Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12464 miejsce

Autoportret baby – o tomie poetyckim Anny Peplińskiej

Anna Peplińska, autorka dwóch powieści "Poletka" oraz "Karczowisk" opublikowała także tom poetycki pt. "Żuławska baba".

 / Fot. Tomasz WalczakAnna Peplińska to emerytowana pielęgniarka z 35-letnim stażem w zawodzie. Pracowała w bardzo trudnych warunkach, gdyż ze swoją nadwrażliwością opiekowała się osobami starszymi, niedołężnymi, niepełnosprawnymi oraz dziećmi w zakładach opieki społecznej. Napatrzyła się na ludzką biedę, na troski, ale i na radości. Doświadczyła niemało. Po latach czerpie z tej skarbnicy. Te doświadczenia i obserwacje nosząc w pamięci, przefiltrowując wszystko przez pryzmat własnej wrażliwości, nadaje im kształt literackiej wypowiedzi. Piękna kobieta o bogatym wnętrzu i intrygującej osobowości.

Późno odkryła talent literacki, ale za to z jaką precyzją dotyka i mierzy się z różnymi formami od fraszki, limeryków poprzez sonety, wiersz biały... Ma w swoim dorobku dwie powieści: "Poletko" oraz "Karczowiska", a także tom poetycki "Żuławska baba", nad którym pochylam się wspólnie z czytającymi, by przyjrzeć się uważniej poetyckim światom Ani.

Wiersze są oczywiście znacznie trudniejsze w pisaniu niż proza, podobnie jest z ich interpretacją, którą pozostawiam znawcom tematu, literaturoznawcom i krytykom. Sam z racji znajomości i zażyłości z autorką spróbuję zrecenzować jej tomik poetycki. Książka niewątpliwie przyciąga uwagę okładką, stonowaną kolorystycznie, a jednocześnie szalenie symboliczną - ogromna, monumentalna postać siedzącej baby, bo nie kobiety, z domem zamiast twarzy. O babach warmińskich słyszało wielu mieszkańców także innych regionów kraju. Czas, by dowiedzieć się o żuławskiej, kreślonej zgrabnym słowem przez Peplińską.

Wydawcą książki jest Wilk stepowy, działający przy Bibliotece Elbląskiej im. Cypriana Norwida. Publikacja została sfinansowana ze środków Departamentu Kultury Urzędu Miejskiego w Elblągu. Redakcją tomu zajął się Leszek Sarnowski. Wspominam o tym wszystkim nie bez kozery... Biblioteka, Departament Kultury i jego dyrektor Sarnowski jako redaktor, a książka edytorsko poza szalenie ciekawą okładką zaprojektowaną przez Mariusza Stawarskiego, niestety nie zachwyca. Fatalna i w dodatku bardzo mała czcionka sprawia, że tej poezji do przysłowiowej poduszki nie sposób czytać. Nawet wieczorem przy bardzo silnym świetle mogą być kłopoty z zagłębianiem się w linijki. Boli to tym bardziej, że częstokroć teksty są niezbyt długie i na stronie pozostaje dużo wolnej przestrzeni. Z pewnością wybór czcionki można by darować, gdyby jej rozmiar był większy, przez co łatwiejszy w odczytywaniu. Wszystkie wiersze podzielone na pięć rozdziałów o bardzo wymownych tytułach: "babie lato", "wierzby głowiaste", "nocne oczy", "pożałował kamień" oraz "recepta na radość". Podtytuły doskonale oddają klimat wybranych tekstów.

Bardzo często w wierszach Peplińskiej podmiot liryczny nawiązuje do znanych z literatury czy historii postaci kobiecych, mocnych i jaskrawych symboli jak np. w tekście pt. "over": "pomiędzy udami Wisły/ zaciskam ciepło/ nasz dom i całe poddasze/ twoja polska Penelopa/ i wszystko co nasze". Osadzone w krajowych realiach poprzez wprowadzenie królowej naszych rzek, jednocześnie nawiązujące do kobiety-kochanki z rozsuniętymi udami, w których symboliczny dom i zawołanie z hymnu harcerskiego dopinają ten utwór. Tak więc będą odwołania do starotestamentalnej Judyty czy do Alicji od dwu światów po różnych stronach lustra. Wszak nasza kultura wywodzi się z basenu Morza Śródziemnego, więc takie konteksty są bardzo dobre i należy z tej skarbnicy czerpać, jeśli się tylko potrafi je odczytać po swojemu, na nowo, inaczej.

Kobiecością epatują także inne wiersze przesycone erotyzmem, nawet jeśli erotykami nie są: "zamykam w biodrach/ tłusty tydzień", wyznaje peelka w wierszu "bieda". W tekście "poranek w łóżku" czytamy: "odnajdziesz mnie/ w pomiętej pościeli/ razem z pamięcią/ gorącego wieczora", tu wszystko jest z pozoru bardzo czytelne i jednoznaczne. Peplińska jednak lubi zaskakiwać i wprowadzać czytelnika w stan co najmniej zdziwienia, bo odczytać ją można zupełnie inaczej i tak w cytowanym powyżej wierszu, wychodząc ze wspólnego, na pewno używanego łoża, dochodzimy do puenty: "i powiesz/ jak co rano/ co za cholerny krawat!".

Są w wierszach Ani motywy rozstania, tęsknoty, zranienia i każdy może je odczytać po swojemu, w zależności od doświadczeń w tym temacie... W "babim lecie w girlandach" dedykowanym Małgosi czytamy: "rosłaś w słońcu/ z głowa wysoko/ za ptakami/ z ptakami/ odpłynęłaś/ a tatarak jeszcze się kołysze", są więc marzenia i odejście z rodzinnego gniazda, i ponownie jest zaskakujące zakończenie. Takie właśnie niejednoznaczności, niedopowiedzenia, niedookreślenia są znakiem rozpoznawczym dla autorki. W "roztopach" podmiot liryczny wyznaje wprost: "najsilniej bije proca/ z której strzela ktoś bliski" - prawda stara jak świat, o której czasem warto sobie przypomnieć, że to właśnie słowem najbliżsi są w stanie dotknąć nas najboleśniej. Słowo jako figura retoryczna pojawia się w wielu tekstach Anny, choć za każdym razem wpisane w inny kontekst. I tak w "ziarnie" czytamy: "pierwsze słowo wepchnęli do gardła/ drugim zadławiłam się sama/ odstawiona od piersi/ ssałam pełne garści strachu/ dwie matki jak cielę". W kolejnym tekście czytamy "odpłynęły skrzydlate słowa", gdzie słowo jest nie tylko symbolem, ale jednocześnie przypisane jest jako atrybut literatów, do których przychodzi, przyfruwa lub pozostawia twórcę na pustyni bez natchnienia, w stanie spoczynku twórczego. W wierszu "słowa" Peplińska wyznaje: "zamknięte w kopercie/ trą się szeleszczą/odbierając sobie powietrze". Jakże pięknie można napisać o liście, pamiętając, że on także składa się ze słów, a słowem jesteśmy w stanie uskrzydlić niemal tak samo łatwo jak i udupić, pogrążyć, a nawet zabić... U Anny jednak więcej pozytywów niż negatywnych zjawisk i sytuacji. "Wystarczy słowo/ a odnajdą się usta", ta puenta tchnie optymizmem i napawa erotycznym uniesieniem, bo wszak pocałunek na ogół jest zapowiedzią czegoś więcej niż tylko pieszczota. W wierszu "tęsknica" wyczytujemy kolejna prawdę, ubraną przez poetkę w nową sukienkę: "twoje słowa jak liście/ szepczą pod powieką/ zasnąć nie dają"... Oj tęsknimy po wielokroć, przywołując w pamięci wypowiedzi ukochanej osoby. Bezsenność i marzenia potęgują naszą nostalgię, każdy taki stan przeszedł, przechodzi, lub będzie przechodził, nie może być inaczej.

Jakże pięknie i trafnie pisze poetka o codzienności, „trzymam się kurczowo sufitu/ na dole pasożyt woła mamo/ mąż daj trochę zachwytu/ fryzjer się upomina/ odkurzacz wyciąga szyję”. Oczywiście nie należy utożsamiać autorki z opisywanym światem poetyckim, w którym dziecko określa się mianem „pasożyt” (bardzo mi się to podoba, może dlatego, że poza kilkoma wyjątkami nie przepadam za dziećmi). To zdecydowanie nie świat Anny, wszak ona zawsze wystylizowana kolorystycznie, wystrojona w korale lub brosze kwiatów dobrane do garderoby i za każdym razem finezyjnie uczesana, nawet jeśli wiatr tarmosi jej fryzurę, to tylko na tyle, na ile ona sama pozwala i jest to nadal fryzura artystyczna, wszak na artystycznej głowie wyczesana.

W wyjątkowy i ujmujący sposób pisze Peplińska o poezji, z ogromnym dystansem do siebie samej i do swojej twórczości. W wierszu pt. „najbezpieczniej jest chodzić środkiem” czytamy: „tak więc świat uprawiają idioci i poeci/ używając kamienia filozoficznego/ puszczają nim kaczki w mętnej wodzie/ wytyczają kręgi bezwzajemności”... Poeta jeśli nawet twierdzi, że jest osobą mocno stąpającą po ziemi, to ma przynajmniej momenty chodzenia z głową w chmurach. Poeci poprzez swoją wrażliwość, a ja śmiem powiedzieć nawet więcej – nadwrażliwość, świat i wszelkie zjawiska odbierają ze zwielokrotnioną intensywnością. Przyrównanie poetów do idiotów, którzy zajmują się sprawami tego świata jest szalenie intrygujące, bo wszak nie politycy tym się interesują, politycy uprawiają politykę, zajmują się obsadzaniem stołków, generują koszty. A idioci, których wbrew pozorom na szczęście jest jeszcze sporo na ziemi, zajmują się pisklętami, które wypadły z gniazda, wielorybami wyrzuconymi na brzeg oceanu, bezdomnymi kotami, głodującymi dziećmi w Etiopii, zbieraniem ciepłej odzieży i środków przeciwbólowych dla braci Ukraińców. To ci tzw. „idioci”, którym „chce się chcieć/ stara latarnia co wieczór/ witać będzie swojego latarnika/ ufnym uśmiechem” i poeci zauważający oraz opisujący owe zdarzenia czy zjawiska, oni mają moc sprawczą i siłę, i ochotę, aby zbawiać świat, aby naprawiać to, co zepsuli inni. Peplińska zdecydowanie jest w obu tych kręgach, jest w takim samym stopniu pozytywną idiotką, jak i świetną poetką, i oby na długie lata pozostawała w tak doskonałej kondycji psychofizycznej, oby zauważała sprawy nawet najmniejsze i z taką niesztampową pomysłowością o nich pisała, dzieliła się z nami, swoimi czytelnikami tym, co w świecie uwiera, przeszkadza, nie pasuje do wyimaginowanego obrazu sielskiej radości bycia. Któż inny jeżeli nie poeta lub święty pisałby o „cerowaniu nadpalonych skrzydeł”?

Kreśli poetka obrazy bardzo malownicze, czytając jej teksty, nie sposób sobie nie wyobrażać światów, wizji, a nawet gdy pisze o sprawach bardzo prozaicznych, to robi to w sposób wyjątkowy, „goni mnie deszcz/ muszę uciekać” wyznaje w wierszu zatytułowanym „w drodze do słońca”. O deszczu wielu wcześniej już pisało, że np. biegają między kroplami, albo stają w strugach deszczu, by nikt nie widział, że płaczą, czy też że stają w otwartym oknie, by obserwować, jak deszcz rozbija się o bruk ulicy... Peplińska najzwyczajniej ucieka przed goniącym ją żywiołem i ja to widzę oczyma wyobraźni... W „żywocie kamienia niepoczciwego”, więc już sam tytuł sugeruje jakieś starcia, peelka puentuje: „bo twój grzech/ nieodpuszczony/ kaczki puszcza/ w mętnej wodzie”. Znowu jest proza codzienności jakże powszechnej między współczesnymi, grzech, najprawdopodobniej cudzołóstwa, albo innej formy zdrady. Grzech na tyle dotkliwy, że nieodpuszczony i powodujący, że źródło życia, woda staje się mętna. Mętna woda nomen omen, jest kolejną figurą, do której chętnie poetka sięga.

Anna Peplińska z ogromną łatwością i umiłowaniem przywołuje obrazy z dzieciństwa. Wychowana na wsi żuławskiej pod Tczewem, chętnie na wieś powraca i w rzeczywistości, i w swoich utworach. W wierszu „wielorzecze” (pisanym poniekąd na zamówienie organizatorów Festiwalu Literatury Wielorzecze w Elblągu) czytamy: „Moje umiłowanie wolności wzięło się z przestrzeni/ krainy płaskoziemia z widnym krajobrazem/ gdzie w polu bierze początek i kończy się tęcza/ pośród wierzb głowiastych osadziłam swój dom”. Dalej w tym samym wierszu czytamy: „Wracam po sól na ustach pomorskiego wiatru/ do zamkniętych łukiem ramion widnokręgu/ wiślanych trybun wałów z widokiem na mosty/ sięgające doświadczeń drugiego ich brzegu”. Kto choć raz przez Tczew przejeżdżał pociągiem czy też samochodem, kto przejeżdżał przez Wisłę w tym mieście, musi pamiętać wyjątkowe w swej ażurowej konstrukcji mosty, wieżyczki wspierające, na których i kolejowy, i drogowy są rozpięte. Dobrze jest mieć w pamięci takie obrazy-wspomnienia, do których zawsze można się odwołać, gdzie można się skryć, by poczuć się ponownie dzieckiem, ponieważ „we mnie wciąż mieszka marzenie dziecka”. Jakże to cenna umiejętność czy może jednak dar, by w wieku dorosłym znajdować w sobie pokłady dziecięcej ufności, radości i marzeń. Tutaj można się także doszukiwać kolejnych wątków autobiograficznych, bo owe dwa brzegi rzeki, to nie tylko brzegi Wisły spięte mostami, to także dzieciństwo i czas obecny, wiek dorosłości. Do podobnych doświadczeń odwołuje się autorka w wierszu „gniazdo”, gdzie niemal od razu czytający powinien mieć skojarzenie z domem rodzinnym: „pamiętasz jak w wierzbie uwiliśmy gniazdo?/ pierwszy pocałunek zawstydzone wiersze/ pamięć odgrzebuje miłosne parlando/ i tamte melodie zagrane przez świerszcze”. Muszę się odwołać także do wiersza, od którego wziął się tytuł tomiku, w którym poetka napisała: „podkasana wierzba żuławska baba/ rozsiadła się nad rowem i z horyzontem gada”. Wierzby żuławskie, jednak inne niż na przykład mazowieckie, są kolejną figurą retoryczna, po którą Anna sięga dość często. Wierzby, w których osadza nie tylko gniazda ptaków, ale także zasiedla w nich anioły.

Wiersz, który bardzo mnie poruszył z dwóch powodów, po pierwsze dedykowany jest ukochanej wnusi Lidzi, po wtóre jest szalenie obrazowo nakreślony słowem, jest tekst „dwa jabłka”, w których zostało napisane: „tylko dwa jabłka bliziutko siebie/ dziadek i babka wiszą na drzewie” (…) dalej czytamy: „i kiedy zima pachnie jabłkami/ babcia i dziadek znów razem z nami”. Często utwory Ani są rytmizowane, czasami zdarza się również poetce posługiwać rymem, i choć osobiście go nie lubię, gdyż uważam, że współcześni nie są w stanie dorównać w tym temacie Asnykowi czy Konopnickiej, to jednak rymy Peplińskiej są bardzo przemyślane, niesztampowe, nieoczywiste.

Poruszające są jeszcze dwa wiersze, w których autorka odwołuje się do swoich doświadczeń zawodowych. W „nocnych oczach” napisała: „w sali sto osiem/ schylona nad człowiekiem/ pani od siedmiu trosk/ i siedmiu boleści”. I troski, i boleść, i owa sala, a także cyfra siedem, są wymuskane w słowie poetyckim. Niczego w tym wierszu nie ma za dużo, ani za mało, wszystkiego jest akurat, aby poruszyć, aby otworzyć wrażliwość czytelnika. Prawda jest taka, że nie ma znaczenia, czy to sala domu opieki społecznej, domu dziecka, samotnej matki, poprawczaka, więzienia, hospicjum czy szpitala. We wszystkich tych i podobnych instytucjach bywają ponumerowane sale, które są zamieszkałe przez ludzi ze swoimi troskami i boleściami. Dobrze, jeśli jest ktoś, kto się nad mieszkańcami takich sal pochyli, choćby po to by wysłuchać, potrzymać za rękę, pobyć przez chwilę jak człowiek z człowiekiem. W wierszu eutanazja czytamy: „dni mu odmierzał/ stukot drewniaków/ czekał cierpliwie/ pokornie wierzył/ że dobry Pan Bóg/ doświadcza go miłością/ nagle w ten rytm/ wkradł się niepokój/ w białym kitlu/ czy to wąż-szatan/ czy wąż Eskulapa?/ ale potknął o ufne oczy/ i rozbił/ szklane serce”. Wiersz wstrząsający i poruszający, może być głosem w ogólnoeuropejskiej czy właściwie ogólnoświatowej dyskusji o eutanazji. Może być także obrazem przejścia, w którym przedstawiciel służby zdrowia, lekarz lub pielęgniarka, zamienia się strojem ze śmiercią, owym białym kitlem...

Częstym tematem dotykanym przez Peplińską jest miłość, o której tylu poetów napisało już tak wiele. W wierszu „i pożałował kamień” Ania jest jednak świeżo odkrywcza, nie pisze sztambuchowo, ani w sposób oczywisty: „Panie Boże, proszę, nie doświadczaj mnie miłością. Ona jest niepokojem,/ wiecznym niespełnieniem. By nie przyszła, nie strawiła reszty zmysłów./ A najbardziej o wytrwanie, żebym węża na własnym łonie nie musiała ranić,/ bo to stworzenie boże, jak ja zmęczone./ Proszę o pokój i spokój...” Któż wężem kusicielem by się przejmował, któż by się martwił tym, że może go zranić, że jest to także stwór boski, zmęczony podobnie jak człowiek? W tym miejscu chyba jednak muszę „nakrzyczeć” na poetkę. Jeśli jestem jako czytelnik w stanie zaakceptować, że w niektórych utworach stosuje znaki przystankowe, inne natomiast są całkowicie pozbawione choćby jednego przecinka czy kropki, o tyle potwornie przeszkadza mi, że w większości wierszy, podobnie jak w samych tytułach, autorka nie stosuje wielkich liter. Są jednak teksty z wielkimi literami i tu mam dylemat, czy pisane na przestrzeni dłuższego okresu czasu i szukała Anna najlepszej dla siebie formy zapisu literackiego, czy inny czort. Zastanawiam się nad takim drobiazgiem, zatrzymuje się, choć pewnie nie warto, bo znakomita większość wierszy jest wysmakowana, dopracowana, wysublimowana i nieoczywista. Coś mi jednak zgrzyta z tymi wielkimi literami...

Wiersz składający się ze słów, pomijam tu wszelkie ozdobniki, parabole, symbole, epitety i wszystkie inne kunsztowne rzeczy, wiersz to przede wszystkim słowa. Słowa biorą się z myśli, z doświadczeń, przeżyć, obserwacji. Nawet jeśli coś wyjątkowego zauważę, to w myślach muszę ubrać to w słowa. Myślom Peplińska poświęca w swych wierszach także odrobinę uwagi. W wierszu „mysz mi wpadła do głowy” pisze: „w królestwie moich myśli/ nie będzie buszować/ pierwsza lepsza mysz”. Niemal natychmiast w wierszu obok autorka jakby sama sobie odpowiada: „moje myśli nie czekają/ zamykam je szybko w słowa/ by nie ubiegli mnie inni”. Jakże często zdarza się tak, że czytając jakiś utwór, myślisz sobie, jakie to genialne, czemu ja na to nie wpadłam, nie wpadłem... Czyżby uprawianie literatury było swoistym wyścigiem między literatami?... Raczej nie, myślę, że najprościej literaturę można podzielić na dobra i złą. Jeśli jakiś utwór jest taki sobie, jest słaby, to znak, że autor powinien jeszcze popracować nad warsztatem, może nie wszystko, co napisze od razu musi publikować, może spotykać się z innymi piszącymi, by dzielić się tym, co napisał i uważnie oraz pokornie słuchać konstruktywnej krytyki, słuchać uwag. Wiele tekstów Anny Peplińskiej wzięło się z takich szlifów, z warsztatów Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego, którego jest silnym ogniwem, czy też z wirtualnych na portalu poetyckim.

Na zakończenie zestawienie dwóch tekstów zahaczających o prawdy eschatologiczne. W wierszu „wiara” czytamy: „dryfuję jeszcze/ wierząc w cud Jonasza”... Dryfuję, a więc płynę bez sterów, bez wyraźnego kierunku, tam gdzie mnie wiatry poniosą i dodatkowo silna symbolika biblijnego Jonasza, który żył we wnętrzu wielkiej ryby. Takie nasze ludzkie dryfowanie w ciemności, mimo wszystko pozostaje odrobina wiary w zbawczą moc cudu, odmiany losu. Na drugiej szali postawiłbym wiersz „nie wierzę”, w którym autorka napisała: „nie wierze w przyjaciół/ mówię ze łzą w oku/ gdyś na świeczniku/ jak ćmy się garną/ lecz kiedy zgaśniesz/ mają święty spokój”... Któż z nas nie doświadczył takich fałszywych przyjaciół, którzy garnęli się do nas, bo sukces za sukcesem, bo sława i pieniądze, bo szalone – zwariowane życie, bo piękna kobieta u boku, albo przystojny i inteligentny mężczyzna... Któż z nas nie doświadczył, że tzw. „przyjaciele” odwrócili się od nas, gdy zdobyli naszą ukochaną lub ukochanego, działając na zasadzie psa ogrodnika, któż nie został sprzedany za przysłowiowe Judaszowe srebrniki? Szczęśliwi ci, którzy na takich „przyjaciół” nie trafiają wcale lub jeśli już to rzadko. Takiego szczęścia autorce, sobie i wszystkim czytającym książkę Anny oraz moją recenzję życzę. A że po „Żuławską babę” pomimo kilku drobnych mankamentów warto sięgnąć interesujących się współczesną poezją nie muszę specjalnie namawiać, tych zaś, którzy jeszcze nie odkryli uroków w obcowaniu z poezją, może przekona właśnie ta książka, zamykająca się limerykiem pt. „triumf”: „raz w bibliotece gość dość oczytany/ zajrzał w pożółkły tomik z wierszami/ kartka zagięta/ ktoś chciał pamiętać?/ triumf poezji to niesłychany”. Triumfuj Anno Peplińska, triumfuj, bo piszesz pięknie, czasami oszczędnie w słowie, czasami wylewnie, za każdym razem mądrze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Panie Wiesławie, dziękuję za 5, śródtytuły, czy zdjęcia wklejone w tekst, są przeze mnie jeszcze nie ogarnięte, jestem świeżynką jeśli chodzi o publikowanie na wiadomości24

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dałem "5" za tekst.
Jedynie mała uwaga i prośba o zastosowanie w tym długim artykule podziału na 2 podstrony lub wprowadzenie śródtytułów, które ułatwią zrozumienie tego skądinąd ciekawego wywodu recenzenckiego!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wcześniejszą recenzję także przeczytałam. Zrobiłam wpis pod tekstem. Polecam artykuł Czytelnikom wiadomości24. Tym, którzy kochają poezję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję pani Małgosiu, za pochylenie się nad tekstem, doczytanie do końca i pozostawienie śladu :-) to miłe, jak inni doceniają i chwalą :-) polecam moja wcześniejszą recenzję, "BoSej" Bogumiły Salmonowicz, chyba nawet nieco dłuższa link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powyższy tekst to najdłuższa recenzja ( analiza wierszy ) jaką dane mi było przeczytać na tym portalu. Bardzo ciekawa, wnikliwa analiza, ukazująca w równym stopniu wyjątkowy rodzaj wrażliwości tak poetki jak i recenzenta. Podwójne gratulacje:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.