Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

42756 miejsce

Audioriver 2011 w Płocku zakończony!

Plaża, electro, piana, piasek, namioty, alkohol, deszcz – płocki festiwal Audioriver 2011 dobiegł końca. Jaki był? Co pozytywnie zaskoczyło, a gdzie organizatorom potknęła się noga? Własne emocje, drzemiące we mnie po Audioriverze, mogę streścić w jednym słowie: „Wow!”.

Wyjechaliśmy w piątek o 13. Podróż z Warszawy do Płocka nie należałaby do najprzyjemniejszych, gdyby nie umilająca jazdę płyta z muzyką Paula Kalkbrennera, na którego cała nasza trójka czekała. W połowie drogi, gdzieś na czterdziestym ósmym kilometrze, zorientowaliśmy się, że... nie mamy noclegu. Jak się okazało, z jego znalezieniem był ogromny kłopot – suma summarum nie znaleźliśmy. Wszelkie hostele, hotele, schroniska młodzieżowe – pozajmowane. Na nasze szczęście, znajomy mieszkający w Płocku zadeklarował pomoc i użyczył nam jednego pokoju na dobę. Uff.

Mieszkanie, w którym się zatrzymaliśmy i teren festiwalu dzieliło 7 przystanków. W autobusie linii 22 jechała sama młodzież, nawet nie musieliśmy się troszczyć gdzie wysiąść – poszliśmy zwyczajnie za tłumem. Przemierzając ulicę Tumską, doszliśmy niebawem do pięknego Starego Rynku z niewielką fontanną, która odegrała później sympatyczną rolę. Na placu odbywała się już „dzienna” część festiwalu – Audioriver by Day.

Ze skarpy roztaczał się piękny widok na Wisłę i pozostałą część miasta / Fot. Rafał KoniecznyW rytm pulsującego electro, napotykając mnóstwo znajomych z Warszawy, przemierzyliśmy Stary Rynek, docierając na skarpę, z której roztaczał się malowniczy widok na Wisłę i pozostałą część miasta. Na plaży rozstawiona była już scena, pierwsi festiwalowicze przebywali na terenie imprezy. Po wymienieniu biletów na beznadziejne, plastikowe (sic!) opaski, można było oficjalnie uznać festiwal Audioriver 2011 za rozpoczęty.

Organizatorzy przygotowali cztery sceny – Main Stage, Circus Tent, Hybrid Tent oraz Slow More. Najciekawszy line-up, zarówno na piątek, jak i na sobotę, został oczywiście przygotowany na Main Stage. Ze znajomymi szybko obeszliśmy wszystkie sceny, rozeznaliśmy się z terenem festiwalu i wyszliśmy. Do godziny 20 w piątek na plaży nad Wisłą nie działo się raczej nic spektakularnego, toteż udaliśmy się ponownie na Stary Rynek posłuchać popisów Djskich z Red Bull Music Academy.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

linka
  • linka
  • 06.08.2011 09:46

Proponowałabym popracować nad składnią zdań itp. :) Z tej relacji wynika, że nie jesteś miłośnikiem tej muzyki, po prostu zostałeś wytypowany żeby jechać i maznąć jakiś tekst. Takie są moje odczucia ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Lukasz I.
  • Lukasz I.
  • 06.08.2011 01:39

Heh..
Przeczytałem cały ten, jak go nazwaliście, artykuł.. I jako osoba odwiedzająca AR co roku - mam pewne spostrzeżenia. Nie będę się za bardzo rozpisywać na temat składni zdań, odmian deklinacji itd, bo to już kolega sygnował nazwiskiem to niech zbiera oklaski..
No ale kilka spostrzeżeń: Jakich używasz kryteriów oceny wnioskując że najciekawszy line-up był na main?
Jaką alternatywę dla plastikowej opaski proponujesz? Ja testowałem na AR opaskę papierową i wielu ludzi widzialem skonsternowanych nad kawałkiem rozdartego papierka. Logo się zdzierało? Może się nudziłeś za dużo skoro je zdrapałeś?
Poświęcasz cały akapit alkoholowi, a nie czułeś w powietrzu ciężkiego dymu? Dresy wyluzowały? Żalisz się czy chwalisz? Normalni ludzie pojechali tam posłuchać muzyki.. Nie po to by kopać komuś siedzenie. Dziwi Cię to?
Zdanie dotyczące Bomb the bass i podobieństwa do Chemical Bros to jest przegięcie. Słowa "ale i tak przyjemnie było" to jakiś ukryty atak na CB? A kim ty jesteś żeby w ten sposob pisać o takich artystach?

Mówisz też, że Kalkbrenner to najczęściej powtarzane nazwisko tegorocznego "Audiorivera"(LOL). Zadziwię Cię. byłem tam 2 dni i nie słyszałem o nim ani słowa. Bez żalu opuszczaliśmy jego występ w gronie naprawdę znacznym. Dodam tylko, że skoro piszesz coś w charakterze sprawozdania to szczytem ignorancji jest przyznać "Reszta, szczerze mówiąc, albo niewiele mnie obchodziła, albo zwyczajnie się nie podobała." Chyba, że skrycie chciałeś zareklamować gościnę kolegi odstępującego pokoje na jedną noc, oraz fontannę piany na płockim rynku..
Zmierzając do sedna powiem, że ten słowotok w jakikolwiek sposób nie opisuje AR2011, nie oddaje atmosfery, nie opowiada za wiele szczegółów o występach artystów - nie licząc przepisanych informacji ze stron organizatora / artystów.. Czemu więc ma on służyć? poddaję się. nie wiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Leszek
  • Leszek
  • 01.08.2011 16:57

Z artykułu wnioskuję, że kolega dość świeży jeśli chodzi o płockie festiwale jak i klubowe klimaty. Noclegi w Płocku załatwia się juz w lutym. W dzień festiwalu, to można conajwyżej rozbić namiot, pod warunkiem, że się znajdzie miejsce. Cats'n'Dogz niedoceniani? Panie kolego... W jakich klubach bywasz? Cats'n'Dogz są wszędzie, momentami za często.
A sam festiwal... Robi się z tego taki Sopot wyblakłych gwiazd techno (Sven Vath, Trentemoller, Paul Kalkbrenner). Masowy spęd. Wszystko i nic. Czas szukać ciekawszych wrażeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan Nowak
  • Jan Nowak
  • 01.08.2011 10:03

fajny, ciekwy artykuł:)
Jednak żałuj autorze że nie widziałeś w sobotni wieczór show Pretty Lights, który swoimi performancami spokojnie dorównał Paulowi, a nawet go przyćmił niekiedy-dla mnie on był wielkim odkryciem tego festivalu (w ogóle nie planowałem go słuchać nawet), no i VITALIC V-mirrors genialny, sprawił że nawet przez chwilę nie myślałem odejść gdzie indziej.. a przy Paulu niestety tak było (może to deszcz? ale na pretty lights też padało..)
No i jeszcze jedno: 2 godzina to za wcześnie na spanie na AudioRiver:)
pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.