Pozycja materiału w rankingach:
To co się działo rano na lubelskich drogach można określić tylko jednym słowem: dramat. Obfite opady śniegu sparaliżowały miasto. Dotarcie do pracy czy szkoły było nie lada wyzwaniem.
Zobacz także:
Artykuły
(29)
Galerie
(74)
Średnia ocen
(4.22)
Wiek: 34 | Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mirosława Kasowska 29.11.2010 22:59
W Łodzi w zasadzie była katastrofa. W całym mieście niebywałe korki. Na jednym zielonym świetle mógł przejechać JEDEN samochód. Unieruchomione ciężarówki blokowały jezdnie. Samochody usiłujące przejechać skrzyżowania blokowały możliwość przejazdu tym, którzy mieli zielone światło. Szyny tramwajowe kompletnie zasypane. Nie wszystkie tramwaje mogły jechać. Niektórzy musieli wiele ulic przemieszczać się pieszo. Większość kierowców na letnich oponach. Po południu z jednego krańca Łodzi na drugi jechało się cztery godziny i dłużej. Ludzie, którzy wyszli z pracy o 15-16 docierali do domów po 20-tej i później. Żyję w tym mieście jako osoba dorosła od 23 lat ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam i o takich przypadkach w poprzednich zimach nie słyszałam. W dzielnicach willowych zaspy na wysokość człowieka, jak po kilku dniach padania. Ciekawe jak będzie jutro.
Ireneusz Mosiczuk 29.11.2010 20:01
Panie Tomku, popołudniu i stolica prawie zamarła.
Michał Mazik 29.11.2010 14:11
Ja do Lublina nie dotarłem. Wichury były takie, że niemal auta ściągało z drogi.
Z innej beczki. Znowu w telewizji będzie głośno, że zima zaskoczyła kierowców. Co roku zima zaskakuje - pod koniec listopada lub w grudniu (swoją drogą o tej porze roku upału to się nie spodziewam:))
Tomasz Kowalski 29.11.2010 13:44
Po Warszawie rano jeździło się nieco lepiej, ale i tak z szybkością do 30 kilometrów na godzinę.
Otwarcie galerii handlowej Sky Tower we Wrocławiu
(odsłon: +1159)