Pozycja materiału w rankingach:
- Za ból i cierpienie Skradzionych Pokoleń, ich potomków i opuszczonych rodzin, przepraszamy. Za upokorzenie i krzywdę wyrządzone dumnym ludziom i dumnej kulturze, przepraszamy - na te słowa australijscy Aborygeni czekali od wielu lat.
Jest wietrzny środowy poranek. 3 tysiące osób zebranych na Placu Federacji w Melbourne w napięciu oczekuje rozpoczęcia transmisji z obrad parlamentu, które nowo wybrany premier Kevin Rudd rozpocznie od przeprosin skierowanych do rdzennych mieszkańców Australii. Tuż po dziewiątej, kiedy szef rządu wkracza na mównicę Izby Reprezentantów, na placu zapada cisza. Wszyscy ze skupieniem patrzą na telebim, słuchając słów, z których szczególnie jedno odbija się echem w ich uszach - "sorry". Część osób nie może powstrzymać łez, a kiedy premier kończy wystąpienie, rozlega się długa burza oklasków. Podobne sceny rozgrywają się we wszystkich większych miastach kraju.
W roku 1995 ówczesny premier Paul Keating zarządził śledztwo w sprawie podobnych praktyk, o których skali wiedziało wtedy niewielu. Raport z prac, zatytułowany "Przywracając ich do domu", ukończono po dwóch latach, za kadencji następnego parlamentu. Zawierał on szacunkowe statystyki oraz szczegółowe historie wybranych dzieci, które na skutek utraty kontaktu z rodziną doznawały druzgocących szkód psychologicznych. Zalecał też przeprosiny w imieniu władz Australii. Smutna prawda o Skradzionym Pokoleniu w końcu wyszła na jaw.
Na placu po raz kolejny robi się cicho. Większość ludzi, poza paroma spóźnionymi do pracy biznesmenami, zostaje posłuchać przemówienia lidera opozycji, nowego przewodniczącego Partii Liberalnej - Brendana Nelsona. Wyglądający na zmęczonego, w imieniu swojej partii, popiera przeprosiny i wyraża żal z powodu wyrządzonych Aborygenom krzywd. Jednak w dalszej części wystąpienia, ku zdziwieniu zebranych na placu ludzi, próbuje usprawiedliwiać proceder odbierania dzieci rodzicom. Twierdzi, że czasem wychodziło im to na dobre. Na placu słychać szum niezadowolenia, rozlegają się pojedyncze niecenzuralne okrzyki.
Kiedy parlament w głosowaniu jednogłośnie nadaje aktowi przeprosin moc prawną i transmisja dobiega końca, Plac Federacji po raz kolejny wybucha brawami, a na twarzach większości zebranych maluje się uśmiech. Stało się! Po wielu latach rządzący w końcu przyznali się do błędów i za nie przeprosili. Nawet niefortunne wystąpienie lidera opozycji nie jest w stanie zniszczyć atmosfery tej chwili. Nieliczni obecni Aborygeni przeżywają oblężenie - biali Australijczycy chcą uścisnąć im dłoń, objąć, porozmawiać. To naprawdę wyjątkowy widok w kraju, którego społeczeństwo na co dzień woli nie zauważać rdzennych mieszkańców. Zdaje się, że to swoiste catharsis było temu narodowi bardzo potrzebne.Zobacz także:
Artykuły
(12)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 29 | Miejscowość: Melbourne | Kraj: Australia
O mnie: Niezależny jak na lodzie knur.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Łukasz Weil 14.02.2008 08:14
Maciek, Ania: Przyznam, ze od jakiegos czasu nosze sie z zamiarem napisania czegos dluzszego o Aborygenach. Z tym ze mialoby to byc dosc szerokie - kultura, historia, terazniejsza sytuacja. Dlaczego nie o samym skradzionym pokoleniu? Bo wiedza przecietnego Europejczyka o Aborygenach sprowadza sie do tego, ze mieszkaja w Australii i graja na didgeridoo (wiem po sobie), wiec ciezko byloby opisywac te zdarzenia w oderwaniu od calego tla wydarzen.
Takze pewnie jakis artykul sie pojawi, ale musze jeszcze troche "dojrzec".
Anna Sucharska 13.02.2008 22:51
Ciekawy, fajnie napisany... Rzeczywiście można by ten temat rozwinąć bo takie akty przeprosin to coś wyjątkowego w historii.
Lucyna Rozlatowska 13.02.2008 19:23
Bardzo dobry tekst (+)
Czytałam dziś o tym w Wyborczej.
Autor usunął profil 13.02.2008 18:55
Lepiej późno niż wcale. Chętnie bym też zobaczył jak USA przeprasza Indian.
Profesor Wiesław Binienda w Polsce
(odsłon: +1144)