Facebook Google+ Twitter

Australia: kto zwycięży w wyborach?

W nadchodzącą sobotę Australijczycy wybiorą wszystkich 150 członków Izby Reprezentantów oraz 40 z 76 senatorów. Sondaże wskazują na wyraźne zwycięstwo Partii Pracy, ale rządząca od 11 lat konserwatywna koalicja wciąż liczy na niespodziankę.

24 listopada Australijczycy wybiorą parlament / Fot. DO'Neil / en.wikipedia.orgWedług analiz prawdopodobnego podziału mandatów, Laburzyści do samodzielnych rządów potrzebować będą przewagi około czterech punktów procentowych, nad koalicją Partii Liberalnej i Partii Narodowej. Najnowsze badania opinii publicznej dają im dwa razy tyle.

Walka przywódców

Jeśli sondaże okażą się trafne i obecny premier John Howard pożegna się ze stanowiskiem, to będzie on kolejnym po Tonym Blairze politykiem, któremu 2007 rok przyniesie koniec wieloletnich rządów. Howard jest u steru nieprzerwanie od roku 1996. Przez ten czas dał się poznać Australijczykom jako polityk odważny, reformator, ale zbudował również znaczący elektorat negatywny. Szczególnie mało popularny jest wśród ludzi młodych, którzy często zarzucają mu arogancję i nieliczenie się ze zdaniem innych.

Jego miejsce chce zająć przywódca Partii Pracy Kevin Rudd. Jego wizerunek to przeciwieństwo Howarda - miły, grzeczny, spokojny - do rany przyłóż. Rudd często unika zdecydowanych sądów i kontrowersyjnych pomysłów. Bez szwanku wyszedł z niedawnej "afery" wywołanej przez publikację zdjęć przedstawiających go doskonale bawiącego się w klubie ze striptizem. Następnego dnia występując na żywo w telewizji przyznał się i przeprosił. Swój chłop - orzekli Australijczycy, szczególnie mężczyźni.

Łatwość, z jaką Kevin Rudd potrafi przepraszać, mocno kontrastuje z zachowaniem obecnego premiera. Howard przez 11 lat sprawowania władzy konsekwentnie odmawiał przeprosin w imieniu rządu australijskiego za zbrodnie dokonane na Aborygenach, podczas gdy kolejno robiły to wszystkie rządy stanowe. Dwa tygodnie temu, podczas tłumaczenia powodów podwyżki stóp procentowych, wymknęło się premierowi słowo "sorry". W specjalnie wydanym później oświadczeniu sprostował, że nie przeprasza, tylko jest mu przykro.

Różnice programowe

Kampania toczy się głównie wokół spraw związanych z ochroną zdrowia, gospodarką i prawami pracownika. Rząd ogłosił niedawno nowe regulacje dotyczące zatrudnienia, które spotkały się z miażdżącą krytyką wielu grup zawodowych. Partia Pracy nie omieszkała wykorzystać okazji i zapowiedziała - w razie zwycięstwa - wprowadzenie swojego projektu, nieco bardziej korzystnego dla pracowników.

Laburzyści starają się również sprawić wrażenie bardziej wrażliwych na sprawy środowiska i potrzeby społeczności Aborygenów. Atakują obecną koalicję za nieratyfikowanie traktatu z Kioto ograniczającego emisję gazów cieplarnianych, zezwolenie na budowę elektrowni atomowej w Parku Narodowym Kakadu, czy ograniczanie praw Aborygenów w Terytorium Północnym.

Z kolei gabinet Howarda chwali swoje osiągnięcia w dziedzinie gospodarki i bezpieczeństwa narodowego. Członkowie rządzącej koalicji przestrzegają przed przekazywaniem ekonomii w ręce centrolewicy, której plany polityki gospodarczej są według nich mgliste. Mottem kampanii konserwatystów jest przewidywalność - wyborcy wiedzą, czego mogą się spodziewać po Howardzie, natomiast Rudd jest wielką niewiadomą.

Obie partie uważnie obserwują posunięcia i propozycje przeciwników, by natychmiast wypowiedzieć się na ten sam temat. Obaj liderzy podążają swoim śladem, odwiedzając te same miejsca, rozmawiając z tym samym elektoratem. Na początku listopada Rudd pojawił się w centrum handlowym na przedmieściach Sydney dosłownie w kilka minut po tym, jak opuścił je Howard. Naśladownictwo stało się tak nagminne, że komentatorzy ochrzcili tegoroczną kampanię wyborczą mianem "kampanii me-too" (ja też).

Inne partie

Podczas gdy centrolewicowa Partia Pracy i konserwatywna Partia Liberalna (wraz z koalicyjną Partią Narodową) zdecydowanie dominują w sondażach, na scenie politycznej Australii istnieje wiele innych, mniejszych ugrupowań. Żadne z nich nie ma większych szans na wprowadzenie swoich kandydatów do Izby Reprezentantów, natomiast prawdopodobnie przypadnie im kilka mandatów senatorskich.

Partiom takim jak lewicowi Zieloni, liberalna Partia Demokratyczna, czy chrześcijańska Partia Rodzin z trudem przychodzi przebicie się do mainstreamowych mediów. Przy olbrzymich różnicach programowych wszystkie te ugrupowania łączy jeden cel - starają się przekonać społeczeństwo, że wybór pomiędzy dwiema głównymi partiami jest wyborem iluzorycznym, bo różnią się one jedynie w szczegółach.

Wybory do Izby Reprezentantów - niższej izby parlamentu - odbywają się według ordynacji większościowej w 150 jednomandatowych okręgach o zbliżonej liczbie mieszkańców. Ci z senatorów, których kadencja kończy się w tym roku, wybierani są według ordynacji proporcjonalnej. Każdy stan wybiera sześciu, zaś terytoria po dwóch senatorów. Uczestnictwo w wyborach jest obowiązkowe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

tak czy owak zawsze nowak - monika b &staszek :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba nie będę oryginalna.
Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.11.2007 19:23

Z pozdrowieniami z 3wioski ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak najbardziej plus!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) świetnie wszystko przedstawiłeś, zgadzam się z Lucyną

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawet dla laika bardzo przystępnie napisany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetna analiza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.