Facebook Google+ Twitter

Atletico Madryt na piedestale. Zespół Simeone mistrzem Hiszpanii!

W ciągu dwóch i pół roku Diego Simeone zbudował w Madrycie zespół, który po wielu długich latach zdołał przerwać w lidze hegemonię Barcelony i Realu Madryt.

 / Fot. EPA/Andreu DalmauPo heroicznym, wręcz wyniszczającym boju zdziesiątkowane Atletico resztkami sił i tchu zdobyło mistrzostwo Hiszpanii w najlepszy z możliwych sposobów, bo w ostatniej ligowej kolejce. I to w samej jaskinii lwa, czyli na obiekcie Camp Nou, głównego konkurenta - Barcelony, która z 19 meczów na własnym obiekcie nie zdobyła kompletu punktów w zaledwie trzech spotkaniach!

Kilka miesięcy temu pisałem tekst o Atletico zatytułowany: "Wspaniały sezon Atletico Madryt. Strącą z tronu Barcelonę?”. Teraz mogę odpowiedzieć na to pytanie z pełnym przekonaniem, że ta sztuka im się udała i to z nawiązką. Rojiblancos zdobyli w sezonie 2013/14 aż 90 punktów i o trzy oczka wyprzedzili Blaugranę.

Takie czynniki jak: determinacja, zespołowość, wola walki, pełne poświęcenie, heroizm, zaangażowanie, hart ducha, upór i wkładanie w każdy mecz całego serca okazały się niezawodne, do bólu skuteczne, a przede wszystkim kluczowe w walce o tytuł Primera Division dla zawodników Diego Simeone.

Ekipa argentyńskiego szkoleniowca pokazała swój charakter i niezwykłą dojrzałość, a także odporność psychiczną oraz wręcz nadludzkie przygotowanie fizyczne w kluczowych momentach wielu spotkań, które decydowały o tytule. Natomiast Simeone podejmował wiele konsekwentnych i słusznych decyzji w przekroju całego sezonu 2013/14. Najczęściej ustawiał zespół w formacji 4-4-2 i praktycznie od początku rozgrywek korzystał z grupy składającej się z zaledwie 11-15 zawodników! Każdy z nich miał niemal żelazne płuca i był znakomicie przygotowany pod względem motorycznym do kolejnych meczów. Im bliżej końca sezonu tym morale całej drużyny wzrastało z każdy kolejnym zwycięstwem. Argentyńczyk poznał smak mistrzostwa bardzo szybko, bo zaledwie po dwuipółletniej pracy na stanowisku trenera Rojiblancos.

Wydawało się, że po nagłych i niespodziewanych kontuzjach na początku spotkania z Barceloną, najpierw lidera zespołu Diego Costy w 16. minucie, a następnie wojownika środka pola Ardy Turana w 23. minucie, cały misterny plan taktyczny Simeone i jego bandy legnie szybko w gruzach. Po nieprawdopodobnym golu życia strzelonym w 33. minucie przez Alexisa Sancheza Barcelona objęła prowadzenie 1:0 i w pełni mogła kontrolować mecz. Duma Katalonii mimo przygniatającej przewagi w posiadaniu piłki, biła głowa w mur i nie potrafiła po raz drugi skierować piłki do siatki, nie licząc sytuacji kontrowersyjnej, zakończonej nieznaną bramką. Sędzia dopatrzył się pozycji spalonej Leo Messiego w momencie oddawania strzału. Innych klarownych sytuacji team Martino nie potrafił sobie stworzyć.

Wiara w zawodnikach Simeone była tak silna, a dążenie do zdobycia mistrzostwa tak duże, że nawet przez moment nie przeszła zawodnikom myśl, że mogą tego tytułu nie zdobyć. Był on głęboko zakorzenione w ich świadomości. Sami wiedzieli, że są zależni tylko od siebie i takiej okazji nie mogą zaprzepaścić.

„El Cholo” po raz kolejny sam przeszedł siebie i okazał się wybitnym strategiem, a jego armia zaczęła realizować wszystkie jego polecenia w sposób perfekcyjny, niemal bezbłędny. Atleti wcale nie załamało się stratą bramki na 0:1,ale mozolnie wdrażało swoją strategię, mającą na celu zdobycie wyrównującego gola.

Jednym z najważniejszych atrybutów klubu z Vicente Calderon w całym sezonie były stałe fragmenty gry, zwłaszcza rzuty rożne, po których Rojiblancos strzelali wiele bramek. To właśnie po dośrodkowaniu Gabiego z rzutu rożnego gola na wagę remisu 1:1. a tym samym tytułu mistrzowskiego, zdobył głową w 49. minucie stoper Atleti, Diego Godin. Paradoksalnie, najskuteczniejsza broń Rojiblancos była jedną z największych pięt achillesowych Barcelony w sezonie 2013/14.

Atletico po raz 6 mierzyło się z Barcą w rozgrywkach i w ani jednym z tych meczów nie dali się pokonać! Osiągnięcie doprawdy niebywałe.

Siłą zespołu Atletico w meczu z Barceloną był po raz kolejny kolektyw zespołu, który stanowiła szczelna, zwarta, żelazna defensywa w osobach stoperów o żelaznych płucach Diego Godina oraz Mirandy, którzy przerywali raz po raz groźne akcje zespołu Gerardo Martino.

Czytaj także na blogu: Piłkarska Pasja

Wyznacznikiem klasy zespołu Simeone było także znakomite przygotowanie fizyczne graczy. Argentyński trener w przekroju całego sezonu bardzo rzadko stosował rotacje w składzie, grając praktycznie w większości spotkań stałą jedenastką. W sobotnim meczu z Barceloną było to widoczne i w kościach niektórzy zawodnicy odczuwali trudy całej wyczerpującej dla nich batalii. Najpierw dwie szybkie kontuzje odniesione przez czołowych zawodników Atleti, następnie skurcze m.in. Davida Villi, który w ostatnich fragmentach meczu niemal słaniał się na nogach.

Wysiłek i trud włożony przez każdego z zawodników Atletico, którzy swoje serce do gry zostawili na Camp Nou zaprocentowało zdobyciem pierwszego tytułu mistrzowskiego od 18 lat. Co ciekawe w 1996 roku Diego Simeone, cieszył się z ostatniego mistrzostwa zdobytego w barwach… Rojiblancos. Można więc śmiało napisać, że historia zatoczyła koło. Zaangażowanie, a także niebywałe poświęcenie, niemal heroiczna walka o każdą piłkę, o każdy centymetr boiska zaowocowały 10-tym w historii triumfem w La Liga.

Sobotni mecz był wyniszczającą walką dla podopiecznych Simeone. Nie obyło się bez ofiar. Kontuzje Diego Costy i Ardy Turana, a także zejście z boiska rezerwowego Adriana, który wcześniej zastąpił przecież na placu gry Brazylijczyka z hiszpańskim paszportem pokazały, że nie ma piłkarzy niezastąpionych i trzeba sobie radzić w każdej sytuacji.

Jakże wymownym obrazkiem całego spotkania były łzy Costy i Turana, którzy schodzili z boiska kontuzjowani, nie mogąc kontynuować dalej gry. Jak się później okazało rozpacz i bezsilność tych dwóch graczy, którzy nie mogli pomóc swoim kolegom na boisku, przerodziły się we łzy szczęścia i triumfu, a sportowa złość tchnęła w zespół Simeone nowego ducha, który był z nimi przez cały mecz i czuwał na stadionie Camp Nou.

Swój 10. tytuł w historii ligi hiszpańskiej Atletico zdobyło całkowicie zasłużenie. Kwestia ta nie podlega żadnej dyskusji. Rojiblancos pierwszy zwycięski finał mają już za sobą, ale to jeszcze nie koniec emocji. 24 maja czeka ich drugi, jeszcze ważniejszy niż ten pierwszy. W wielkim finale Ligi Mistrzów w Lizbonie Rojiblancos zmierzą się z ekipę Realu Madryt i wcale nie stoją na straconej pozycji. Zdobycie w jednym sezonie, oprócz mistrzostwa także Pucharu Europy przypieczętowałoby fenomenalny sezon, najlepszy w historii madryckiego klubu, który może się szybko nie powtórzyć.

Tytuł La Liga wywalczony przez Rojiblancos oklaskiwało 90 tysięcy kibiców Barcelony, którzy w ten sposób oddali hołd, szacunek i uznanie graczom Diego Simeone. Główną kwestią pozostaje teraz czy Atleti pójdzie za ciosem i pomimo kontuzji dwóch czołowych graczy – Costy, który na pewno nie zagra w finale Ligi Mistrzów oraz Turana, który ma cień szansy na występ, będzie w stanie wznieść się jeszcze raz na wyżyny swoich umiejętności i podbić Lizbonę, aby zdobyć pierwszy w historii klubu Puchar Mistrzów. Ostatni raz w finale byli 40 lat temu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.