Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

89284 miejsce

Autobusem za darmo, czyli jak zrobić drugiemu dobrze na siłę

Za każdym razem, gdy biorę do ręki gitarę, żona patrzy na mnie z politowaniem a kot majestatycznie wychodzi z pokoju. Na twarzy córki widzę ironiczny uśmiech a syn wykonuje ruch palcem w kierunku czoła.

 / Fot. M.Bachorski-RudnickiWcale mnie to nie dziwi. Gitarzysta ze mnie żaden a czasy, gdy potrafiłem zainteresować kogokolwiek graniem na gitarze minęły jeszcze wtedy, gdy na ziemi królowały lodowce. Stąd nie zadręczam nikogo w domu moim „brzdąkaniem” wiedząc, że to zupełnie niedorzeczne.

Podobnie rzecz ma się z kierowcami, którym wmawia się, że powinni zostawić samochody w domu i podróżować komunikacją miejską. Urzędnicy fundują nawet mieszkańcom Wrocławia podróżowanie komunikacją jeden dzień(!) w roku bez biletu. Ta zacna inicjatywa nadal jest popierana przez Magistrat, aby kierowcy przesiadali się do tramwajów i autobusów zostawiając samochody pod domem. I już widać, jak tłumy kierowców „biegusiem” lecą na przystanki okupując autobusy i tramwaje od rana do wieczora. To oczywiście bzdura. Wiecie, czemu?

Wrocław swego czasu, aby namówić kierowców do przesiadki na komunikację zakupił piękne tramwaje i śliczne autobusy. Przez nieuwagę (czyt. wysoką cenę) nie wyposażono ani jednego wozu w klimatyzację. Są za to śliczne siedzenia z materiału w takie „fikuśne” wzorki, jak w zakładzie dla alternatywnie myślących. Są też mikro okienka, które w zasadzie nie otwierają się wcale, jak w wyżej wymienionym zakładzie. Są też często nieszczelne okna, gdzie po szybach leje się w czasie deszczu woda do środka. W wyżej wymienionym zakładzie woda się do środka nie wlewa podczas deszczu.

Jechaliście kiedyś wrocławskim autobusem latem, gdy temperatura na dworze dochodzi do plus 30 stopni? Podobnie czulibyście się wtedy, gdy wylądowalibyście w rozgrzany piekarniku. Podróżowaliście w deszczu, gdy woda z nieszczelnych okien leci wam na kolana? Albo zimą, gdy zdarza się, że szyby zamarzają od wewnątrz i boisz się oddychać, aby zamarznięta para wodna nie pokaleczyła ci twarzy?

Oczywiście pora roku nie ma tu nic do rzeczy. Bo atrakcji związanych z podróżowaniem komunikacją miejską jest całe mnóstwo. Ludzie stłoczeni, jak rybki w puszce, kilku niedomytych, kilku śmierdzących, jeden, co spożywa piwko i jeden śmierdzący alkoholem. Mnie zdarzył się nawet taki, co załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne w autobusie. Podobno jest monitoring, ale nic się jakoś nie wydarzyło oprócz biegnącej strugi moczu przez pół autobusu.

Najfajniejsi są jednak tzw. menele, którzy nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Śmierdzący, zawszeni, z robalami, które łażą po nich z góry na dół, oblani moczem i śmierdzący niestrawionym alkoholem typu denaturat. Rozwaleni na tych „fikuśnych” materiałowych siedzeniach, które łatwo przyswajają zapachy i które trudno jest umyć. Przynajmniej oni mają zawsze wkoło siebie pusto. Inni pasażerowie muszą podróżować stłoczeni jeden na drugim. Jak wciągniesz w nozdrza zapach takiego gościa to odruch wymiotny gwarantowany.

W którymś momencie swojej podróży menel wysiada, zostawiając dla kogoś innego swoje choroby, syf, bród i takie tam inne fajne rzeczy. W zamian za to wsiada ktoś, kto akurat skończył dzisiaj trzydziestego siódmego papierosa. Przesiąknięte petami ubranie, oddech i włosy cuchną strasznie. Najgorsze jest to, że taki palacz nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak od niego śmierdzi. Dodajmy do tego pot. Co za fantastyczne połączenie zapachów. Orgia zmysłów i karuzela oparów przyprawia o szybsze bicie serca i dramatyczny skurcz żołądka.

Czy nie zaczynasz przypadkiem tęsknie spoglądać w stronę kierowców w ich samochodach?

Czy jest czego aż tak bardzo zazdrościć? Podróżują oni przecież w samochodach, które są takim utrudnieniem dla ruchu i przez które topią się lodowce. Każdy z tych kierowców podróżuje beznadziejnie komfortowo na swoim własnym miejscu, nikt się o niego nie ociera, nie śmierdzi mu pod nosem i nie roznosi zarazków. Z punktu A jedzie do punktu B nie stojąc na tej imitacji czegoś, co przypomina przystanek, przy okazji załatwiając sprawy w punkcie C. Traci zaledwie 30-40 minut na dojazd na drugi koniec miasta i nie martwi się o to, że będzie musiał po drodze dwa razy się przesiadać i czekać na autobus, który akurat dzisiaj się spóźni zaledwie 10 minut. I czego tu zazdrościć?

Nie bardzo rozumiem, jak Magistrat chce przekonać kierowców do komunikacji miejskiej. Jako kierowca płacę podatek w paliwie, ubezpieczenie za auto i ponoszę inne związane z samochodem opłaty. Dodatkowo muszę płacić za bilety komunikacji zbiorowej, co wcale nie przekłada się na moje oszczędności. Zwłaszcza te oszczędności związane z poświęconym czasem na przemieszczanie się celem załatwienia czegoś w miarę szybko.

Dlatego uważam, że to żadna łaska, gdy oferuje się mieszkańcom jeden dzień w roku bez biletu. To zwykła propaganda, populizm i demagogia. Czy nie powinno być tak, że z komunikacji miejskiej wszyscy kierowcy, którzy posiadają przy sobie dowód rejestracyjny samochodu powinni jeździć za darmo? Wtedy miałoby to sens i rozumiałbym potrzebę podróżowania autobusem i tramwajem w ramach jakichś korzyści.

W innym przypadku lepiej już wziąć w ręce swoją starą gitarę próbując wycisnąć z niej jakieś dźwięki niż słuchać tych bredni o JEDNYM dniu komunikacyjnej wolności w imię dnia bez samochodu, czy innej debilnej idei, której to przyświeca.
Jaki związek ma granie na gitarze z komunikacją zbiorową? Być może i ma, bo uszczęśliwianie otoczenia na siłę zarówno grą na gitarze, czy też nakłanianiem do podróżowania zbiorowego wcześniej czy później skończy się tym samym. Pomysłodawca i wykonawca zostanie w najlepszym wypadku wyśmiany.

Ja też mam inicjatywę. Obywatelską. Chciałbym, aby ten pełen ludzi autobus nagle zmaterializował się w pokoju któregoś z tych urzędników, którzy tak mocno optują za podróżowaniem komunikacją zbiorową i żeby musiał ten ktoś w tych warunkach popracować sobie przez kilkadziesiąt minut. Oj jak ja bym chciał. A Wy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Podatki, o których Pan wspomina, trafiają do budżetu centralnego.

Lokalny budżet może Pan podreperować mandatami ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, komunikacja miejska nie jest samofinansująca się.
Sytuacji Wrocławia konkretnie nie badałem, ale przedział dopłat z podatków wszystkich oscyluje zwykle w Polsce wokół połowy kosztów. Plus minus oczywiście.

Jeśli "za darmo", to z połowy kosztów, stanowiących dopłaty, robi się całość, czyli dwa razy więcej.
Ta całość jednak, to konkretna pozycja w budżecie miasta. Kosztem innych.

Łatwo się rzuca propozycje zawieszone w powietrzu. Trudniej zakotwiczyć je w realnym budżecie. Tak aby słupki się zgadzały. Z koniecznością, być może, odebrania komuś tego, co dziś ma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Inicjatywa " dzień bez biletu " związana jest z dniem bez samochodu czyli ochrona środowiska .
Jeden dzień warto się przemęczyć w środkach komunikacji miejskiej .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry artykuł, prawdziwie obywatelski. Od lat jeżdżę srodkami komunikacji miejskiej (często we Wrocławiu też ! ). Czasem jest to prawdziwy horror. A inicjatywy wymyślają ci którzy nie mają pojęcia jak to jest w takim autobusie bez klimatyzacji przy ponad +30 C. (który opisuje Pan Marek). Lub co za "wyśmienite" towarzystwo jest pijany lub nikotyniarz po trzydziestym papierosie.
Dołączam się do apelu : niech decydenci pojeżdżą środkami komunikacji a dopiero potem ustalają niedorzeczne inicjatywy. Pozdrawiam Wrocław.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.