Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

121800 miejsce

Ateistów i wierzących wojna na autobusy

Choć Wielka Brytania to istny kulturowy bigos, najcięższe starcia na gruncie ideologicznym prowadzą między sobą jej rdzenni obywatele.

Pierwszy atak

Styczeń, rok 2009. W Wielkiej Brytanii na ulice wyjeżdżają autobusy oklejone nietypowymi reklamami. "Bóg prawdopodobnie nie istnieje. Przestań się martwić i ciesz się życiem" - głoszą slogany opublikowane przez British Humanist Association (BHA), wspieraną przez słynnego ewolucjonistę Richarda Dawkinsa. Reakcje grup religijnych są zróżnicowane: Kościół Metodystów twierdzi, że publiczna debata na tematy biblijne przyniesie korzyści obu stronom, zaś Kościół Anglii wyraża oburzenie przyrównaniem filozofii chrześcijańskiej do "martwienia się i braku radości z życia". Rzecznik prasowy Kościoła zapewnia, że księża zawsze bronią prawa do swobodnego wyrażania poglądów, lecz ten przypadek należy rozpatrywać w innych kategoriach.

Pierwszy atak ateistów przyniósł efekt w postaci ponad stu pięćdziesięciu skarg do brytyjskiego odpowiednika Rady Etyki Mediów - Advertising Standards Authority (ASA). BHA oskarżano m.in. o atak na wiarę i brak szacunku dla osób bliskich śmierci. Kampania miała jednak przynieść o wiele większe implikacje, choć niedługo po jej zakończeniu nikt się tego nie spodziewał.

Prowokacja londyńska

Brytania była zaskoczona ateistycznymi hasłami, lecz nie zszokowana; akcję zapowiedziano z wyprzedzeniem. Nie była ona również, jak twierdzili niektórzy przeciwnicy, spontanicznym wybuchem nienawiści. Dla pomysłodawczyni kampanii - pisarki i dziennikarki Ariane Sherine - inspirację stanowiły podobne w formie, lecz odmienne w treści reklamy finansowane przez Kościół.

- Przekonywali, że jeśli nie uwierzymy, będziemy skazani na cierpienie - mówiła Sherine w wywiadzie dla tygodnika Time, komentując przekaz, jaki miały zawierać strony internetowe, które z inicjatywy kościoła chrześcijańskiego reklamowano na burtach miejskich autobusów.

- W całej Wielkiej Brytanii jesteśmy bombardowani treściami o religijnym wydźwięku, nie tylko chrześcijańskim - dodaje współorganizator akcji profesor Richard Dawkins, autor takich antykreacjonistycznych bestsellerów jak "Bóg urojony" czy "Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa". - W Izbie Lordów w zgodzie z prawem zasiadają biskupi. Jesteśmy zdominowani przez związane z religią grupy interesów - dodaje.

Wojna po(d)jazdowa

Na odpowiedź ze strony Kościoła nie trzeba było długo czekać. Już po miesiącu na ponad stu autobusach pojawił się cytat z psalmu "Przeciw bezbożnictwu i ogólnemu zepsuciu": "Rzekł głupi w sercu swoim: Nie ma Boga". David Larlham z Trinitarian Bible Society - organizacji, która sfinansowała kosztującą 50 tys. funtów kampanię - twierdzi, że aby spełnić postulaty ateistów, czyli przestać martwić się i zacząć cieszyć życiem, potrzebna jest "zmiana, którą wywołać może tylko Słowo Boże". Kontrakcję wspiera m.in. Partia Chrześcijańska, która wnosi wkład pieniężny pozwalający oplakatować kolejnych pięćdziesiąt pojazdów. Tym razem hasło brzmi "Bóg na pewno istnieje, więc dołącz do Partii Chrześcijańskiej i ciesz się życiem".

Ateiści widzą przede wszystkim pozytywne strony odezwy Kościoła.
- To oznacza, że nasze działania wywarły jakiś wpływ - komentuje Hanne Stinson z BHA. Dawkins twierdzi, że reakcja chrześcijan ujawnia największe wady ich światopoglądu. - Wybrali wyjątkowo wstrętny cytat - mówi w wywiadzie dla tygodnika Time. - Nasze hasło było w porównaniu z ich niezwykle uprzejme i pełne szacunku.

Sposób myślenia Dawkinsa podziela wielu Brytyjczyków, gdyż działania Kościoła i Partii Chrześcijańskiej skutkują największą w historii liczbą skarg do ASA, związanych z wystawienniczą formą reklamy. Obie strony zbroją się do kolejnych starć, a tymczasem walki, bez wiedzy ich inicjatorów, przenoszą się poza granice kraju.

Wojna światowa

Jako jedni z pierwszych koncepcję Ariane Sherine kopiują Hiszpanie. Antykreacjonistyczne reklamy pojawiają się na autobusach w Barcelonie i Madrycie. Pomysł podoba się również Włochom: w Genui można zobaczyć na pojazdach plakaty z hasłem "Zła wiadomość: Bóg nie istnieje. Dobra wiadomość: nie potrzebujemy go". Wobec reklamodawców sypią się oskarżenia o nietolerancje, a w odpowiedzi Kościół zmaga się z zarzutami o cenzorskie zapędy.

Szał na "ateistyczne autobusy" ogarnia cały świat. W Stanach Zjednoczonych reklamy w środkach komunikacji miejskiej stawiają pytanie: "Po co wierzyć w Boga? Bądź dobry dla dobra samego w sobie". Inne głoszą, że "Możesz być dobry bez Boga". W Australii "Ateizm jest pochwałą rozsądku", a w Szwecji "Bóg prawdopodobnie nie istnieje". Pojazdy promujące ewolucjonizm przewożą pasażerów także w Niemczech, Brazylii, Kanadzie, Irlandii, Finlandii i Nowej Zelandii.

Ostatnie uderzenie?

Listopad roku 2009. Pod tablice billboardowe w Londynie, Belfaście, Cardiff i Edynburgu podjeżdżają ekipy plakatujące. Reklamy sprzętu RTV, jogurtów i samochodów zostają zastąpione dającą do myślenia ekspozycją. "Nie przyprawiaj mi etykietki. Pozwól mi dorosnąć i wybrać samodzielnie" - prosi dziecko opisane jednym z kilku możliwych określeń, np. "dziecko katolickie", "dziecko ateistyczne", "dziecko protestanckie".

Ostatni etap kampanii British Humanist Association nie wywołuje już kontrowersji. Hałasy na polu walki cichną. W prasie pojawiają się ostatnie komentarze, częściej jednak można natrafić na podsumowania wojny niż na nowe opinie. Ateiści wyrazili swoje zdanie. Wydaje się, że nie mają już niczego do dodania. Co prawda na horyzoncie niewyraźnie rysuje się spis powszechny 2011, a graficy BHA tworzą pierwsze projekty billboardów zachęcających do zaznaczenia pola "brak wyznania", lecz mimo wszystko panuje spokój. Emocje opadły i można się zastanowić, czym była ateistów i chrześcijan wojna na autobusy. Sprzeciwem wobec indoktrynacji? Niesprowokowanym wybuchem nienawiści?

A może gigantycznym i bezmyślnym marnotrawstwem pieniędzy, które obie strony konfliktu mogły spożytkować w lepszy sposób? To także kwestia do samodzielnego rozważenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

marta hansen
  • marta hansen
  • 18.11.2010 01:20

To samo można rzec o wszechobecnej symbolice katolickiej (krzyże w budynkach użyteczności publicznej i w urzędach, jakieś przemarsze wyznawców kultu, co krok kościół, albo kaplica i napierdzielające dzwony od rana!) to brak delikatności wobec NIEWIERZĄCYCH.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Reklama ateizmu na autobusach, to brak delikatności wobec chrześcijan.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.