Facebook Google+ Twitter

Awans do Ligi Mistrzów byłby jak samobójczy gol

W środę stało sę jasne, że Lech nie zagra w fazie grupowej Champions League. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że awans któregokolwiek z polskich klubów do tych elitarnych rozgrywek przyniósłby więcej złego niż dobrego.

Panuje powszechne przekonanie, że gdy w końcu polska drużyna przebije się przez eliminacje do Ligi Mistrzów, w kraju nad Wisłą wreszcie zapanuje piłkarska normalność. Podniesie się poziom w polskiej lidze, przełoży się to na sukcesy reprezentacji. Coraz bogatsze kluby będą się rozwijać i doganiać europejską czołówkę. Nic bardziej mylnego.

Poziom sportowy
Nie zawsze gra w LM podnosi poziom zawodników, klubu, całej ligi i przekłada się na wyniki reprezentacji. Dzieje się tak w przypadku drużyn/lig, które notorycznie grają w LM. Jednorazowe występy nie dają nic poza złudzeniem, że będzie lepiej. Gdy w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku najpierw Legia, a potem Widzew zagrały w fazie grupowej Pucharu Mistrzów, reprezentacja miała fatalny okres. Cyklicznie odpadaliśmy w eliminacjach, czy to do Mistrzostw Świata, czy Europy. I jeszcze przez kilka lat po awansie Widzewa na europejskie salony taki stan rzeczy się utrzymywał. A warto podkreślić, że zarówno w Legii jak i Widzewie grali wtedy niemal wyłącznie Polacy. Co więcej, gdy całkiem niedawno najpierw Wisła Kraków, a potem Lech występowały w fazie grupowej dawnego Pucharu UEFA, reprezentacja po raz pierwszy od lat zagrała katastrofalnie w eliminacjach do Mistrzostw Świata, zajmując przedostatnie miejsce w niezbyt silnej grupie.

Podobnie rzecz ma się w innych krajach. W ubiegłym sezonie w fazie grupowej Champions League zagrały tak egzotyczne drużyny jak VSC Debreczyn, czy Maccabi Hajfa. Jak wygląda sytuacja w tych klubach dziś?

Madziarze w tegorocznej batalii o LM ledwo uporali się z dobrze znaną w Polsce Lewadią Tallin, a następnie odpadli z przeciętną FC Bazyleą. Drużyna z Hajfy walczyła już "tylko" o Ligę Europy, ale przegrała z ... Dynamem Mińsk !!!
W reprezentacjach Węgier oraz Izraela też wielkiej rewolucji nie odnotowano.

Coraz bogatsze kluby będą się rozwijać
Za sam awans do fazy grupowej Champions League klub otrzymuje ok. 5 milionów Euro. Oznacza to, że można przegrać wszystkie sześć meczy, a i tak budżet klubu z naszej rodzimej ekstraklasy zostanie niemalże podwojony. Tylko czy polskie kluby pieniądze z zysków przeznaczają na rozwój drużyny? Ostatnie lata pokazują, że nie. Co więcej, dzieje się wręcz odwrotnie. Już dziś mówi się o tym, że polskie kluby dysponują pieniędzmi podobnymi do tych, co zespoły z Grecji, czy Austrii. Jednak polityka finansowa jest już bardzo odmienna. Po pierwsze na próżno szukać wśród polskich drużyn ośrodków treningowych z prawdziwego zdarzenia. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro np. szkolenie młodzieży stoi na wyjątkowo niskim poziomie.

Jeszcze gorzej wyglądają transfery. Gdy tylko którykolwiek z zawodników grających nad Wisłą wznosi się ponad ligową szarzyznę, niemal natychmiast zostaje sprzedany. Często z niemałym zyskiem, lecz przy transferach do polskich klubów gotówka nie jest już tak chętnie wydawana. Skoro więc kluby pieniądze pozyskiwane z transferów " przejadają", a nie inwestują w przyszłość, jaka jest szansa, że z milionami od UEFA stałoby się inaczej? Żadna, gdyż tymi pieniędzmi zarządzaliby ci sami ludzie.

Kto zatem zyskałby na awansie do Ligi Mistrzów?
Paradoksalnie najwięcej zyskaliby ci, którzy niszczą polską piłkę od lat.
PZPN , a zwłaszcza wydział szkolenia, który przez następne 30 lat trąbiłby o wielkich sukcesach polskiego trenera, nad którego wyszkoleniem czuwał ów organ.
Trenerzy, którzy co roku po porażkach w coraz gorszym stylu z coraz słabszymi rywalami za taki stan rzeczy obwiniają dziennikarzy, murawę, pogodę, tylko nie siebie.
Piłkarze, którzy już teraz zdaniem wielu są mocno przepłacani. Po ewentualnym awansie "ojcowie sukcesu" żądaliby podwyżek, premii i pieniędzy za podpis pod nowym kontraktem.
Działacze, którzy rokrocznie hurtem sprowadzają podrzędnych grajków z Brazylii, czy Bałkanów, a po ewentualnym awansie kazaliby zapomnieć o kilkunastu nieudanych transferach i skupić na tym jednym, ostatnim, ale dobrym.

Polska piłka jest chora. Poważnie chora. Jednorazowy awans byłby jak naklejenie plastra. A tu trzeba leczyć cały organizm od wewnątrz. Polskiej piłce nie trzeba kontaktu ze zdrowymi organizmami, tylko izolatki, w której będzie mogła spokojnie odrodzić się od podstaw. A my kibice wytrzymamy. Wytrzymaliśmy 14 lat, wytrzymamy i dłużej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.