Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4344 miejsce

Autokar z Polakami runął w 300-metrową przepaść. Oto ich relacja

- Wszystko działo się jak w filmie - opowiada Leszek, pasażer peruwiańskiego autobusu, który runął w trzystumetrową przepaść. Cudem przeżył też Mateusz, jego syn, który po wypadku, mimo ciężkich ran, pomagał wyciągać ludzi z wraku pojazdu.

Jeszcze kilkanaście godzin po wypadku przed szpitalem czekali bliscy ofiar / Fot. Piotr Maciej MałachowskiW sylwestrowy poranek w Limie zaczepił mnie sąsiad. - Słuchaj, w nocy był wypadek na drodze do Huancayo - powiedział Peruwiańczyk. - Autobus spadł w przepaść. Czy to przypadkiem nie twoi koledzy z Polski nim jechali?

Odparłem, że nie, bo jeśli wypadek wydarzył się w nocy, 55-letni Leszek i 32-letni Mateusz w tym czasie powinni być już u celu swej podróży. Tak wynikało z obliczeń na dworcu autobusowym w Limie, kiedy rozstawaliśmy się przed ich wyjazdem.

Nie upłynęła jednak minuta, a wiedziałem już, że się mylę. To oni - ojciec i syn - byli w tym autobusie. Pierwsze informacje mówiły, że spadł on w 120-metrową przepaść. Ale okazało się, że pojazd rozbił się 300 metrów poniżej drogi, z której wypadł. Obaj Polacy przeżyli.

Sprint, szopka i mordownia


Szybko ustaliłem adres szpitala, do którego ich przewieziono, a następnie zadzwoniłem do konsula Ambasady Rzeczpospolitej Polskie w Limie. O wypadku dowiedział się ode mnie. Potem poprosiłem peruwiańskich przyjaciół, by pojechali ze mną do rannych Polaków.

Złapaliśmy ekspresowy autobus, który po pięciu minutach utknął w korku. Nie namyślając się, ruszyliśmy biegiem na początek kolumny stojących i trąbiących wniebogłosy pojazdów. Tam wsiedliśmy do taksówki, by po kilku minutach znów się przesiąść. W ten sam sposób – sprint na początek korka i łapanie kolejnej taksówki. Trochę więc jadąc, a trochę biegnąc, po dwóch godzinach byliśmy na miejscu.

Placówka, do której przewieziono Polaków i innych rannych, to Hospital Jose Agurto Tello de Chosica. Długa, piękna nazwa. Ale właściwsza byłaby krótsza. Mordownia.

Wejścia do niej pilnowało dwóch policjantów. Kiedy wszedłem do środka, znalazłem się w niewielkim pomieszczeniu. Była to szpitalna izba przyjęć, do której przyjęto nadkomplet. Łóżka z rannymi stały w nieładzie, ściśnięte, po obu stronach sali. Naprzeciw drzwi, którymi wszedłem, paliły się lampki w bożonarodzeniowej szopce.

Ale nastrój nie był świąteczny. Wciągnąłem powietrze i poczułem słodkawy zapach. Zapach krwi. A gdy je wypuściłem, w jednej chwili znalazłem się w centrum zgiełku, w którym krzyki lekarzy przeplatały się z jękiem cierpiących i szlochem ich bliskich.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

mike
  • mike
  • 04.01.2011 10:26

Pani Grazynie chodziło o media z gatunku TV, mozna było się domyśleć, nie trzeba się bulwersować Panie Małachowski

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze ! Dokladnie opisałeś ten wstrząsający wypadek. Czas wydłużał się z dotarciem do rannych nad brzeg rzeki Rimac.Naprawdę CUD, że ludzie przeżyli. Dobrze ,że wszyscy są już pod dobrą opieką lekarską. Leszkowi i Mateuszowi życzę dużo zdrowia i zapewniam o naszej modlitwie za Was. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Grażyna Kosma,

Pani Grażyno, proszę jeszcze raz przeczytać artykuł. Polskie ofiary tego wypadku są w nim wymienione kilka razy i jest ich dokładnie dwie. W tekście nie ma natomiast liczby, którą Pani podaje. Tytuł nie może więc sugerować, że w autobusie jechało 52 Polaków. Poza tym, chcę Panią poinformować, że jestem Polakiem i dziennikarzem, a Wiadomości 24 są największym polskim serwisem dziennikarstwa obywatelskiego. Trudno zatem mówić, aby polskie media milczały.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kierowca , nonszalancki za kierownicą, ot co! "Cudotwórca" był akurat zajęty czymś innym. ;(( Córka mojej znajomej jest akurat w Peru w podróży. Chyba jej w tym autobusie nie było. Piotrze Michale, jesteś tam niczym Anioł Stróż dla tych biednych Polaków. Wierzmy , że będzie dobrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.01.2011 10:14

Pani Jadwigo, nawet "cudotwórca" ma swoje wpadki:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Joanno - jak tu wierzyć w cuda, jeśli "cudotwórca" najpierw sprowadza nieszczęście na wielu innych?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Szczęscie odchodząc nie patrzy za nami, za to my ciągle za nim spoglądamy".Zyczę dużo szczęscia w nowym roku

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mieli wszyscy dużo szczęścia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.01.2011 14:16

I jak tu nie wierzyć w cuda:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.01.2011 13:51

Świetny materiał! :) Dobrze, że skończyło się to tak, a nie inaczej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.