Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33873 miejsce

Atletico Madryt, czyli przykład piłkarzy z charakterem

To, co stało się w finale Ligi Mistrzów, to tylko wypadek przy pracy. A jeśli upłynęłyby jeszcze 134 sekundy, to moglibyśmy mówić o największym sukcesie piłkarzy Diego Simeone w historii. Ale cóż, tak jest piłka i za to ją właśnie kochamy.

 / Fot. EPA/FERNANDO ALVARADORok 2009. W miejsce Abela Resino pojawia się Quique Flores, który ma być trenerem na lata i poprowadzić zespół do sukcesów. Te jednak nie nadchodziły. 9. miejsce w pierwszym sezonie nie zadowalało nikogo. Miało być lepiej w kolejnym. I było, ale nie na tyle, żeby usatysfakcjonować szefów klubu. 5. pozycja na nikim nie zrobiła wrażenia. I trzeba było się pożegnać. Niby Flores wygrał Superpuchar Hiszpanii, Ligę Europy i Superpuchar Europy, ale wszyscy wiemy, jak traktowana jest młodsza siostra LM. Kto wie, może niechęć niektórych, co do niego, spowodowana była tym, że w przeszłości grał w Realu Madryt i trenował młodzieżowe zespoły Królewskich? Kto to wie…

I nastała era Diego Simeone. Chociaż można by było wspomnieć jeszcze o Gregorio Manzano, chociaż nawet nie ma o czym pisać. Przybył, zobaczył, wybył. Więc wracamy do Simeone. Trener, który jest związany z Atletico emocjonalnie, bo zdobył z nim mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. Bronił jego barw jak lew i to wpoił swoim zawodnikom. A budowa zespołu nie trwała długo, zaraz pojawiły się pierwsze sukcesy. Niby nie ma co się ekscytować, bo Flores też je miał, ale to zupełnie inna bajka. Piłkarze Argentyńczyka gotowi byli wskoczyć za nim w ogień. 3:0 w finale LE z Athletic Bilbao i 4:1 z Chelsea Londyn w Superpucharze Europy, ale znów tylko piąte miejsce w lidze i brak kwalifikacji do Champions League. Na wszystko miał jednak przyjść czas.

I przyszedł. Sezon 2012/2013 to wywalczenie bezpośredniego awansu do Ligi Mistrzów. Chłopcy Simeone pokazali, że nie potrzeba wielkich pieniędzy, aby zrobić coś z prawie niczego. I tak się zaczęło. Kolejny triumf, tym razem w Pucharze Hiszpanii. Jednak było im jeszcze mało i każdy liczył na coś więcej.

Simeone jest dla zawodników jak ojciec, do którego zawsze możesz przyjść po radę. Zawsze Cię wysłucha i doradzi, ale potrafi też opieprzyć. I za to piłkarze go szanują. Jest z nimi na dobre i na złe. Pamiętacie, co powiedział po półfinałowym meczu z Chelsea Londyn? Przypomnę Wam: „Muszę podziękować matkom moich piłkarzy za to, że rodząc ich dały im takie jaja”. To dzięki niemu wygrali w tym sezonie Primera Division i jedynie 134 sekundy dzieliły ich od zwyciężenia w LM. To on potrafił zrobić z Diego Costy gwiazdę, dopracować do perfekcji Filipe Luisa, zrobić z Koke jednego z najlepszych pomocników na świecie, a w Diego tchnąć drugie życie.

Co będzie teraz, kiedy sezon się już zakończył? Simeone zostanie, większość piłkarzy też. Co może jeszcze z nich wyciągnąć? Wiele, jeszcze wiele. Nawet jeśli już bez Costy, to z rozwijającym się Adrianem Lopezem. A jeśli gracze nadal będą gotowi wskoczyć za nim w ogień, to pewnego dnia może zrodzić się drużyna, która okaże się lepsza niż wszystkie pozostałe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.