Facebook Google+ Twitter

„Avengers 3D” w kinach

Bóg Wikingów, Thor, obok człowieka w superskomputeryzowanej zbroi Iron Mana? Już to zestawienie powinno starczyć za recenzję odstraszającą. „Avengers” są wymarzoną przez Witkacego sztuką czystej Formy (bez treści).

Eustachy Rylski spytał retorycznie, jak pokoleniu posługującemu się ipodami i odtwarzaczami mp3 mówić o tym, że Jezus zmartwychwstał? Jak złączyć
niebo z ziemią. Ale też jak widzowi Iron mana, człowieka o supernowoczesnym kostiumie, wrzucić do jednego filmu postać mitologiczną, boga Thora, odwołującego się do zupełnie innego kodu kulturowego?

Na to absurdalne pytanie odpowiada w filmie trzecia postać – Kapitan Ameryka (Chris Evans): „wierzę w innego Boga, który trochę inaczej się ubiera” – nie tylko osadzając system wartości potencjalnego odbiorcy w ryzach, ale samemu jako postaci kpiąc z filmu, w którym występuje. Kapitan Ameryka, sam zresztą ubrany nie lepiej, wyjęty jest ze stanu hibernacji, jako że ostatnio walczył w czasach II wojny światowej z hitlerowcami, a teraz ma stanąć w szranki z kosmitami z innego wymiaru, którzy też chcą przejąć władzę nad ludzkimi umysłami, więc nie ma dużej różnicy.

Kosmici jako następcy hitlerowców? Kolejny żart, dzięki któremu twórcy uciekają od logicznych dziur. „Avengersi” nie są nijak filmem serio. Trudno zresztą traktować serio film o gromadzie indywiduów, z których cieszący się największym respektem Hulk zamienia się z manierycznego inteligenta w agresywnego mięśniaka, który staje się zielony i silny bynajmniej nie dzięki kolorom szalika Legii.

Ktokolwiek wpadł na pomysł „Avengersów”, robił sporo przedtem, żeby dać zaistnieć każdej z filmowych postaci. I tak naprawdę aż czwóra z bohaterów występowała wcześniej w pojedynczych filmach, Iron Man (Robert Downey Jr.) nawet w dwóch, Hulk też w dwóch, jeno że za każdym razem zmieniał się nie tylko w zielone monstrum, ale z Erika Bany w Edwarda Nortona, a teraz w Marka Ruffallo.

No i oczywiście drużyna dobrych jak zwykle jest nadreprezentowana. Iron Man, Kapitan Ameryka, Hulk i Thor mają jeszcze za sojuszników niejaką Czarną Wdowę (Scarlett Johansson) i jej chwilowo błądzącego, ale szybko się nawracającego Hawkey'a (Jeremy Renner, przyszły Bourne). O kapitanie organizacji T.A.R.C.Z.A. (oczywiście Samuel L. Jackson), tworzącym grupę Avengers, nie wspominając.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.