Facebook Google+ Twitter

Ateista i krzyż...

Za "oczyszczaniem" miejsc publicznych z symboli religijnych opowiadają się przede wszystkim ateiści. Aby dopiąć swego żądają poszanowania wolności i uczuć religijnych wyznawców innych religii. Czy mają prawo stosować taki argument?

Trzeciego listopada br. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał roszczenie matki dwójki dzieci do usunięcia krzyży, symbolu religii chrześcijańskiej, ze szkoły oraz zobowiązał włoski rząd do wypłaty odszkodowania w wysokości 5 tyś. euro za poniesione szkody moralne.

W poniższym artykule, po zdefiniowaniu czym jest wolność religijna i uczucie religijne, chcę odnieść się do postawy ateistycznej, która posługuje się definiowanymi pojęciami do usunięcia z miejsc publicznych wszelkich oznak potwierdzających istnienie religii. Również zwrócę uwagę, że walka z symbolami religijnymi może mieć inne, niekoniecznie religijne, podłoże.

Można powiedzieć, że główną cechą wolności religijnej jest możliwość wybrania przez każdego obywatela takiego wyznania, które wynika z jego upodobań, światopoglądu, a którego słuszność uznaje się na podstawie własnego sumienia. Uczucie religijne będzie z kolei stanem wtórnym, wynikającym z wolności religijnej. Będzie przejawiać się przez m.in. poprzez wrażliwość na każdą wypowiedź odnoszącą się do wybranej religii. Będzie zatem, podkreślam, subiektywnym odczuciem podmiotu religijnego.

Argument z uczucia religijnego ma najbardziej absurdalne znaczenie w ustach ateisty. Aby mieć prawo odwołania się do niego, trzeba posiadać jakiekolwiek odczucie religijne, wynikające z wiary w Boga, czy to w ramach chrześcijaństwa, czy islamu, czy buddyzmu. Ateista neguje istnienie jakiegokolwiek boga, więc żadna religia nie powinna mieć dla niego sensu. Pojęcie wolności lub uczuć religijnych u ateisty ma znaczenie tylko intelektualne, brakuje mu „rozumienia” emocjonalnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (43):

Sortuj komentarze:

Niektóre tezy są naginane przez obie strony,dogmat to dogmat.Nic więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Konkretnie - za pewnik przyjmujesz brak istnienia Boga pomimo, że teza o Jego istnieniu jest na gruncie nauki - konkretniej ścisłego metodologicznie eksperymentu - nieweryfikowalna, ergo raczej nie naukowa (sic). Stąd "wiedza" ateisty i teisty ma niską wartość poznawczą na obiektywnym gruncie, jeśli chcemy być skrupulatni. Brak dowodów w obie strony, ponadto brak możliwości sprawdzenia, skutecznie sprawia, że tylko agnostyk z tej sytuacji wychodzi najlepiej. Albo apateista, bo zajmuje się czymś bardziej produktywnym niż takie dyskusje :).

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Dziwne zróżnicowanie? Jeszcze raz zapytam czy Ty tej różnicy nie widzisz? Bo dla mnie jest ona jasna jak słońce. Wiara to przyjecie czegoś za pewnik bez potwierdzonych dowodów. Ateizm w żaden sposób się w tej definicji nie mieści."
Litości. Przeczytaj definicję wiary. Albo przytoczę z tej zabawnej Wikipedii. Albo nie, autoreklama:
http://buiosu.wordpress.com/2009/05/19/ateizm-a-wiara/

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

>może tez pan uznać że wina za taki stan rzeczy leży po mojej stronie - tak będzie z pewnością łatwiej ;-)

skąd Pan wiedział? czy Pan przypadkiem nie ma jakiegoś daru prorokowania??:D:D:D

myślę, że przyczyn nieporozumień można zależeć w wielu miejscach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

>autor staje po stronie prawa do używania symboli religijnych

nie mam pojęcia, w którym miejscu. Moim zasadniczym celem było pokazanie sprzeczności w odwoływaniu się do argumentu z uczucia i wolności religijnej przez ateistów. Jeżeli ateista, jak negujący istnienie Boga i zasadniczość wiary, podkreślam, religijnej w Boga, odwołuje się do pojęcia uczucia religijnego. czy nie jest tak, że aby móc odwołać się do argumentu z uczucia religijnego powonieniem wierzyć, gdyż przez wiarę przejawia się owo uczucie. czy przypadkiem nie tylko wtedy będę mógł wyrazić swoją opinię o uczuciach innych, kiedy będę miał o nich pojęcie.

>takie podejście i jednego i drugiego autora przypomina mi nieco wypowiedzi przedstawicieli dwu wrogich sobie plemion
którzy czując się zagrożeni dopatrują się w obcym sobie plemieniu cech jak najgorszych...

jak rozumiem, napisał Pan wcześniej o niepotrzebnym odwoływaniu się do argumentów psychologicznych, a nawet ktoś we wcześniejszym komentarzy zrobił coś podobnego - odwołałem się do triku psychologicznego lub coś takiego. Obecnie sam Pan coś takiego zrobił. Stwierdził Pan, że nie rozpoznaję w sobie strachu, którego źródło tkwi we mnie, a przenoszę jego źródło na kogoś na zewnątrz. Innymi słowy, mój strach znajduje się u mnie na poziomie nieświadomym, a przez to szukam przyczn na zewnątrz, co najważniejsze, błędnie.

>jednak zdecydowanie niepotrzebnie wyszukał sobie wrogów owej wolności
nazwał ich zbiorczo "ateistami"

przyczyną napisania artykułu było zdanie jednej z osób na zajęciach, w których uczestniczyłem, a która określiła się mianem ateistki, niewierzącej i odwoływała się do poszanowania uczuć i wolności religijnej innych

>już to w uwarunkowaniach socjologicznych już to w psychologicznych kompleksach...

Jak zajrzy Pan do L. Feuerbacha, "O istocie chrześcijaństwa", to zauważy Pan, że autor pokazuje na antropologiczne pochodzenie religii i istnienie Boga. Wykorzystuje tam mechanizm, o którym Freud powie jako o projekcji własnych stanów emocjonalnych na innych.

>takie podejście nie rożni się jakościowo od podejścia słynnego autora cyklu tekstów pt. "Boga nie ma (cz. 1128)"
tamten autor wrogów doszukał się w otumanionym tłumie wyznawców religii...

proszę uzasadnić, co znaczy "nie różni się jakościowo".

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.11.2009 14:28

Widzisz Marto, a ja będąc w Palestynie rozpinałem koszulę, aby pokazywać symbol mojej cywilizacji! Byłem szykanowany przez Żyda celnika, w dodatku mówiącego po Polsku. Morał taki, zresztą sami wiecie jaki!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę zwrócić również uwagę na bardzo istotną rzecz. Przemku i Kolego zgadnij XII, problem wynika z użycia wyrażenie "wiara" w zupełnie dwóch różnych znaczeniach. W tekście o tym wspominam. Istnieje coś takiego jak wiara religijna oraz wiara naturalne/niereligijna.

Wiara religijna to ta, którą "posługują" się chrześcijanie, buddyści. Oni wierzą w Boga, niekoniecznie odwołując się do dowodów. Nie potrzebne im uzasadnienie istnienia Boga, Duch Świętego, Dziewictwa Maryi. Oni w tor wierzą. S. Kierkegaard, duński filozof teolog, pisywał o "skoku w wiarę" nad rozumem.

Wiara naturalna, to ta, której definicja przynosi najwięcej problemów. Używa się czasem zdania "wierzę w ciebie Zenonie". Czy chodzi tu o to, że wierzę, że istniejesz? Nie, chodzi o to, że odnoszę się do ciebie z pewnym np. uczuciem. Wiara naturalna, to wiara nie religijna inna niż ta pierwsza. Prawda, że łatwe:D

Natomiast kwestii wiary w nieistnienie Boga kompletnie nie pojmuję, to przechodzi możliwość. Czy chodzi o to, że mogę stanąć w kościele i powiedzieć: "Boże! wierzę, że nie istniejesz, jak dobrze, że Cię nie ma!":D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ratomirze, jak napisałem w odniesieniu do wypowiedzi Adam, tak piszę w odpowiedzi do Twojej. Ja nie wiem, co znaczy "pełniejsza definicja pojęcia agnostyka"?? Pojęcie to ma zasadnicze znacznie do jakiego się odwołałem. Mam wrażenie, że operujecie definicją agnostyka, która nie wynika z wyrażenia agnostyk. Proszę o podanie mi tej pełniejszej definicji. Osobiście stwierdzam, że nie znam waszych myśli i nie mogę na nie odpowiedzieć. Polecam tekst, a zwłąszcza zwrócenie uwagi na następujące cytaty:

"Agnostyk natomiast przejawia postawę sceptyczną, w gruncie rzeczy antynaukową: odrzuca przekonanie o adekwatności ludzkiego rozumu i zbudowaną na tym przekonaniu naukową metodologię:

"Czy zatem agnostycy są ateistami? Jeśli obu terminów używamy wyłącznie jako określenia takiego lub innego stosunku do istnienia boga, to odpowiedź na to pytanie musi być pozytywna: w sprawie wiary w boga agnostycy od ateistów nie różnią się niczym - boga nie znają i w boga nie wierzą."

źródło: http://humanizm.free.ngo.pl/ateizm.htm

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemku, Twoja reakcja tylko potwierdza to, co napisałam. Wiesz, kiedyś mi się oberwało od matki-katoliczki, bo zwróciłam uwagę jej synowi, że klnie w obecności krzyża, który powinien szanować. A nie była to uwaga ironiczna. Czy powiesiłbyś krzyż w pubie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

> Marto cóż rozumiem że będziesz krzyże zdejmować?

Pewnie w koncu przyjdzie czas, ze bedziemy... szczegolnie jak za kazdy przyjdzie placic po 5 tys. ojro. ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.