Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35097 miejsce

Baba za kółkiem...

Nic nie wskazywało na taką przygodę. Sobotni poranek przywitał mnie słońcem, a dzień upłynął w dobrym humorze. Nie chwali się jednak dnia przed zachodem słońca. Tak też było w moim przypadku.

W sobotę samotnie wracałam z Katowic samochodem. W drodze do Częstochowy pogoda sprzyjała, wszystkie światła były zielone, mknęłam szybko i prosto do domu. Aż do czasu…

Czegoś tu brakuje... / Fot. Ewa KuzeraSkrzyżowanie w Siewierzu, ok. 40 km do Częstochowy, czerwone światło. Staję jak inni kierowcy i czekam, aż pojawi się zielone. Jak zwykle w Siewierzu tłum aut, delikatnie przygrywa radio. Jest zielone, sprzęgło, jedynka, gaz i… bum! Jakbym coś pociągnęła lub też coś mnie przytrzymało. Co jest? Zjechałam w prawą uliczkę i stanęłam na chodniku. Wychodzę z auta, zdenerwowana zaglądam pod samochód. No ładnie, rura od tłumika środkowego leży na chodniku i odpoczywa. Co zrobić?! Zbieram szybko myśli - nie mam spawarki, nigdzie nie widzę mechanika, a nawet gdyby był, to przecież jest sobotni wieczór. Nie mam sił na wyciągnięcie tłumika spod auta. Jak tu położyć się pod samochód przy tysiącach przejeżdżających aut i patrzących się kierowcach?

Czas leci, zaczyna się ściemniać, ja jestem bezradna, a tym bardziej mój rozklekotany wóz. Jeśli nie da się wyjąć, to może podwiąże rurę? Nie namyślając się w jaki sposób wejdę pod auto, ruszam do najbliższych domów w celu uzyskania drutu. Znajduje się śmiałek chętny do pomocy. „A co to się pani przytrafiło?” – pyta z uśmiechniętą od ucha do ucha buzią. Po rozpoznaniu sytuacji postanawia mi pomóc. Okazuje się, że nie ma możliwości podwiązania końcówki, a i żadnego działającego mechanika o tej porze nie znajdę. Końcówki nie ma za co złapać, nie ma do czego przymocować, a dostęp jest niemal niemożliwy. Kompletnie spanikowana prawie
już daję za wygraną, ale pojawia się światełko w tunelu. Pan mówi: "zaczynamy reanimować”- cokolwiek to Popsuło się... / Fot. Ewa Kuzeraznaczyło, zgadzam się od razu. Pomocny człowiek sugeruje wyjęcie dywaników i użycie ich jako mat na chodniku, by nie pobrudzić ubrań, sam rzuca się na glebę i szarpiąc z całej siły… wyjmuje końcowy tłumik. Jednak nadal nie ma dojścia do tłumika środkowego, bo zaczepy nie chcą nawet drgnąć. Przestępuję już z nogi na nogę i tracę nadzieję, na jakiekolwiek szczęśliwe zakończenie.

Włączam się więc do akcji, trudno! Padam na chodnik i próbuję ruszać końcówką z przodu, a pomocny pan z tyłu. Poszło… wrzucam tłumiki do auta i z warkotem niemiłosiernym ruszam w stronę Częstochowy. To była chyba najkoszmarniejsza podróż w moim życiu. Hałas nie do opisania, nie pomagała nawet głośna muzyka. Spora ilość spalin w aucie odczuwalna nawet przy otwartym oknie. Każde dodanie gazu i szybsza jazda Wspomnienie nadal pozostało. / Fot. Ewa Kuzeradoprowadzały mnie do szału. Pyrkam, pyrkam do przodu z 50km/h na liczniku. Byłam dumna, że w końcu dostosowuję się do wymaganych ograniczeń prędkości na drodze. Wszyscy mnie wyprzedzali. Autokary trąbiły, tiry mnie „blindowały”, a te spojrzenia kierowców... No tak, baba za kierownicą. Nikt chyba nie wziął pod uwagę, że mogę mieć coś popsute w aucie. Łatka musi być przypięta.

Panu, który mi pomógł w Siewierzu serdecznie dziękuję, bo, niestety, coraz mniej jest ludzi uczynnych. Nadmienię, że prosiłam o pomóc także innych, niestety bezskutecznie. Dziś mogę to już na spokojnie opisać, emocje opadły, ale oby mniej takich przygód. Co mnie jeszcze spotka na drodze?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Fajna przygoda, niestety faktem jest, że im ładniejsza kobieta tym więcej "gentelmenow" :)
a co do mądrosków piszących o stanie techn. samochodu to i w nowych bryczkach czasami rożne dziwne rzeczy się zdążają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tytuł mi pasuje - bo o konkretnym przypadku mówi artykuł :D
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
wczoraj w ej samej okolicy wlokłam się w potwornym korku, na szczęście bez przygód.Zgadzam się z Ewą, że reakcja kierowców-facetów na kierowców-kobiety jest alergiczna. Dawno dość temu jechałam do mechanika z zepsutą tarczą sprzęgłową; wymagało to wręcz nadludzkich wysiłków i chociaż trudno żeby faceci wiedzieli dlaczego tak męczę się, to ich karcące spojrzenia , pomieszane z politowaniem długo pamiętałam

Komentarz został ukrytyrozwiń

hah, fajna historia :) Sam kiedyś musiałem wracać do domu z urwanym tłumikiem w niedzielne popołudnie, tak koło "setki" można ogłuchnąć :)))) Szczęśliwie już kto inny męczy się z tym autem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ok :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

no tak, ale tłumik może wypaśc też facetowi, więc tytuł jest mylny po stokroć. Nieadekwatny. I doprawdy, fakt, że samochód może ruszyć(!!) nie czyni go jeszcze sprawnym;] na drodze samochód musi być niezwodny i sprawdzony, bo twoje przygody twoimi, ale stwarzasz też niebezpieczne sytuacje dla innych użytkowników ruchu, gdybyś tak np. na skutek awarii auta nagle stanęła na drodze szybkiego ruchu, to co? czyja by była wina, auta czy twoja? Zadziwia mnie taka beztroska. Lepiej udaj się na solidny przegląd i napisz o efektach;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Klaro za komentarz. Samochód nieźle daje sobie radę, więc nie ma potrzeby zmian :) Tytuł jest wieloznaczny, gdybym dała awaria tłumika, nawet byś pewnie nie zajrzała, a tak to dowiedziałam się chociaż, że są jeszcze pomocni mężczyźni. Awaria tak, ale auto jest sprawne :) niesprawne byłoby gdybym w ogóle nie ruszyła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

miło wiedzieć, że są jeszcze pomocni mężczyźni na tym swiecie, myślałam, że to gatunek wymarły. Natomiast na twoim miejscu zdecydowanie zainwestowałabym w nowszy samochód.
Tytuł jest trochę mylący, właściwie nie trochę, a bardzo. Sądziłam, że to będzie o zwyczajach kierowców itp a tymczasem mamy o awarii niesprawnego samochodu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.