Facebook Google+ Twitter

Atak na sondaże: głupota czy polityczny cynizm?

Popularne powiedzenie mówi, że wszystko, poza Wszechświatem, ma swoje granice, oprócz głupoty. Ta może być nieograniczona. Gorzej jednak, kiedy się ją tylko udaje, by cynicznie wpływać na opinię publiczną.

logo Pracowni Badań Społecznych Nie podejrzewam, by Jacek Kurski, Michał Kamiński i Adam Bielan, a więc jeden poseł polskiego parlamentu i dwóch młodych eurodeputowanych Prawa i Sprawiedliwości, miało aż tak małą wiedzę na temat socjologicznych sondaży, jaką zaprezentowali na konferencji prasowej poświęconej domniemanej nierzetelności badań opinii publicznej prowadzonych przez sopocką Pracownię Badań Społecznych. Przypomnę, że pretekstem był zaskakujący dla Jacka Kurskiego wynik badań PBS dotyczących odebrania Günterowi Grassowi honorowego obywatelstwa Gdańska po jego dramatycznym wyznaniu o służbie w Waffen SS. Zdecydowana większość mieszkańców miasta była przeciwna tej, szeroko nagłośnionej w mediach, propozycji.

Młodzi, gniewni, niedouczeni?

Sopocka Pracownia Badań Społecznych, jedna z najlepszych firm badawczych w Polsce, istniejąca od roku 1990, a więc właściwie od początku polskiej transformacji, mająca za sobą setki badań opinii publicznej i rynkowych, została oskarżona o socjologiczną nierzetelność, polegającą na sprzyjaniu Platformie Obywatelskiej. Młodzi, gniewni i przyjmijmy, że niedouczeni, w co trudno uwierzyć, politycy Prawa i Sprawiedliwości, przy okazji nie tylko triumfalnie wypomnieli tej firmie badawczej błędne prognozy przedwyborcze w zeszłorocznych wyborach, zarówno parlamentarnych, jak i prezydenckich. Sformułowali także szereg ogólnikowych zarzutów wobec prowadzonych w Polsce systematycznych badań opinii publicznej. Wynikało z nich, że o ich wynikach mogą przesądzić poglądy polityczne socjologów przygotowujących, prowadzących i interpretujących takie badania.

Słusznie uznano ten bezprecedensowy atak na sondaże za kolejny przykład podejrzliwości, a nawet istniejącego przekonania spisku elit (łże-elit?) przeciwko partii, którą krytycy reprezentują. Świadczyły o tym zarówno duże artykuły poświęcone tej sprawie, które ukazały się w piątkowych wydaniach (25 sierpnia) „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej” i „Dziennika”, jak i świetny wywiad dr hab. Mirosławy Grabowskiej w poniedziałkowej „Gazecie Wyborczej” (28 sierpnia).

Sondaże opinii wyrazem demokracji

fot. MWMEDIA W tych wszystkich publikacjach, a szczególnie w wypowiedzi Mirosławy Grabowskiej podkreślano, że tak ostra i powierzchowna krytyka sondaży zagrażać może wolności badań opinii publicznej. O tym, że nie są to zbyt pochopnie formułowane obawy świadczyć może wypowiedź Zbigniewa Wassermanna, który uznał nietrafne, jego zdaniem prognozy przedwyborcze, za godne znalezienia odpowiedniego prawnego paragrafu. Działały bowiem, jak można przypuszczać, na szkodę reprezentowanej przez niego partii.

Sondaże opinii publicznej, o czym nie tylko socjologowie już wiedzą, są ważną częścią mechanizmu politycznego systemu demokratycznego. Doceniając ich znacznie mówi się o demokracji „poprzez opinię publiczną", a ostatnio nawet o „demokracji sondażowej”. Badanie nastrojów społecznych, zaufania do instytucji i polityków, stosunek do decyzji rządu i samorządu, preferencji społecznych, tolerancji wobec mniejszości religijnych, etnicznych czy preferencji seksualnych, to tylko kilka przykładów z ogromnej palety problemów sondaży opinii publicznej.

Człowiek zmiennym jest

Trzeba jednak pamiętać, a doskonale wiedzą o tym socjologowie zajmujący się tymi kwestiami od początku badań opinii publicznej, że sondaże stanowią niezwykle użyteczne, lecz jednak niedoskonałe narzędzie pomiaru. Na tę niedoskonałość wpływ ma zarówno ich metodologia, jak i zaskakująca zmienność ludzkich postaw wobec społecznej rzeczywistości. Badając poglądy ludzi na wiele ważnych społecznie spraw socjologowie muszą zakładać, iż wyrażona w odpowiedzi na sondażowe pytanie opinia jest werbalnym zachowaniem wynikającym z posiadania względnie trwałej postawy wobec jakiegoś problemu, czy, ogólniej, fragmentu społecznego świata.

Jest to jednak bardzo mocne, czyli idealizujące założenie. Ludzkie poglądy bardzo łatwo ulegają zmianie, a dzieje się to szczególnie często w czasie zażartej walki politycznej, konfliktu społecznego, dynamicznych zmian gospodarczych, trudnej sytuacji międzynarodowej, itp. Czasami ludzie nie mają wyraźnie sprecyzowanych poglądów na wiele społecznie ważnych kwestii, ale kto przyzna się do tego takiej niewiedzy w kontakcie z ankieterem? Cierpi przecież na tym „miłość własna” osoby badanej. W efekcie najczęściej, niestety, badane są deklaracje, czyli opinie wypowiedziane, w ciągle społecznie i językowo nienaturalnej dla wielu, sytuacji badania. To pierwszy problem badań sondażowych.

Ważny jest "społeczny czas"

Drugi wiąże się z ich metodologią, konsekwentnie od lat ulepszaną. Każda firma badawcza ma własne, sprawdzone sposoby doboru próby reprezentatywnej, formułowania pytań, szkolenia ankieterów i oceny ich pracy. Nie można zatem sensownie porównywać badań prowadzonych przez różne firmy, tym bardziej, że dotyczą one różnego „społecznego czasu”. Czasami wystarczy jeden dzień, a nawet kilka godzin, by jednostkowe polityczne preferencje, kształtowane przecież w jakiś społecznych wspólnotach, uległy zmianie.

Socjologowie o tym doskonale wiedzą. Dlaczego zatem inteligentni politycy (o ich „złych mordach” napiszę przy okazji) cynicznie udają, że są tej wiedzy pozbawieni? Nie można bowiem bez niej bawić się w polityczny marketing, co przecież cała wspomniana trójka to cały czas robi. Lepiej jest przecież postawić badaczom opinii publicznej nonsensowny zarzut o interpretację wyników sondaży zgodnie z politycznymi preferencjami.

Nie jestem okrutny i nikomu źle nie życzę, by jednak opisać głupotę takich oskarżeń podam jeden prosty przykład. Czy chirurg, zwolennik Platformy Obywatelskiej pochylający się z troską nad zwalistym ciałem Michała Kamińskiego, gorzej wykona swoją robotę, wycinając przy okazji nie tylko chory wyrostek robaczkowy, lecz także pozbawiając go, odpowiedzialnych za polityczny cynizm, dużych partii mózgu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 01.09.2006 09:48

Do Godfathera w kwestii formalnej: GfK Polonia należy zarówno do krajowego jak i do ponadkrajowego zrzeszenia firm badawczych, które nazywa się ESOMAR. Mało tego, szefowa GfK jest aktualnie reprezentantem wszystkich polskich firm w tym międzynarodowym stowarzyszeniu. Jak się podaje jakieś fakty, z dużą w dodatku pewnością siebie, to warto je sprawdzić. Poza tym czasy, w któych ankieterzy mogli bezkarnie kantować swoich pracodawców już w zasadzie minęły. Profesjonalne firmy badawcze mają bardzo zaawansowane metody kontrolowania ich pracy, także wyrafinowane programy komputerowe sprawdzające na dużych bazach poprawnośc logiczną odpowiedzi w kwestionariuszach dostarczonych przez każdego ankietera (polecam: "Fieldwork jest sztuką" napisany przez akademików i praktyków podręcznik dotyczący fazy realizacji badań w terenie). A co do branżowych kodeksów etycznych, to osobiście jakoś im nie ufam, dlatego sceptycznie zmilczę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziekuję za rzeczową. tym razem, polemikę. Tak powinniśmy ze sobą rozmawiać, nawet jesli różnimy się w sposób zasadniczy poglądami politycznymi. Jescze raz dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No nieźle, panie Andrzeju. Jak widać, cały czas w świetnej formie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi polemisto, nie chcialem, ale musze odkryć swoje zawodowe karty, kiedy uzywasz w dyskusji argumentów ad personam i w dodatku brzydkich slów.Naprawdę wiem, o czym piszę. I to nie tylko dlatego, że doktorat robiłem z metodologii sondażu i uczę metodologii socjologicznej na dpbrej wyższej uczelni. Niestety nic nie zrozumiałeś z tekstu, w którym chodziło mi o to, że metodologia socjologiczna jest ma tyle mocna, że postawy polityczne szefa firmy sondażowej nie są w stanie zniekształcić wyników. Również z tego względu, że on osobiście badań nie prowadzi. Poza tym badaczy obowiązuje kodeks etyczny.
Do tych dwóch spraw nawiązywałem w ostatnim akapicie poświęconym pracy chirurga. Czy jego poglądy polityczne mają wpływ na wykonywaną przez niego pracę? Czy operować zgodnie ze sztuką medyczną ma tylko przedtawicieli własnej partii, nie przeszkadzając w przejściu na tamten świat przeciwnikom politycznym? Ale ty biedaku nic z tego nie pojąłeś, gdyż wszędzie widzisz atak na rządzącą partię. Udzielę ci bezpłatnie dobrej rady. Jesli się na czymś nie znasz, to lepiej nie zabieraj w taki nieprzemyślany sposób głosu, bo się kompromitujesz swoją niewiedzą. I nie używaj brzydkich słów. Poza tym, to nie artykuł, tylko felieton. W encyklopedii znajdziesz definicję tego gatunku. Mam nadzieję, że ją masz.
P.S I nigdy nie odowłuj się do logiki, bo sądząc z argumetów, jaich używasz, nie masz o niej najmniejszego pojęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.