Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

59966 miejsce

Australian Pink Floyd Show - podróż nostalgiczna

Półtorej godziny przed występem australijskiego cover bandu pod Torwarem wciąż krążyły dziesiątki zainteresowanych odkupieniem biletów melomanów. Miało się wrażenie, że duża część Warszawy porzuciła spokój domu dla tego muzycznego doznania.

 / Fot. Radosław ZawadzkiKontrowersyjny pomysł zarobienia milionów na idealnym podrabianiu czyjejś muzyki mógłby zniechęcać zatwardziałych fanów do wzięcia udziału we wczorajszym koncercie w Warszawie. Z drugiej strony, pomyślmy tylko, jak starym i szeroko akceptowanym zawodem jest "kopista". No właśnie, więc dlaczego by w sferze muzyki nie pozwolić na dozę wtórności, mając jednocześnie świadomość, że jest to kopia próby niezwykle wysokiej.

Średnia wieku uczestników wczorajszego koncertu była poza tym zachwycająca - znacznie przerosła ona standardowe 20 kilka lat, bo sala pełna niemalże po brzegi w dużej mierze skupiła dojrzałe osoby, takie z dorosłymi już dziećmi albo wnukami, które przyszły powspominać czasy swojej młodości. Ci, którym dane było przeżywać świetność Pink Floyd namacalnie, osobiście, i ci zarazem, którym nie będzie już pewnie dane zobaczyć zespołu na żywo. Skoro tak, to chyba jednak warto dać się porwać wirowi wspomnień, który wytworzył australijski zespół tej nocy.

Moim zdaniem jest kilka atutów, którymi bardzo swobodnie i z dużym sukcesem posługują się Aussie Pink Floyd. Są przede wszystkim fenomenalnie, naprawdę fenomenalnie przećwiczeni w oddawaniu brzmień, w instrumentalnej ekspresji ducha Pink Floyd. To nie tylko dosłowne przenoszenie dźwięków, wyczucie misterium każdego z utworów tego zespołu, ukazywanie z niezwykłą pieczołowitością każdej z linii basu, każdego brzęku werbla i akcentu klawisza. To też swoboda interpretacyjna, która objawiała się w wizualizacjach, dużo dosłownych nawiązań do sadystycznych, grubych żon (nota bene ciekawe jak rodzice młodocianych, z którymi przyszli, wytłumaczyli im niektóre z kontrowersyjnych scen wyświetlanych na ekranie) czy dzieciaków przepuszczanych przez maszynkę do mięsa, ale i abstrakcyjnych, pięknych, artystycznych wizualizacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Znane są inne koncertowe przedsięwzięcia jak chociażby "The Spirit of Pink Floyd Show" czy np. "Dark side of The Moon" w wykonaniu Dream Theater . Moim zdaniem, nie dorównują one klasie coverowego majstersztyku jaki prezentuje sobą AUSTRALIAN PINK FLOYD SHOW. Widziałem na żywo ich perfekcyjną zabawę w Pink Floyd i ubolewam jedynie, że w tegorocznej trasie nie znalazła się bydgoska Hala Łuczniczka (gdzie koncertowali no fakt, już niejednokrotnie).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.