Facebook Google+ Twitter

Artur Gotz: Cały czas się zakochuję!

Młody, zdolny aktor i piosenkarz z wielkim szumem debiutuje, wdzierając się na polską scenę artystyczną. Krytycy prześcigają się w pochwałach, studenci PWST zazdroszczą debiutu i licznych nagród. Artur Gotz w rozmowie z Iloną Adamską.

 / Fot. archiwum aktoraCzy to prawda, że występujesz na scenie od jedenastego roku życia?
- Tak, to prawda. Już od dziecka przygotowywałem w swoim pokoju „spektakle” z okazji różnych świąt. Zapraszałem rodzinę i dzieci z sąsiedztwa, grając dla nich bajki np. o „Jasiu i Małgosi”. W wieku 11 lat zadebiutowałem na scenie Domu Kultury w Olkuszu. Był to wielki jubileusz, w którym występowała również Piwnica pod Baranami. Tak się później złożyło, że po wielu latach zacząłem występować w Piwnicy. Z zespołem z Domu Kultury dużo grałem, jeździliśmy na festiwale, zdobywaliśmy nagrody.
Ale to mi nie wystarczało. Niemal równocześnie zebrałem ekipę kolegów i koleżanek z klasy i założyłem z nimi swój własny teatr – sam reżyserowałem, występowałem. Nie miałem problemu jakie studia wybrać. Już w szkole podstawowej wiedziałem, że będzie to PWST, że teatr to moja droga. Wszyscy patrzyli na to trochę z przymrużeniem oka, bo wiedzieli jak trudno dostać się do szkoły teatralnej. Ja jednak postawiłem wszystko na jedną kartę i udało się.

Recenzenci piszą o tobie: „ma świetną dykcję, piękny czysty – „jak anioła”…- głos i rewelacyjnie interpretuje piosenki z okolic dobrej poezji”, „młody aktor wspaniale radzi sobie na scenie (...) - wszystko wykonuje płynnie z dużą dozą wyczucia aktorskiego. Zmiana głosu, śpiew czy taniec - wszystko następuje z niewymuszoną spontanicznością”, „Talent tego młodego twórcy wzbudza zachwyt i podziw”. Niejeden aktor może ci pozazdrościć takich ocen i komentarzy…
- Być może, ale nie zwracam na to uwagi. Po prostu robię to, co kocham i robię to najlepiej jak potrafię. A to, że ktoś napisał tak, czy inaczej – jest na pewno miłe, ale nie można tego rozpamiętywać. Trzeba iść dalej, do przodu, nie oglądać się za siebie. Zdarzały się również mniej miłe recenzje. Na początku było to dla mnie bolesne, ale z czasem uodporniłem się na krytykę. To przecież jest naturalne. Nie może się wszystko podobać wszystkim, bo to bez sensu. Krystynę Jandę też krytykują, a ja ją uwielbiam!

Kto zaszczepił w tobie zamiłowanie do sztuki, teatru, aktorstwa?
- Mama i babcia - to one mnie zabierały na spektakle lalkowe dla dzieci. W mojej rodzinie jest tradycja chodzenia do teatru i opery. Babcia nie opuściła żadnego spektaklu w Teatrze Słowackiego w Krakowie. A potem jako dziesięciolatek chodziłem na spektakle dla dorosłych – nawet te bardzo poważne. Pamiętam takie zdarzenie, że będąc z rodzicami na widowni aktorka rozbierała się do naga. Widzowie obok nas byli oburzeni, dlaczego rodzice przyprowadzili mnie na ten spektakl. Tymczasem to ja ich przyprowadziłem.

 / Fot. archiwum aktoraUkończyłeś wrocławską filię PWST im. L. Solskiego w Krakowie. Debiutowałeś w krakowskiej Piwnicy pod Baranami, w której rozpocząłeś współpracę ze znanym i cenionym kompozytorem Zygmuntem Koniecznym. Bardzo dobry start...
- Trudno mi oceniać siebie i to, co robię. Jestem bardzo krytyczny. Po prostu los tak chciał, że dostałem się do szkoły teatralnej, poznałem w niej, co to ciężka praca. Ciężka i cudowna zarazem. Dużo się nauczyłem, również jako człowiek. Bo szkoła teatralna kształci przede wszystkim osobowość i wrażliwość. Cały czas pracujesz na emocjach, na sobie. Nie było łatwo, bywały momenty zwątpienia. Z kolei Zygmuntem Koniecznym i jego piosenkami, które śpiewała Ewa Demarczyk i Anna Szałapak byłem zafascynowany od dziecka. Słuchałem ich bez przerwy, jeździłem na koncerty. Ale nigdy przez myśl mi nawet nie przeszło, że będę miał zaszczyt pracować z tak wielkim człowiekiem. Po raz pierwszy spotkałem się z nim pisząc pracę magisterską o Ewie Demarczyk. Później zacząłem występować w Piwnicy pod Baranami i podarował mi piosenkę „Jestem poetą” do tekstu Broniewskiego. Piosenka trudna muzycznie ze względu na ciągłą zmianę rytmu. Długo się jej uczyłem, ciągłe próby, cenne uwagi Koniecznego. Pan Zygmunt ma niesamowite wyczucie nie tylko muzyczne, ale i aktorskie. Wtedy właśnie zrozumiałem, że spotkałem osobę wyjątkową- mistrza. Potem były kolejne piosenki. Jedna z nich pt. „Usposobienie przyjemne” do tekstu Michała Zabłockiego znalazła się na moim singlu, który swoją premierę miał w marcu w Brukseli. Można ją usłyszeć także w radio. Poza tym ciągle koncertuję. Przygotowałem recital „Tango d’amore”, który cały czas się zmienia. Gram go w całej Polsce, również w USA i Belgii. Poza tym pracuję na stałe w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.

Mimo tak młodego wieku na swoim koncie masz już spory dorobek aktorski, muzyczny, wiele nagród, wygranych konkursów. Jesteś m.in. laureatem Międzynarodowej Nagrody Konsula Generalnego Republiki Czeskiej….

- Po prostu dużo pracuję. Nie potrafię usiedzieć w miejscu, szybko się nudzę, dlatego działam w kilku miejscach równocześnie. Aktor w dzisiejszych czasach powinien być bardzo wszechstronny.

Współpracowałeś ze Studiem 68 of theatre arts London w Gdyni pod patronatem Seana Connery. Współpracujesz także z Teatrem The Imagination w Londynie...
- Najpierw był teatr w Londynie. Zostałem zaproszony do współpracy gdy miałem 15 lat. Było to dla mnie wielkie wyróżnienie, ponieważ występowali tam aktorzy zawodowi, z dużym dorobkiem artystycznym. Dyrektorka Anna Maria Grabania trochę zaryzykowała, ale potem stwierdziła, że warto było i co roku tam przyjeżdżałem. Graliśmy spektakle z cyklu „Legendy polskie” głównie dla Polonii, ale nie tylko. Zdarzało się, że większą część widowni stanowili Anglicy, którzy byli zaskoczeni, że Polska ma tak bogatą tradycję. Poza Londynem graliśmy spektakle w całej Wielkiej Brytanii – m.in. w Edynburgu, Manchesterze, Leeds, Brighton, Birmingham. Dużo zwiedzaliśmy. Ze Studiem’68 zaczęło się od warsztatów teatralnych, w których byłem uczestnikiem. Przygotowaliśmy spektakl, poznałem wspaniałych ludzi, z którymi zaprzyjaźniłem się i mam kontakt do dziś. Po latach zaproszono mnie do prowadzenia warsztatów i przygotowania spektaklu, a więc role się odwróciły. Byłem szczęśliwy.

Ze swoim recitalem „Tango d’amore” odbyłeś tournee po USA (Kalifornia i Ohio) oraz po Belgii. Występowałeś również na festiwalach teatralnych w Czechach, Francji, Słowacji i Wielkiej Brytanii. Czyżby marzyła Ci się międzynarodowa kariera?
- Nie ma dla mnie znaczenia czy występuję w USA, Anglii, w Belgii czy w Polsce. Każdy widz jest tak samo ważny – dla nich to robię. Najlepiej czuję się jednak, gdy mówię, gram i śpiewam po polsku. Może to straszne i
„nie na czasie” co teraz powiem (w momencie kiedy wielu ludzi ucieka z Polski), ale ja nie wyobrażam sobie na stałe mieszkać w innym kraju. Wszędzie, gdzie byłem na świecie czułem się cudownie grając spektakle czy koncerty, ale moje miejsce jest tutaj, w Polsce. Stąd pochodzę, tutaj się wychowywałem, a w każdym innym miejscu na Ziemi mogę być tylko gościem. Nikt, moim zdaniem, nie jest w stanie na tyle wsiąknąć w inną kulturę i obyczaje, żeby poczuć się swobodnie i naprawdę szczęśliwie. Uwielbiam podróże, zwłaszcza te artystyczne, połączone ze zwiedzaniem pięknych miejsc. To mi w zupełności wystarcza.


Zagrałeś kilka bardzo dobrych ról filmowych m.in. seminarzystę Jurija Nogę w filmie „Karol - człowiek, który został papieżem” w reż. G.Battiato...

-Dziękuję za uznanie. Były to jednak według mnie małe rólki ( śmiech). Skupiałem się raczej na teatrze i piosence. Film natomiast bardzo mnie fascynuje.

Jaka atmosfera panowała na planie „ Karola….”?

- Na początku nic specjalnego się nie działo. Pojechaliśmy w góry, gdzie kręciliśmy zdjęcia naszych scen. Było nas kilku seminarzystów – wszyscy studenci PWST: ja z Wrocławia, reszta z Krakowa – świetna ekipa. Żartowaliśmy, aż w pewnym momencie ktoś powiedział: „Papież”! Odwróciłem się i mnie zamurowało. Podszedł do nas i powiedział „Cześć. Piotr jestem!” . Był to oczywiście Piotr Adamczyk, ale jego charakteryzacja była tak bardzo autentyczna, że wszyscy zaniemówili. Piotr bardzo skupiał się przed zdjęciami. Widać było, że chęć zagrania wiarygodnie i autentycznie bardzo dużo go kosztowała. Pomimo, że grałem tam niewiele – sam fakt, że gram w filmie o takim człowieku, z międzynarodową ekipą (graliśmy po angielsku), że film puszczany był na całym świecie i podobno widział go papież przed śmiercią - był dla mnie najważniejszy.

Kim dla Ciebie był Jan Paweł II?

Artur Gotz podczas  recitalu 'Tango d / Fot. archiwum artysty-To była niesamowita postać, która towarzyszyła mi od dziecka. Też był aktorem i wspaniale umiał z tego czerpać będąc duchownym. Rzadko mi się zdarza, żeby ksiądz tak bardzo mnie zaciekawił tym, co mówi. Żeby był tak autentyczny i pochłonięty wszelkimi sprawami, a jednocześnie tak prawdziwy. Nasz papież to miał. Słuchało się każdego jego słowa. A ile w tym było treści, ukrytych sensów i podtekstów… Niesamowite! Kiedy grałem po raz pierwszy w Londynie w 1999 roku, Jan Paweł II był z wizytą w Polsce. Nikt w Anglii nie potrafił zrozumieć, dlaczego mnie (tak młodego wtedy chłopaka, 16-latka) zaprosił polsko-angielski teatr do współpracy. Ponieważ urodziłem się w Krakowie i moja rodzina związana jest z Małopolską próbowano się dopatrzeć mojego pokrewieństwa z papieżem. Ba! Dopatrzono się nawet podobieństwa w wyglądzie! Papież blondyn, ja blondyn – to na pewno rodzina. „To krewny papieża” – tak mówiono na Wyspach.
Ale krewnym nie jestem, podobieństwa też nie widzę. Po kilku latach zaproszono mnie na casting do filmu „Karol…”. Uśmiechnąłem się wtedy, bo przypomniała mi się historia z Londynu. Początkowo miałem grać Edmunda Wojtyłę, starszego brata Karola, ale ta postać w ogóle nie znalazła się w filmie. A szkoda, bo był to również niesamowity człowiek.

Kto jest Twoim największym artystycznym autorytetem?

- Krystyna Janda to mój autorytet aktorski. Niesamowita postać, genialna aktorka i osobowość. Natomiast mój muzyczny autorytet to Zygmunt Konieczny. To jest mistrz. Nikt z kompozytorów tak wnikliwie nie wczytuje się w tekst i jego znaczenia. Poza tym on stworzył swój styl, dość specyficzny i rozpoznawalny. Uwielbiam jego piosenki, muzykę filmową i teatralną. Coś pięknego!

Podobno pijesz Martini z lodem wstrząśnięte, nie mieszane, zadajesz się tylko z dobrymi muzykami i tekściarzami. Jaki naprawdę jesteś poza sceną?

- Nie wiem jaki jestem... Najlepiej zapytać o to moich przyjaciół. Ale na pewno jestem od dziecka bardzo uparty. Jak się urodziłem, moja mama prowadziła przez kilka lat książkę- dziennik pt. „Moje dziecko”. Wklejało się tam włosy, zdjęcia, odbijało się rękę dziecka i również pisało się co kilka miesięcy kilka zdań o charakterze syna lub córki. Mama za każdym razem pisała, że jestem uparty. I tak mi już zostało, choć czasami ta cecha przeszkadza. A poza tym uwielbiam przygody i podróże. Martini może być wstrząśnięte, choć się nie upieram. Jeśli chodzi o teksty – muszą być o czymś. Nie wyobrażam sobie śpiewać o niczym, dla samego śpiewania i delektowania się głosem. Najważniejszy jest tekst, a jeśli dojdzie do tego niezła muzyka … to czego więcej potrzeba?

Jesteś zakochany? Ideał kobiety?

- Cały czas się zakochuję. A jeśli chodzi o ideał? Nie ma ideału. Po prostu – albo się kogoś kocha, albo nie. I to się czuje. Najgorzej mieć ideały – one się nie pokrywają z rzeczywistością. A tak - po prostu patrzę w oczy i wszystko wiem.

Największe marzenie Artura Gotza?
- Marzeń nie zdradzę, bo się nie spełnią. Powiem tylko tyle, że jest ich kilka. I zawodowych i prywatnych. Ale nie powiem, żeby nie zapeszyć.

Plany na najbliższą przyszłość?

- Grać w teatrze, w filmie, śpiewać. Pracować z dobrymi reżyserami, którzy mają dobre i oryginalne pomysły. Mam także nadzieję, że uda mi się wreszcie wydać płytę, bo piosenki Zygmunta Koniecznego i inne, które śpiewam zasługują na to.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

martinezzz
  • martinezzz
  • 20.07.2011 22:17

żenua

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży +

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.07.2008 20:49

(+) Dobre...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ bardzo dobry wywiad. Brawo

Komentarz został ukrytyrozwiń

gościa nie znam, ale wywiad spoko, fajnie się czyta. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję. Staram się. Wzięłam do siebie kilka cennych uwag, które pisaliście oceniając moje teksty. Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

a ja myślę , że Ilona z wywiadu na wywiad robi coraz lepsze wywiady.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny wywiad, choć mało znana mi postać. Artur podobnie jak ja uwielbia Jandę. I za to plus ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.