Facebook Google+ Twitter

Atletico - Chelsea: futbol zaprojektowany

Diego Simeone i Jose Mourinho mają w sobie coś z Hannibala Smitha z "Drużyny A" - nie wstają z łóżka bez planu.

 / Fot. Vespa125125CFC at en.wikipedia [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html)], from WikPortugalczyk zapowiada, żeby nie spodziewać się rozstrzygnięcia już po pierwszym meczu. Simeone wróży, że o tym, kto wysłucha hymnu Ligi Mistrzów na Estadio da Luz w Lizbonie, zadecydują szczegóły. Przeciw sobie staną w końcu najbardziej odporne linie obrony swoich lig.

Zamiast jazdy figurowej na lodzie trzeba spodziewać się twardego, hokejowego widowiska. Takiego, w którym poprzeczka dopuszczalnej, pozytywnej agresji wisi wyżej niż zwykle, wejścia barkiem w bark są stałym elementem gry i nikt nie będzie się obrażał, gdy wyląduje na murawie z bolącymi kośćmi i naciągniętymi mięśniami. To wszystko plus wartość sportowa, jaką wnoszą chociażby Eden Hazard czy Arda Turan, sprawia, że termin "mecz walki" może nabrać nowego - nie pejoratywnego - znaczenia.

Z czwórki trenerów, którzy doprowadzili swoje zespoły do półfinału Ligi Mistrzów, zdecydowanie najmniej zapisanych stron ma Argentyńczyk. Trzynasty (!) trener rojiblancos w XXI w. przyszedł w trakcie sezonu 2011/2012, po dwóch latach separacji Atletico z Ligą Mistrzów. Miejsce bezpośrednio za Realem i Barceloną trzykrotnie z rzędu zajmowała wówczas Valencia, na czwartą lokatę ochotę miały Sevilla i jeszcze oddychająca finansowo Malaga. Najwięksi optymiści nie zakładali, że po 30 miesiącach urzędowania Simeone hierarchia zostanie wywrócona do góry nogami.

Tylko część prawdy można znaleźć w łatwo wypowiadanym stwierdzeniu, że za jego kadencji Atletico weszło w buty Borussii Dortmund z poprzedniej edycji. Zespół Juergena Kloppa wstawał z kolan rok po roku dzięki uzdrawianiu finansów i nadzwyczajnej sprawności na rynku transferowym, gdzie odnajdywała wartość w młodych zawodnikach z obrzeży poważnej piłki (Hummels przyszedł z rezerw Bayernu, Subotić z Mainz, Grosskreutz z Rot Weiss Ahlen, Gundogan z Norymbergi). Proces wychodzenia z długów (Borussia zarabia dziś netto dziesiątki milionów euro) jest jeszcze przed liderem La Liga, ale jego obroty były nieporównanie wyższe. Z Vicente Calderon tylko w ostatnich trzech latach odeszli Diego Forlan, Sergio Aguero i Radamel Falcao. Za dwóch ostatnich na klubowe konto wpłynęła kwota 105 mln euro, a klub zyskał nieprzeliczalną na pieniądze reputację dostarczyciela zawodników klasy światowej. Mimo ogromnej skali osłabień, zbudowano zespół odarty z naiwności, wyrachowany w każdym swoim posunięciu, a jednocześnie tak wszechstronny (na liście strzelców w tym sezonie widnieje już 15 nazwisk), że uniemożliwia przeciwnikom zneutralizowanie.

Nie potrzeba jedenastu najlepszych piłkarzy, ale jedenastu takich, którzy stworzą możliwie najlepszą grupę - taką zasadę zdaje się wyznawać Simeone. Stąd znalazł miejsce dla Thiago, typowego gracza zadaniowego, który w Chelsea i Juventusie (ktoś go tam jeszcze pamięta?) robił za boiskowego dozorcę. Gabi, jego partner ze środka pola, przebiegł 116 km - najwięcej z tych, którzy nadal są w stawce. W tej edycji Ligi Mistrzów Atletico jako jedyne nie przegrało, ale jest nie do uchwycenia w czołówce którejkolwiek ze statystyk. Operuje piłką średnio tylko przez 44 proc., do tej pory wymieniło ponad tysiąc mniej podań niż konkurencja z Londynu, dwa tysiące mniej niż Real i trzy tysiące mniej niż Bayern.

Przegrać sezon przez stratę punktów z broniącym się przed spadkiem Sunderlandem i beniaminkiem Crystal Palace - tego jeszcze nie przerabiano w Londynie pod okiem Mourinho, który jednak nie wydaje się specjalnie rozgoryczony powiększającą się przewagą Liverpoolu. Świadomość tego, że Chelsea nie znajduje się w szczytowym momencie swojego rozwoju, wręcz koi jego bojowe nastawienie. - Nie przyszedłem tu, żeby mówi o jakości Atletico. Oglądałem ich wiele razy i starałem się wyjaśnić drużynie, jak z nimi grać - mówił subtelnie na wczorajszej konferencji.

W Londynie Portugalczyk jest sobie sterem, żaglem i okrętem, ale załoga wygląda na jeszcze nie gotową zadań z najwyższej półki. Posunięcia The Special One, który: a) zmarginalizował jednostajnego Johna Obi Mikela, wprowadzając wszędobylskiego Nemanję Maticia, b) przesunął Cesara Azpilicuetę na lewą obronę, bo Ashley Cole w wieku 33 lat nie należy do najpewniejszych bocznych obrońców, c) Andre Schuerrle wystawiał również w roli wysuniętego napastnika zamiast skrzydłowego, starały się zakamuflować deficyty jego drużyny, ale bez sięgnięcia do portfela Romana Abramowicza może sie nie obyć.

Łączący oba kluby Fernando Torres zyskał sympatię Mourinho (podobno codziennie rozmawiają o hiszpańskiej piłce), ale już nie jego zaufanie. Tylko trzy razy wyszedł w podstawowym składzie w europejskich pucharach, w Premier League nie strzelił bramki od 11 stycznia. Kontuzja Samuela Eto'o, która wyklucza Kameruńczyka z dzisiejszego spotkania, nie czyni go nawet pierwszą opcją rezerwową.

Wiele zamieszania towarzyszyło występowi Thibault Courtois, który do roli następcy Petra Cecha dorósł szybciej, niż sie spodziewano. UEFA zadecydowała, że Atletico nie musi płacić 3 mln euro za każdorazowe wystawienie niespełna 22-letniego Belga. Czy w najgorszym dla Chelsea scenariuszu najlepsze nie byłoby to, żeby zostać zatrzymanym przez piłkarza ze swojej stajni?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.