Facebook Google+ Twitter

"Autostop, autostop, wsiadaj bracie, dalej, hop!"

Mapa w rękę, parę awaryjnych złotówek w kieszeni, skarpetki na zmianę i… ruszamy! Czeka nas szeroki świat, nieznane miejsca, intrygujące osoby!

Niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie spróbował tego ryzykowanego sposobu podróżowania. Mogę się założyć, że takowych osób jest niewiele, gdyż przemierzanie tras na gapę jest nieodzownym elementem naszej pięknej i sentymentalnej młodości.

Może was to zdziwi, ale autostop również ma swoja interesującą historię. Ten sposób zwiedzania świata był praktykowany już przez naszych praprapradziadków. Szczególne znaczenie przybrał w okresie PRL. Rokiem przełomowym był 1957. Dlaczego? Otóż wtedy autostop został zalegalizowany, co było sukcesem. Wiadomo, życie w PRL-u nie należało do najbardziej kolorowych i cieszących się wolnością działania. A tu proszę, oddolne próby obywateli wpłynęły na władzę i udało się osiągnąć to, czego pragnęli przede wszystkim ludzie, nie państwo.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Dziennik Bałtycki
W 1957 r. rozpoczęto Akcję Autostop. Popytajcie rodziców i dziadków - na pewno pamiętają, a może nawet brali w niej udział! Każdy kto chciał jeździć na gapę musiał kupić w biurze podróży specjalną książeczkę autostopowicza. Warunkiem było posiadanie książeczki oszczędnościowej PKO z minimalnym wkładem 200 zł (na czarną godzinę). Autostopowicze posiadali kupony, które wręczali kierowcom, w zależności od tego ile kilometrów zostali podwiezieni. Dzisiaj okazję łapie się bez zbędnych formalności. Wystarczą chęci i możesz zwiedzić wiele wspaniałych miejsc.

Podobnie było ze mną. Wieczorem dzwoni koleżanka z pytaniem „Gdzie jedziemy?”, odpowiedź spontaniczna - „Bieszczady” i dnia następnego rozpoczynamy naszą wędrówkę. Pieniędzy wiele nie potrzebowałyśmy – bo po co? Podróż gratis, jedynie parę groszy, by coś zjeść oraz mieć za co opłacić miejsce na polu namiotowym. Wyruszałyśmy ze Śląska. Nocleg nad Soliną. Spóźniłyśmy się, bo weekend wcześniej był festiwal Bieszczadzkie Anioły, gdzie grał lubiany przez nas SDM. Następnie musiałyśmy parę kilometrów podjechać autobusem, ale nie obyło się bez niespodzianek, gdyż razem z nami jechał ojciec Edyty Górniak – rozśpiewany Cygan. Z Sanoka dotarłyśmy na stopa do wsi Rytro położonej w Beskidzie Niskim nad Popradem. Tam kolejny nocleg. Miejsce naprawdę śliczne – górskie, malownicze! W kolejnych dniach przemierzyłyśmy Słowację, dotarłyśmy do Tatr, przekroczyłyśmy polska granicę, a potem przespałyśmy się w Bukowinie Tatrzańskiej. Zanim jednak dotarłyśmy na miejsce miałyśmy dylemat gdzie się zatrzymać. Robiło się już ciemno, chłodno, a my utknęłyśmy gdzieś na Słowacji. Chciałyśmy rozbić namiot na polu, gdzie obok płynął uroczy strumyk, ale dusza globtrotera pognała nas dalej.

Pisząc o podróżach autostopem nie sposób pominąć bohaterów drugoplanowych naszej wycieczki, a mianowicie łaskawych kierowców, którzy nas podwozili. Były to przeróżne osobowości. Od rozgadanych filozofów, którzy przekonywali nas, że nadzieja umiera ostatnia, po robotnika, któremu chyba pecha przyniosłyśmy, gdyż ledwo nas wziął ze sobą, dostał 100 zł mandatu. Skorzystałyśmy również z wycieczki ciężarówką. Ciekawe doświadczenie - siedzisz wysoko, ponad wszystkimi. Zabawne, ale najciężej to chyba było wspiąć się na siedzenie. Innym razem wiózł nas prawdziwy Werter – zakochany chłopak słuchający utworów Dżemu, wzdychający nad swym nieszczęsnym losem. Był i pan, który ani słowem się do nas nie odezwał. Ale był też biznesmen, z którym przemierzyłyśmy większość naszej trasy na Słowacji. Ten uprzejmy mężczyzna, na koniec naszej wspólnej podróży, zaprosił nas nawet na kawę do eleganckiej kawiarni. Czułam się trochę niekomfortowo, gdyż z chustką na głowie, rumieńcami na policzkach w brudnych ciuszkach siedziałam i popijałam z gustownej filiżanki małą czarną. Obcokrajowcy również okazali się bardzo pomocni. Na stopa zabrało nas dwóch policjantów słowackich i nawet zademonstrowali nam sygnał koguta policyjnego na dachu. I tak można bez liku wymieniać, opisywać, wspominać.

Podczas takich podróży należy pamiętać o bezpieczeństwie. My miałyśmy ogromne szczęście, bo trafiałyśmy na życzliwych ludzi. Musiałyśmy jednakże niejednokrotnie być czujne i ostrożne. Okazję czasem łapie się bardzo długo, ale nie należy dać ponieść się euforii i wskoczyć do pierwszego lepszego samochodu. To może okazać się co najmniej ryzykowne. Wszelkie dokumenty i pieniądze najlepiej trzymać przy sobie. Plecak również. Nie zabierajcie ogromnych bagaży, tylko takie, które możecie mieć przy sobie cały czas.

To co jest fantastyczne w autostopie to podróże bez bliżej określonego celu. Czasem jedziesz tam, gdzie kierowca. Wysiadasz tam, gdzie ci się rzewnie podoba. Zostajesz w danym miejscu tak długo, jak masz tylko ochotę. Nic nie musisz, nigdzie się nie śpieszysz. Zatrzymujesz się tam, gdzie coś cię nagle urzeknie. Coś pięknego!

Chciałabym polecić każdemu taką przygodę. Kazimierz Wierzyński kiedyś powiedział - "Tylko świat przewędrowany jest coś wart". I miał absolutną rację. Świat zwiedzony na stopa staje się bliższy, bardziej osiągalny. Wtedy niemożliwe staje się możliwe.

Dziękuję Kaju za wspólną drogę… razem zdobędziemy świat!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

A byles kiedys w Beskidzie Niskim?

Komentarz został ukrytyrozwiń

masz rację Rudy, moje przeoczenie. Rytro leży w Beskidzie Sądeckim :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy Rytro nie leży przypadkiem w Beskidzie Sądeckim? Jeśli jechałyście z Sanoka, to Niski skończył się na wysokości Krynicy :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+, też jestem fanem autostopu. Trasa Murowana Goślina + Poznań + Warszawa październik 2007:) Zwiedziłem redakcje W24. Super:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.07.2008 21:52

Rozbudziłaś moje wspomnienia, kiedy wyruszyłem z Białegostoku i w Mońkach (40 km od Białegostoku) zabrała mnie i moją osobę towarzyszącą ze sobą Pani i zapytała "a tak w ogóle gdzie jedziecie?" a my "Na Hel". Była mocno zdziwiona bo to były lata świetlne od Helu :)
Dostajesz plusa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

rozumiem że autostop ma swoją historię, ale czy sięga czasów naszych praprapradziadków? Nie jestem może młodzikiem, ale starcem też nie. Odliczając Twoje 3x "pra" jak nic wypada XIXw. A wtedy to co najwyżej furmakostop czy dyliżansostop (wersja dla dostatniejszych) funkcjonował, ale czy ktoś zdawał sobie z tego sprawę? :)))

Co do samego tekstu trochę się zgubiłem, początek wyglądał mi na historię autostopu, potem się okazuje że to przydługi (trzy akapity) i mało konkretny (zbyt mało faktów, pojawia się jedynie magiczny rok 1957, za to aż dwa razy) wstęp do opisu własnych autostopowych przygód. Wyszło jakoś chaotycznie.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Ja też lubię jeździć autostopem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.