Facebook Google+ Twitter

Artur Andrus "Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze"

Andrus bawi słowem i ... samym sobą. W sumie niepozorny, bardzo spokojny mężczyzna (niektórzy rzekną "misiek") z poważną miną opowiada różne zabawne historie...

 / Fot. okładka książki Artur Andrus jak mało kto potrafi rozbawić do łez największego ponuraka. I nie ma tu znaczenia wiek widzów ani ich płeć, ani miejsce w którym się pojawia. Bo tak samo gorąco przyjmuje go publiczność podczas występu na scenie teatru, domu kultury czy Przystanku Woodstock. Andrus bawi słowem i ... samym sobą.

Na pierwszy rzut oka ten niepozorny mężczyzna (niektórzy rzekną "misiek") z poważną miną opowiada różne historie. Tak naprawdę, to prawdziwy wulkan (jak mawiają jego koledzy) porywający wszystkich wokół.



Podobnie jest, gdy się weźmie do ręki jego książkę "Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze". Znajdziemy tu wybrane teksty, być może niektórym znane, bo wcześniej publikowane w internecie na jego blogu, a także w prasie np. w "Gazecie Lekarskiej" i "Zwierciadle".

Autor bardzo wnikliwie patrzy na otaczający świat i dostrzega to co innym umyka - absurdy naszego codziennego życia. Potrafi zauważyć najdrobniejsze szczegóły, a potem o nich mówić czy nawet je wyśpiewać (a piosenek w tym dziele jest sporo). Kto chce może je sobie zanucić pod nosem lub całkiem głośno (co może mieć ciekawy odzew, jeśli lekturze tej pozycji literackiej oddamy się np. w miejscu publicznym). Pisze z ironią o dziennikarzach, sprawozdawcach sportowych, politykach i wielu innych sprawach. O tym co go zastanawia, zadziwia, razi. Drażnią go np. celebryci... Posłuchajmy krótkiego fragmentu książki.

Na ponad trzystu stronach porusza różne tematy dotyczące ludzkiej egzystencji: opowiada o szale związanym ze ślubem pary książęcej i wyborem imienia dla małego księcia, o Euro 2012, audycjach radiowych i słuchaczach, pismach urzędowych, spamach zalewających skrzynkę pocztową, wycieczkach krajowych i zagranicznych, dobrych radach dawanych dzieciom przez dorosłych itp. Umie też żartować sam z siebie, a to mało kto potrafi. Każdy rozdział jego książki to dawka dobrego humoru i mile spędzonego czasu.

Polecam lekturę tej książki, bo wszystkiego nie da się opowiedzieć. To trzeba przeczytać. Zapewniam, że nie raz będą się Państwo śmiać do rozpuku. Śmiech to zdrowie, a nic nie ma cenniejszego od niego. Więc w trosce o nie czytajmy Andrusa, a żaden lekarz nie będzie potrzebny.

Artur Andrus
"Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze"
Liczba stron: 368
Prószyński i S-ka

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Tej nie czytałam, ale chętnie po nią sięgnę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie czytam "Blog osławiony miedzy niewiastami". Znakomita lektura na poprawę humoru. I na dzień dobry i na dobranoc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.