, którzy chcą w nim uczestniczyć; aktor przywołuje i obnaża to, co tkwi w każdym człowieku – a co zakryte jest w codziennym życiu”.

Z jednej strony aktorzy w widowisku Pawła Passiniego, wypruwają z siebie żyły grając niezwykle szczerze, na najwyższych emocjonalnych i fizycznych obrotach bez krzty fałszywego wstydu. Ci sami ludzie potrafią być zupełnie odmiennymi postaciami dramatu, prezentując w tym samym przedstawieniu dystans, żeby nie powiedzieć – cyniczną ironię odnośnie wygłaszanych przez Antoine’a Artauda tez. To również realizacja jednej z zasad tzw. efektu obcości składającego się na skomplikowaną wizję Teatru Okrucieństwa. Analogię wizji polskiego i francuskiego twórcy wskazuje w analizie tego fenomenu Joanna Gdowska: „Grotowski, tak jak Artaud, widział w teatrze odblask magii i rytuału.[…] w swoim kolejnym teatralnym doświadczeniu poddaje w wątpliwość tradycyjne ramy teatru, rozbija je, neguje. Sceniczna rzeczywistość kontrastowana jest nieustannie z obszarami podświadomymi, świętość kwestionowana jest przez zracjonalizowaną laickość, powaga ośmieszana przez ludyczny śmiech”.

Mistrz potrafił prezentować jej fragmenty również w krótszych, aforystycznych formach:"Czego potrzebujemy, to żyć i wierzyć w to Co pozwala nam żyć, i w to, że coś każe nam żyć".

Uznana przez reżysera, Pawła Passiniego sceniczna zasada magii i rytuału jawnie odwołuje się do wielokrotnie przywoływanej przez kierownika literackiego Teatru Laboratorium, Ludwika Flaszena myśli nawiązującej do najstarszych obrzędów plemiennych: „W „Apocalypsis cum figuris”, to właśnie ciało – fizyczny organon – pozwala aktorom na nawiązanie kontaktu z transcendentem, z kosmosem. Aktorzy budują swoimi działaniami fizycznymi przestrzeń sceny, poszerzając ją nabrzmiałymi od energii głosem i śpiewem.

Aby jednak dać świadectwo prawdzie, należy przyznać, że nie ma pewności, czy reżyserowi warszawskiego przedstawienia udało się zrealizować wszystkie zasady Artauda, wprowadzić je w życie i uzyskać to, co doskonale funkcjonowało w Teatrze Laboratorium: „W „Apocalypsis… tradycyjny podział aktorów i widzów nie istnieje. Aktorzy, to uczestnicy główni, kapłani odczyniający swój ceremoniał w akcie oddania i obnażenia. Widzowie zaś, to świadkowie, obserwujący magiczne czynności”.

Warszawskie przedstawienie , aczkolwiek bardzo ambitne w zamierzeniu, pozostawiło w nas, widzach wrażenie obcości i dystansu do wygłaszanych ze sceny manifestów. I chociaż autor inscenizacji próbował uwodzić publiczność pieśnią, która trwała nadal obok wychodzących ludzi, nie mógł przebić się przez pancerz nieufności uodpornionego już na wszelką ideologię człowieka. Nie jest to jednak wcale porażka artystyczna, bo dawno minęły czasy, gdy rozentuzjazmowany tłum, po premierze „Hernaniego[/i]” wywołał rewolucję, a reżyser aresztowany podczas spektaklu był rozstrzelany, zanim rozległy się końcowe oklaski. W warszawskim Teatrze Studio zdarzyło się po prostu coś niezwykłego, a że świat się po tym przedstawieniu nie zmienił, to przecież jest oczywiste i normalne. Nie każdy może Demiurgiem. Artaud poległ w starciu z własną wizją umierając zapomniany w szpitalu psychiatrycznym. Nie żyje również Mistrz Grotowski i jego legendarny aktor Ryszard Cieślak. W naturalnym rytmie przychodzi czas pokoleniowej zmiany warty. Młody lecz doświadczony reżyser dobrze o tym wie i może być zadowolony z dotychczasowej recepcji wyników swojej pracy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.