Facebook Google+ Twitter

Azari & III zagrali w 1500m2 do Wynajęcia

Apropo nazwy klubu, nie było to wynajęcie, ale raczej zawłaszczenie przez ten nowy zespół ogromnej przestrzeni klubu na jedną noc. Ta relacja to historia powrotu kiczu na piedestały.

1500 m2 do Wynajęcia to wymarzone miejsce dla koncertów niszowych i alternatywnych w takich miastach, gdzie stężenie tej niszy i alternatywy jest dość wysokie, żeby wypełnić wiele pomieszczeń spośród całości tego zagadkowego labiryntu. Tym razem przestrzeń została wypożyczona pod konsekwentne i nieustanne bujanie. Na początek zastrzyk energii zaaplikował Mic Ostap, DJ z ponad piętnastoletnim stażem pracy za dekami - stąd wytworna umiejętność łączenia dźwięków, żonglowania stylami, akurat na rozgrzewkę. Panna znana ze współpracy z Hercules and Love Affair zgarnęła tego wieczoru część publiczności tylko dla siebie - wraz z jej pojawieniem się przy konsolach parkiet zaczął intensywnie gęstnieć, by około 23 po prostu wrzeć do jej muzyki. Kim Ann Foxman to taka DJka, do której mogą spokojnie aspirować młode pretendentki do tego zawodu. Przecudnie wplotła w swój dwugodzinny występ wszystko to, co miłośników nowoczesnych pląsów cieszyć może: dubstepowe rytmy, odwołania do minimal techno, trochę house'u, czyniąc z występy eklektyczną mapę po współczesnej elektronice.

I tak oto gładko z bitu do bitu przeszliśmy do pozycji głównej tego wieczora - koncertu Azari & III. Nie dostarczyli nam samych powodów do zachwytów - trochę turntablistycznej zabawy, żadnych żywych instrumentów, które dla niektórych fanatyków są clue tego zespołu, to dość rozczarowująca decyzja. Ale dla równowagi wokaliści spisali się przecudnie - wokale, często całkiem trudne, wypadły idealnie czysto (upadła też moja wiara w to, że w Azari jednak śpiewa kobieta - ten wokalista ma piękny głos czarnoskórej wokalistki). Skąpani w stroboskopowych światłach i cętkach szklanej kuli słuchacze-tancerze już wówczas oddali się szalonej kakofonii muzyki czerpiącej garściami z tych epok elektroniki, które kiedyś wstyd było wspominać. To jest klucz do sukcesu Azari, bezkompleksowa gra na sentymentach i korzystanie z tak zwanych "guilty pleasures", czyli rzeczy, o których jeszcze do nie dawna nie mówiło się w dobrym towarzystwie. Azari to manifestacja estetycznej wolności, to świadome nawiązanie do kiczu, to uwolnienie słuchacza od moralizatorstwa. Karnawał ma u nich dużą wartość. I chociaż nagłośnienie (bardzo dobre do tej pory) podczas ich koncertu sprawiło, że zamiast zabawy motywami musieliśmy męczyć się z magmową zbitką nadmiernie podkręconych dźwięków i koszmarnych pogłosów, to argument karnawałowy zwyciężył i zabawa była przednia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.