Facebook Google+ Twitter

Artur Górski: W historii monarchii i żywotach królów szukam wzorców dla republiki

Z posłem Arturem Górskim monarchistą i miłośnikiem historii o wojnie secesyjnej, importowanym z Europy na francuskich bagnetach Maksymilianie I Habsburgu oraz o zaletach monarchii rozmawia Marcin Godleś.

Przeglądałem pana stronę internetową i natrafiłem w zakładce "Ulubione filmy" na film Rolanda F. Maxwella „Gettysburg”. Iteresuje się Pan wojną secesyjną?
Artur Górski: Ten zestaw to właściwie filmy, które posiadam w swojej wideotece, zresztą dawno nie aktualizowany. Faktycznie kupuję przeważnie te filmy, które odpowiadają moim zainteresowaniom. Ale owszem, generalnie interesuję się historią i przyznaję, że kiedyś interesowałem się także wojną secesyjną. A Gettysburg to największa bitwa wojny secesyjnej, bitwa decydująca. Konfederacki generał Lee, uważany za jednego z najwybitniejszych dowódców tamtych czasów, przegrał tę bitwę tylko dlatego, że Jankesi mieli armię silniejszą o 22 tys. żołnierzy, ale nawet po przegranej potrafił wyprowadzić swoje wojska i ocalić je od zniszczenia. Do tego też trzeba geniuszu.

Co jest w wojnie secesyjnej tak fascynującego?
- Dla mnie jest ciekawy sam fakt, że istniała część narodu, która czuła swoją tożsamość, swoją odrębność i która chciała zachować nienaruszone swoje życie, swoje obyczaje i swoje tradycje, która chciała podążać swoją własną ścieżką rozwoju. A gdy zwyczaje i prawa zostały zagrożone przez jakiś rząd centralny, postanowili utworzyć samodzielny byt polityczny, postanowili odłączyć się i utworzyć własne państwo – Skonfederowane Stany Ameryki. Ich tożsamość była dla nich tak ważna, ten charakter rolniczy, plantatorski, tak bardzo utożsamiali ją z wolnością, że choć stanowili mniejszość, choć wiedzieli, że są słabsi, gorzej uzbrojeni, a mimo to zdecydowali się na walkę o swoją niezależność i niepodległość. Oni byli patriotami swojej ziemi, którą własnymi rękami uprawiali. To jest dla mnie fascynujące.

Która strona konfliktu była Panu bliższa: Północ czy Południe?
- Moja wcześniejsza wypowiedź w zasadzie odnosi się także i do tego pytania. Nie ukrywam, że duchowo sprzyjałem konfederatom, czyli konserwatywnemu Południu, a nie tzw. Jankesom z Północy. Zresztą znamienne jest to, że generalnie prawica na całym świecie sprzyja - dziś już tylko w sporze historycznym - konfederatom, a liberałowie Jankesom. Zresztą odczuwałem niechęć do ówczesnych Jankesów także z innego powodu, niż tylko ten, że chcieli zdławić niezależność Południa.

Jaki to był powód?
- Otóż ja interesowałem się kiedyś historią Meksyku tamtego okresu. Przed wojną secesyjną Meksyk przez pewien czas był cesarstwem, a władcą był importowany z Europy na francuskich bagnetach Maksymilian I Habsburg, brat cesarza Franciszka Józefa I. W kraju tym toczyła się wojna domowa między klerykałami i liberałami, i ci pierwsi zwrócili się o pomoc do monarchii europejskich. W wyniku porozumienia cesarzy Napoleona III i Franciszka Józefa I Francuzi wysłali wojska ekspedycyjne, które wsparły klerykałów, wówczas należących do tzw. klasy średniej czy też meksykańskiego ziemiaństwa. Maksymilian Habsburg został koronowany na meksykańskiego cesarza i przy pomocy wojsk francuskich i wielu ochotników z Europy odzyskał niemalże całe terytorium Meksyku. Resztki rewolucyjnych powstańców na czele z Juarezem ukryły się w górach i tam rozpaczliwie się bronili. Wydawało się, że koniec wojny domowej jest bliski.

Rozumiem, a jaki wpływ na tę wojnę miałby wynik wojny secesyjnej?
- Otóż, po zniesieniu konfederacji, Jankesi, korzy wygrali wojnę secesyjną, bardzo mocno zaangażowali się po stronie powstańców, dostarczając im przez granicę duże ilości broni, a także umożliwiając nabór ochotników do walki z cesarstwem.

Z jakiego powodu?
- Ponieważ Amerykanie chcieli mieć u swoich granic Meksyk słaby, czyli republikański, a nie silną monarchię - cesarstwo, ponieważ woleli Meksyk rządzony przez liberałów-chłopów, a nie przez konserwatywno-klerykalnych ziemian. Ja jako monarchista i konserwatysta stałem po stronie Meksyku cesarskiego przeciwko rewolucjonistom Juareza. Ale starcie to zakończyło się likwidacją monarchii i rozstrzelaniem cesarza nie tylko dlatego, że Amerykanie wsparli powstańców, lecz także dlatego, że Napoleon III wchodził w konflikt z Niemcami i wycofał francuskie oddziały z Meksyku do Europy, bo tu były bardziej potrzebne.

Jest pan monarchistą?
- Tak, monarchistą ideowym, lecz nie politycznym

Uważa pan, że monarchia to najlepszy ustrój?
- Wiele można mówić o zaletach monarchii. Jeśli dziś czasem odwołuję do tego ustroju, to dlatego, że gwarantuje ciągłość, tradycję, poszanowanie praw Bożych, a także dziedziczną kompetencję i wysoką kulturę. Jest to władza oparta na autorytecie instytucji i osoby, a do tego władza, która w znacznym stopniu sama się utrzymuje. Kiedyś słyszałem taki argument, że gdyby była w Polsce monarchia, to ze względu na jej majestat i całą oprawę byłyby znacznie większe zyski z turystyki. Dla mnie inny argument jest niezwykle cenny. Na pytanie, ilu mamy świętych królów, a ilu prezydentów, odpowiedź jest jednoznaczna: wielu mamy świętych władców, właściwie w każdym państwie jakiś król był święty, my mamy św. Jadwigę Króla Polski, no i oczywiście św. Kazimierza Jagiellończyka. A nie ma prezydenta wyniesionego na ołtarze. To o czymś świadczy.

Natomiast wiele osób uważa, że wielu prezydentów było politycznymi hochsztaplerami, a przynajmniej populistami i demagogami. W dziedzicznej monarchii król nie musiał być demagogiem, a do swojej roli głowy państwa przygotowywał się od dzieciństwa. Nie da się powiedzieć o zaletach monarchii w kilku zdaniach. Jeśli dziś przywołuję pewnych władców z historii Europy, to aby dawać współczesnym politykom pewne wzorce do naśladowania, w sensie moralnych, aby ich uczulać na potrzebę budowania autorytetu władzy.

Czy ma pan swojego kandydata, którego chętnie widział by pan, jako władcę naszego kraju?
- W Polsce nie ma legitymizmu, gdyż nie mamy historycznej rodziny królewskiej i uznanego pretendenta. Konstytucja 3 Maja przywróciła dziedziczną monarchię, ale jej testament nigdy nie został zrealizowany. Dlatego nie zastanawiam się nad pretendentem. Jeśli powiedziałem, że jestem monarchistą ideowym, a nie politycznym, to miałem na myśli to, że nie szukam pretendenta do tronu i nie dążę do restauracji monarchii, tylko pragnę czerpać z historii monarchii i żywotów królów najlepsze wzorce, te które można zaszczepić w dzisiejszych czasach i w polityce państwa republikańskiego. Myślę, że tęsknota Polaków za autorytetem władzy i polityką oparta na wartościach moralnych jest właśnie ukrytą tęsknotą za królestwem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.