Facebook Google+ Twitter

Azjatyccy rywale Harry’ego Pottera

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-08-01 14:49

Seria książek „Mr. Midnight”, opowiadających o przygodach grupy małych detektywów mających do czynienia z czarami, święci triumfy na Dalekim Wschodzie.

Azjatycką odpowiedzią na serię powieści o przygodach czarodzieja Harry’ego Pottera jest seria książek „Mr. Midnight”. W milionowych nakładach tomy te sprzedają się w Singapurze, Malezji, Wietnamie, Tajlandii, Chinach i Hongkongu. Podobnie jak w przypadku powieści J. K. Rowling opowieści z cyklu „Mr. Midnight” pełne są duchów, nawiedzonych domów, wiedźm i dziwadeł. Są więc na czasie. Niestety, jeszcze nie można ich przeczytać po polsku.

Gotyk dla niewinnych

„Mr. Midnight” już przetłumaczono na wiele języków obcych. Na przyszły rok zapowiadana jest nawet premiera pierwszego filmu na podstawie tej serii - „Mr. Midnight the Movie: My Haunted Holiday” („Pan Północ: Moje wakacje z duchami”).

Historie przygód grupki małych detektywów z serii „Mr. Midnight” pisane są w specyficznym klimacie, odpowiednim dla mentalności młodych czytelników z Azji. Wymyśla je James Aitchison, który na okładkach książek występuje jednak jako James Lee. – Azjatyckie dzieci bardzo się różnią od małych Amerykanów. Mają zupełnie inny system wartości. Dzieci w Azji są bardziej niewinne... To, co może tutaj szokować, kilkunastoletni Amerykanin skwituje beznamiętnie „No i co z tego?” – twierdzi Aitchison. James Aitchison jest Australijczykiem, od dwudziestu lat mieszkającym w Singapurze.

Akcja jego opowieści rozgrywa się w miejscach, które mogą sobie łatwo wyobrazić mali mieszkańcy Kuala Lumpur czy Singapuru. Okładki mają cukierkowe kolory, a liternictwo tytułów wzorowane jest na gotyckim. Trochę przypomina to, co znają wielbiciele książek o Harrym Potterze.

Fałszywi czarodzieje

Od czasu niewiarygodnego sukcesu księgarskiego opowieści Rowling o świecie czarodziei i mugoli wiele osób próbowało odciąć kupony od nowej mody, zwykle naśladując styl Rowling lub wręcz go kopiując. W Chinach ukazała się niespodziewanie powieść „Harry Potter i lampart skradający się do smoka”, czyli fałszywa część przygód bohatera Rowling. Ponoć całkiem sprawnie napisana przez nieznanego naśladowcę. Akcję książki zaczyna magiczna ulewa, która przemienia Pottera w grubego, owłosionego krasnoluda i pozbawia go czarodziejskich mocy. Ostatecznie będzie on zmuszony zmierzyć się z siłami zła w smoczej skórze.

W chińskim Potterze da się bez problemów rozpoznać postaci i lokalizacje z powieści Rowling. Autor wykorzystał też jednocześnie wątki i bohaterów innej kultowej już, powieści fantasy, czyli „Hobbita” Tolkiena. „Lampart skradający się do smoka” w chińskich księgarniach sprzedawany był za równowartość sześciu złotych i szybko znikał z półek.

Równie świetnie rozchodziła się w Rosji powieść Dimitrija Jemeca pod tytułem „Tania Grotter i magiczny kontrabas”. Do czasu gdy nie zareagowała sama Rowling i jej agent literacki. Rzecznik rosyjskiej oficyny Rosmen, która ma wyłączne prawa do wydawania książek Rowling w tym kraju, nazwał powieść o Tani Grotter „poważnym naruszeniem praw autorskich”.

No cóż, nastoletnia bohaterka książki Jemeca ubiera się dziwnie, lata na magicznym instrumencie muzycznym, ma pieprzyka na nosie i jest uczennicą szkoły „Abrakadabra”, która kształci młode czarownice.

Autor powieści, która jako żywo przypomina przygody żeńskiego Harry’ego Pottera twierdzi jednak, że wszystko co napisał, jest oryginalne. Upiera się, że jego bohaterka jest tylko kulturowym nawiązaniem do twórczości Rowling, a nie plagiatem literackim. – Postaci i sama opowieść bazują na rosyjskim folklorze, kulturze i tradycjach – mówi Dimitrij Jemec.

Żadnych Smithów i Jonesów!

Do pomysłów Jamesa Aitchisona i jego serii „Mr. Midnight” strzegąca swych praw autorskich i pieniędzy brytyjska pisarka J. K. Rowling jednak nie będzie mogła się przyczepić. Bo tu o plagiacie nie może być mowy.

Wszyscy bohaterowie książek „Mr. Midnight”, czyli Alvin, Rafe, Mars, Wei Ling, Azizuli i Sinchita to dzieciaki mieszkające w Azji. Fascynują się tym, czym młodzi Tajlandczycy, Indonezyjczycy czy Chińczycy. Lubią tradycyjne potrawy kuchni azjatyckiej, a nie zachodnie hamburgery. Ale jednocześnie historie Aitchisona mają uniwersalny charakter, zrozumiały dla każdego młodego czytelnika. I dlatego tak świetnie sprzedają.

W Singapurze i Malezji sprzedano już 830 tysięcy egzemplarzy książkowych przygód piątki małych detektywów tropiących kryminalne i okultystyczne tajemnice, a ponad 300 tysięcy w innych krajach azjatyckich. Chiny pierwsze przetłumaczyły „Mr. Midnight” na mandaryński, wydając 180 tysięcy książek. W 60-tysięcznym nakładzie opublikowano książkę w Tajlandii.

Teraz książkami Aitchisona interesują się oficyny z Korei Południowej, Filipin i Indii. Pierwszym krajem zachodnim, w którym „Mr. Midnight” zostanie wydany, będzie prawdopodobnie Nowa Zelandia. Pisarz nie zgodził się na żądanie oficyny australijskiej, aby imiona i nazwiska postaci występujących w jego książkach przerobił na bardziej „angielskie”. - Bo niby dlaczego australijskie dzieci nie mogą poczytać o azjatyckich rówieśnikach? Dlaczego z moich bohaterów miałbym robić jakichś Smithów czy Jonesów? Jeśli mali Azjaci mogą czytać o dzieciakach z Zachodu, takich jak Harry Potter, to dlaczego Amerykanie czy Europejczycy nie mogliby zainteresować się przygodami dzieciaków z Azji?! - konkluduje pisarz.

James Aitchison stał się już prawdziwą azjatycką konkurencją J. K. Rowling. Co prawda nie może równać się z nią (na razie?) pod względem zarobków, ale za to jest znacznie bardziej płodny. Ma na koncie już 29 książek z serii „Mr. Midnight”, a Rowling biedzi się dopiero nad siódmą częścią przygód Harry’ego Pottera.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.