
„Maria Awaria” to całe przedsięwzięcie – efektem 15-miesięcznej pracy jest płyta, książka „Maria Awaria. Bezwstydnik” oraz… – 16 kilo na wadze, bo tak pasowało do zbuntowanej Awarii – twierdzi artystka.
Choć płyta jeszcze niewydana – już o niej głośno. Kilka wywiadów do poczytnych gazet plus jeden – z powodu którego program Kuby Wojewódzkiego przesunięto o pół godziny (lub też zastosowano sprytną strategię marketingową) – lepszej reklamy chyba nie mogła sobie wymyślić!
Komentarze zróżnicowane – "To jawna drwina z pięknego polskiego tańca ludowego i dumy mieszkańców Kujaw" – gotuje się rodzimy tabloid na „Hujawiaka”. – Pierwszą płytą sama sobie postawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Do dzisiaj nikt jej nie przeskoczył – docenia serwis plotek.
Artystka doskonale zdaje sobie sprawę, że teksty typu:
A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa
dziko rosnącego nieba
„Kobiety pistolety”
Mogą być skandalizujące… ale właśnie o to chodzi! Swoje ociekające seksem piosenki traktuje jako oręż w walce z hipokrytami religii, która przecież nie zakazuje mieć wzwodu, napletka, czy po prostu „mokro” („Mi mokro” był pierwotnym tytułem płyty… oczywiście ocenzurowanym). Peszkówna wierzy jednak w swojego odbiorcę: – Ludzie są o wiele bardziej inteligentni i otwarci niż decydenci, mówiący, co wolno puszczać w telewizji albo radiu.
Za kilka dni występuję na koncercie w telewizji publicznej i oprotestowane (-będą- przyp. aut.) utwory, które chciałam wykonać z nowej płyty. Uznano, że wyraz "arktyczny wzwód" może być obraźliwy dla uszu słuchaczy, co więcej nawet piosenka "Nie mam czasu na seks", która ma już swój żywot ponad trzyletni i która nikomu nigdy nie przeszkadzała, jest zbyt trudna. Polacy i publiczność są absolutnie gotowi na to, o czym ja śpiewam, ale nie są na to gotowi ci, którzy decydują, czego powinni Polacy słuchać i to jest niedobre –
mówi Kasi Rogalskiej.
Maria sprzeciwia się seksualnemu tabu, które katolicy trochę sami sobie wmówili – ale też trochę wszelkim obowiązującym nakazom, konwencjom, mentalnym i kulturowym. Jak sama określa – "To taki mój mały manifest inności w ogóle".
Czy to tylko wulgarne piosenki, czy prawdziwy manifest wolności, inności, protest przeciw: nakazom, zakazom, sztucznej „moralności na pokaz” – okaże się. A czy seks, tak brutalnie odarty z intymności, ze wszystkiego, co niedopowiedziane nadal jest sztuką? – "Moja sztuka nie przylega do rzeczywistości. Biorę ją, przerabiam ją przez maszynkę, którą mam w głowie i wypluwam to –
mówi w rozmowie z Kubą Wojewódzkim. – Ja chciałam spróbować uchwycić radykalność i intymność bez wstydu i kulturowych ograniczeń –
mówi Piotrowi Najsztubowi.
A może dużo bardziej artysta odziera się z intymności śpiewając chociażby o sprawach tak osobistych jak miłość? Może walka z narodowym tabu to walka z wiatrakami, ale kropla drąży skałę…Moim skromnym zdaniem jednak świetnie, że jest na polskim, konserwatywnym rynku muzycznym artystka, która nie musi się stylizować na... w przeciwieństwie do Dody, jest prawdziwą, ostrą jak brzytwa skandalistką, która wie, jak chce zaistnieć... i naprawdę umie bawić się językiem...