Bachleda-Curuś nie przyjęła łapówki. Niespotykana skuteczność strzelecka, hotelowe igraszki oraz podlewanie trawy na murawie. Zajrzyj do nowego AUT-u.
Kiedy występuje tzw. parcie na pęcherz, inne rzeczy przestają być ważne, schodzą na dalszy plan. Przekonał nas o tym ostatnio Jens Lehmann. Ciśnienie wzrosło u niego podczas meczu Stuttgartu z Unireą i nie chodzi tu wcale o ciśnienie tętnicze, choć pewnie to podniósł zarówno kibicom, kolegom jak również trenerowi. Otóż Lehmannowi tak bardzo chciało się sikać, że przestał strzec swojej bramki. Udał się za reklamy okalające murawę, przykucnął plecami do kibiców oraz dziennikarzy i szybko załatwił potrzebę. Jak na prawdziwego profesjonalistę przystało nie spuścił wzroku z piłki. Gdy przeciwnicy zbliżali się do bramki Lehmann wyskoczył zza reklam gotowy do interwencji, zadowolony, rześki i lżejszy. Ciśnienie wróciło do normy, więc przeciwnik nie był już taki straszny. Pozostaje problem zakwaszonej gleby na stadionie oraz niesmak estetyczny fanów. A co mają powiedzieć dziennikarze, którzy obrali sobie ten zaznaczony przez piłkarza teren na stanowisko pracy. Ciekawe czy wytrzymali w tej okolicy do końca spotkania. Ależ ten Lehmann ma do wszystkiego olewczy stosunek.Zobacz także:
Artykuły
(103)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.82)
Wiek: 24 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Wiadomosci24.pl oraz Przegladligowy.pl
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Łukasz Wolski 17.12.2009 18:44
Jak zwykle, jest się z czego pośmiać:)
Do siego roku!
Paweł Kiliański 17.12.2009 18:34
Jeśli było wysokie parcie na pęcherze, to nie ma się czemu dziwić ;D. Tylko ta biedna "zakwaszona murawa"... ;P. 5+ :).
Szklarska Poręba gotowa na PŚ. Spełni się marzenie Justyny Kowalczyk
(odsłon: +3975)