Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

177700 miejsce

Artystom łatwiej odgrzać niż ugotować

Ostatnio niemal we wszystkich nurtach sztuki zauważam niepokojącą tendencję do tworzenia na nowo czegoś co już zostało dawno stworzone. Prym wiodą film i muzyka. Czy współczesnym „artystom” rzeczywiście tak ciężko wymyślić coś nowego?

 / Fot. AKPANie jestem typem nawiedzonego konesera sztuki, który artyzm w każdej oryginalnej i niespotykanej formie jest w stanie bezkrytycznie wynieść na ołtarze i bić pokłony pod adresem tzw. twórców niszowych. Nie chadzam zbyt często do muzeów sztuki nowoczesnej, żeby podziwiać kobiecinę obierającą kartofle (to się chyba performance nazywa) czy też manekina Karola Wojtyły przywalonego meteorytem. Doskonale rozumiem mechanizmy, które rządzą show biznesem i zdaję sobie sprawę, że producentom filmowym czy muzycznym chodzi głównie o to, by móc na czymś zarobić. Jednak warto zadać sobie pytanie czy cała ta nowoczesna kultura popularna nie zaczyna zaciskać sobie pętli na karku.

Wystarczy bowiem, że udam się na popołudniowy spacer ulicami Warszawy czy włączę radio w samochodzie, a na każdym kroku dziwię się wprost niespotykanemu w ostatnich latach boomowi na wszelkiego rodzaju „rimejki”, „prikłele” czy innego typu „kowery”. Lwia część plakatów reklamujących filmy wchodzące na ekrany kin wzbudza we mnie nieprzyjemne wrażenie typu „hmm... czy jakieś 15 lat temu nie nakręcono obrazu pod tym samym tytułem"?. Wtedy wystarczy już tylko wrócić do domu, wejść na stronę odpowiedniego serwisu internetowego i przeczytać zazwyczaj niepochlebną recenzję zaczynającą się na przykład od słów „remake pochodzącego z 1986 roku...”. Od razu wiem, z czym mam do czynienia i czego warto unikać.

Bardzo podobnie wygląda sytuacja ze współczesną muzyką popularną. Czy to oglądając MTV czy słuchając mimochodem jednej z czołowych stacji radiowych, zdecydowanie zbyt często mam nieprzyjemne deja vu. Na łopatki rozłożyły mnie dwa „wspaniałe” covery „Personal Jesus” Depeche Mode i „Another brick in the wall” Pink Floyd, które zostały sprofanowane przez tak zwanych artystów współczesnych.

Zastanawiam się czy przesiąknięta wtórnością i chamskim kopiowaniem popkultura w końcu zakrztusi się kiedyś swym ogonem, który tak usilnie próbuje od jakiegoś czasu połknąć, czy też brnąć będzie dalej w tą ślepą uliczkę sprawiając, że jej potencjalni odbiorcy coraz mniejszą uwagę będą zwracać na to, co sprzedawane jest im za pośrednictwem pstrokatego audio-wizualnego przekazu. Bo czyż nie jest dowodem skrajnej artystycznej impotencji to, że większość „czołowych artystów” stara się za wszelką cenę na nowo odgrzewać dzieła, które powstały wiele lat temu i co gorsza robi to zazwyczaj ze skrajnie mizernym skutkiem? Czy tak popularna w kręgach artystycznych ambicja już nic nie znaczy? I wreszcie po co przerabiać utwory, które niejednokrotnie są dziełami doskonałymi i skończonymi, przez co definitywnie nie wymagają przeróbek? Rozumiem, że potencjalny odbiorca zawsze zainteresuje się znaną sobie starą melodią zagraną na nową modłę, ale co stanie się za kilka lat, gdy już wszystkie możliwe wartościowe utwory zostaną po stokroć przerobione i skopiowane? Mam przykre wrażenie, że wtedy, cytując pewnego znanego mędrca z Podlasia, „nie będzie już niczego”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.05.2007 18:28

nowy cover Nirvany lecący czasem na BISce też niczego sobie, tylko artystki nie pamiętam...

"Dziwny jest ten świat" Niemena to też poniekąd cover "it's a man's man's world" jamesa browna :)

nie demonizowałbym aż tak tego zjawiska, chociaż podkreślę to raz jeszcze, są covery, które wołają o pomstę do nieba!

Komentarz został ukrytyrozwiń

było jak było, radze wysłuchać np. cover "Purple Rain" Princa w wykonaniu Stiny Nordenstam, kompletnie inna piosenka. Inna sprawą jest fakt iż bossowie wytwórni i chyba większość tworzących uważa, że "ciemny lud" i tak wszystko kupi.
nie zgadzam się jednak z tezą, iż wszystko już było. żeby znaleźć nowe brmienia, pomysły itd. trzeba teraz prostu głęboko szukać (bardzo pomocny jest w tym Internet ;), i naprawdę można znaleźć masę dobrej muzyki pełnej nowych, świeżych pomysłów, jakkolwiek w tym szukaniu nie można się zdawać na masowe media, tylko na siebie i znajomych z dobrym gustem :P

co do artykułu jeszcze, szkoda, że trochę "nie pokopałeś" głębiej w temat, bo sądze, że można by jeszcze dokładniejszą analizę tematu zrobić ;) ale brawo i wielkie uffff! że kogoś jeszcze drażni to coverowanie itd. :D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.05.2007 11:17

a ja pragnę zauważyć jedynie, że są covery i "covery". te pierwsze robione z duszą i pod wpływem uwielbienia skierowanego w stronę artysty, chęci pokazania swoich inspiracji i swoistego hołdu dla pierwotnego wykonawcy. druga kategoria to chłam produkowany jedynie dla pieniędzy. prym w nim wiodą tak wspaniali polscy artyści jak ich troje, stachursky czy chociażby budka suflera (chociaż tym parę coverów się jeszcze udało).

istnieje również trzecia kategoria, często mylona z coverem - remix, czyli wplatanie elementów utworu do nowego, zupełnie inaczej zaaranżowanego tworu. tu podobnie jak z coverami możemy natknąć się na cuda i odtwórczą kichę. nie ma reguły...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.