Facebook Google+ Twitter

Avatar, Oskary i amerykańska bajka

Avatar, uznawany za największego przegranego ostatnich Oskarów. Wielu krytyków podkreśla, że wygrał film "gorzkiej prawdy" z "amerykańską bajką". Cóż, ja ten film odebrałam inaczej. Dla mnie to najdroższy film o ekologii w dziejach kina.

Zanim pozwolę sobie przybliżyć Wam mój punkt widzenia, kilka zdań na temat Oskarów. Fakt nie otrzymania tego najważniejszego w kinematografii amerykańskiej wyróżnienia nie świadczy o randze filmu. W historii znanych jest wiele przypadków, gdy "wielcy przegrani" są wpisani na stałe w historię kina, a ci "odznaczeni" czasami giną zapomniani w mrokach historii. Trudno oceniać mi film "The Hurt Locker", z uwagi na jego brak w polskiej dystrybucji kinowej.

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Academy_Awards_1988.jpg / Fot. WikimediaWięc robić tego nie będę. Dla mnie Avatar jest filmem - kamieniem milowym. Z uwagi na technikę i efekty specjalne. Mimo, źle ocenianej pewności siebie czy jak inni wolą pychy J. Camerona, jest to istotny film w dziejach historii kina. Sztab speców przygotował perfekcyjny wizualnie obraz, który znacznie podniósł standardy kina w kwestii tego co nazywamy "efektami specjalnymi".

Ważne i godne podziwu jest to, iż świat przedstawiony w Avatarze jest w pełni wykreowany od podstaw przez jego twórców i specjalistów z takich dziedzin jak biologia, genetyka, fizyka. Sama historia jest prosta, ale nie prostacka. Prostotą płynącą ze specyficznej konstrukcji baśni magicznej. Nie znających tematu interpretacji baśni zapraszam do lektury publikacji Bruno Bettelheim'a i Władimira Proppa. To standardy. Poza tym, na pytanie co jest ważniejsze sama historia czy sposób jej przedstawienia odpowiedziała już chyba dawno, dawno temu Szecherezada. Tak, ta sama która snując misterną nić opowieści ogólnie znanych baśni zaczarowała swoją Śmierć.

Dziwią mnie recenzje niektórych krytyków, którzy uważają historię z Avatara typową amerykańską bajką. Nie jestem "bardzo ważnym krytykiem, który wszystkie filmy zjadł", ale dostrzegam wyraźną różnicę między dotychczas prezentowanym światem i zakończeniem w "typowych amerykańskich bajkach" a tym co zobaczyłam w filmie Camerona.

Zaczynając od nazwy planety. Pandora. Pierwsze skojarzenie z "puszką Pandory", może wywołać refleksje dotyczące zrozumienia tego związku frazeologicznego. Puszka ta to nic innego jak źródło wielkich nieszczęść. Co staje się gdy zostaje otwarta? Dla cywilizacji człowieka z Ziemi, nie szanującego własnej matki, nowa planeta jest mocno problematyczna. Staje bowiem przed problemem bycia zbędnym elementem, odpadem, śmieciem w świetnie funkcjonującym świecie symbiozy między gatunkami a nie prawa silniejszego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.