Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28247 miejsce

Australia przeprasza Aborygenów

- Za ból i cierpienie Skradzionych Pokoleń, ich potomków i opuszczonych rodzin, przepraszamy. Za upokorzenie i krzywdę wyrządzone dumnym ludziom i dumnej kulturze, przepraszamy - na te słowa australijscy Aborygeni czekali od wielu lat.

Na Placu Federacji zebrało się około 3 tysięcy osób / Fot. Łukasz MuziołJest wietrzny środowy poranek. 3 tysiące osób zebranych na Placu Federacji w Melbourne w napięciu oczekuje rozpoczęcia transmisji z obrad parlamentu, które nowo wybrany premier Kevin Rudd rozpocznie od przeprosin skierowanych do rdzennych mieszkańców Australii. Tuż po dziewiątej, kiedy szef rządu wkracza na mównicę Izby Reprezentantów, na placu zapada cisza. Wszyscy ze skupieniem patrzą na telebim, słuchając słów, z których szczególnie jedno odbija się echem w ich uszach - "sorry". Część osób nie może powstrzymać łez, a kiedy premier kończy wystąpienie, rozlega się długa burza oklasków. Podobne sceny rozgrywają się we wszystkich większych miastach kraju.

Skradzione Pokolenie

Formalnie przeprosiny zostały złożone w imieniu rządu i parlamentu za legislację, która umożliwiła odbieranie aborygeńskich dzieci rodzicom. Ocenia się, że w latach 1910-1970 nawet co trzecie dziecko zostało siłą zabrane ze swojej społeczności i umieszczone w przechowalni, sierocińcu lub klasztorze. Preferowano maluchy o jaśniejszej skórze, ponieważ w powszechnym mniemaniu łatwiej było je zasymilować.

Kevin Rudd w momencie przeprosin / Fot. Łukasz MuziołW roku 1995 ówczesny premier Paul Keating zarządził śledztwo w sprawie podobnych praktyk, o których skali wiedziało wtedy niewielu. Raport z prac, zatytułowany "Przywracając ich do domu", ukończono po dwóch latach, za kadencji następnego parlamentu. Zawierał on szacunkowe statystyki oraz szczegółowe historie wybranych dzieci, które na skutek utraty kontaktu z rodziną doznawały druzgocących szkód psychologicznych. Zalecał też przeprosiny w imieniu władz Australii. Smutna prawda o Skradzionym Pokoleniu w końcu wyszła na jaw.

John Howard, który w międzyczasie zastąpił Keatinga na stanowisku szefa rządu, raport wprawdzie przyjął, ale zalecenia odnośnie przeprosin zignorował. Przez następne 10 lat twardo obstawał przy swoim zdaniu, że obecnie żyjący Australijczycy nie są odpowiedzialni za błędy przeszłości, a przeprosiny otworzą drogę do procesów sądowych i odszkodowań. Dopiero pod koniec zeszłego roku, kiedy po wyborczym sukcesie Partii Pracy era Howarda dobiegła końca, stało się jasne, że "sorry" jednak padnie. Kevin Rudd zapowiedział, że przeprosiny będą pierwszą sprawą, którą zajmie się nowy rząd. Słowa dotrzymał.

Porażka opozycji

W trakcie przemówienia lidera opozycji, ludzie odwrócili się do ekranu plecami / Fot. Łukasz MuziołNa placu po raz kolejny robi się cicho. Większość ludzi, poza paroma spóźnionymi do pracy biznesmenami, zostaje posłuchać przemówienia lidera opozycji, nowego przewodniczącego Partii Liberalnej - Brendana Nelsona. Wyglądający na zmęczonego, w imieniu swojej partii, popiera przeprosiny i wyraża żal z powodu wyrządzonych Aborygenom krzywd. Jednak w dalszej części wystąpienia, ku zdziwieniu zebranych na placu ludzi, próbuje usprawiedliwiać proceder odbierania dzieci rodzicom. Twierdzi, że czasem wychodziło im to na dobre. Na placu słychać szum niezadowolenia, rozlegają się pojedyncze niecenzuralne okrzyki.

Nelson idzie dalej, przywołując raport przeprowadzony na zlecenie rządu Howarda, który stwierdzał, że w odległych osadach Aborygeńskich powszechny jest alkoholizm i seksualne wykorzystywanie nieletnich. Wreszcie stanowczo sprzeciwia sie rekompensatom finansowym. Zebrani na placu ludzie, wyraźnie nie mogąc uwierzyć w to co słyszą, zaczynają odwracać się do telebimu plecami. Najpierw dwie osoby, potem kilkadziesiąt, a za chwilę już zdecydowana większość przyjmuję tę pozę protestu i pozostaje w niej do końca przemówienia.

Trzeba przyznać, że nowy lider opozycji był w trudnej sytuacji. Presja opinii publicznej zmusiła go do przyłączenia się do przeprosin, jednak konserwatywne skrzydło jego ugrupowania wolałoby, żeby kontynuował twardą politykę Howarda. Część deputowanych Partii Liberalnej, wiedząc że ich przewodniczący jednak przeprosi, w ogóle nie pojawiła się na sali obrad. Wydaje się, że Nelson oblał ten ważny egzamin z kretesem. Próbując lawirować pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami wypadł mało przekonująco, szczególnie na tle Rudda, który powiedział więcej niż się spodziewano, de facto przepraszając za wszelkie przeszłe niegodziwości wobec rdzennych mieszkańców kontynentu, chwaląc ich tradycyjną kulturę i wzywając do stworzenia ponadpartyjnej komisji pracującej nad polepszeniem ich sytuacji. Pierwsze starcie liderów zdecydowanie wygrała Partia Pracy, co powinno znaleźć wyraźne odzwierciedlenie w sondażach poparcia.

Nowy początek

Po zakończeniu transmisji ludzie padali sobie w ramiona / Fot. Łukasz MuziołKiedy parlament w głosowaniu jednogłośnie nadaje aktowi przeprosin moc prawną i transmisja dobiega końca, Plac Federacji po raz kolejny wybucha brawami, a na twarzach większości zebranych maluje się uśmiech. Stało się! Po wielu latach rządzący w końcu przyznali się do błędów i za nie przeprosili. Nawet niefortunne wystąpienie lidera opozycji nie jest w stanie zniszczyć atmosfery tej chwili. Nieliczni obecni Aborygeni przeżywają oblężenie - biali Australijczycy chcą uścisnąć im dłoń, objąć, porozmawiać. To naprawdę wyjątkowy widok w kraju, którego społeczeństwo na co dzień woli nie zauważać rdzennych mieszkańców. Zdaje się, że to swoiste catharsis było temu narodowi bardzo potrzebne.

Mimo zamieszania, udaje mi się zamienić kilka słów ze stojącym na obrzeżu placu Dennisem, potomkiem tradycyjnych właścicieli ziemi, na której leży Melbourne - Koori. Jest niezmiernie zadowolony z wydarzeń, których właśnie byliśmy świadkami. - Bez rozrachunku z przeszłością, nie można było myśleć o przyszłości - mówi. Opowiada o tym, jak przed najazdem Europejczyków jego przodkowie żyli w pokoju i harmonii. - Uważano nas za niecywilizowanych, ale dla nas to biali byli barbarzyńcami. Oni nas po prostu kompletnie nie rozumieli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Maciek, Ania: Przyznam, ze od jakiegos czasu nosze sie z zamiarem napisania czegos dluzszego o Aborygenach. Z tym ze mialoby to byc dosc szerokie - kultura, historia, terazniejsza sytuacja. Dlaczego nie o samym skradzionym pokoleniu? Bo wiedza przecietnego Europejczyka o Aborygenach sprowadza sie do tego, ze mieszkaja w Australii i graja na didgeridoo (wiem po sobie), wiec ciezko byloby opisywac te zdarzenia w oderwaniu od calego tla wydarzen.

Takze pewnie jakis artykul sie pojawi, ale musze jeszcze troche "dojrzec".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy, fajnie napisany... Rzeczywiście można by ten temat rozwinąć bo takie akty przeprosin to coś wyjątkowego w historii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z przedmówcami +

Komentarz został ukrytyrozwiń

oczywiście plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry materiał

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst (+)
Czytałam dziś o tym w Wyborczej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.02.2008 18:55

Lepiej późno niż wcale. Chętnie bym też zobaczył jak USA przeprasza Indian.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ważne fakty w ciekawym ujęciu. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.