Facebook Google+ Twitter

Badanie kijem, czyli chorujesz, ale niewielu lekarzy wie na co

Ot taka pospolita historia... W czerwcu 2011 roku zawiało mi ucho, niby nic nadzwyczajnego, poza bólem, który niezwłocznie skierował mnie do lekarza pierwszego kontaktu. I tak się zaczęła cała historia.

 / Fot. David Benbennick, CC3.0, GNU1.2Lekarz pierwszego kontaktu (właściwie to lekarka w podeszłym wieku), widząc i słysząc (podczas krótkiego wywiadu), że jestem przeziębiona, badał mnie z odległości 1,5 metra. Gdyby miał taką możliwość zbadałby mnie zapewne za pomocą kija...

Pani doktor stwierdziła zapalenie ucha, przepisała antybiotyki i rozstałyśmy się. Nie wiem, jak lekarka, ale ja nie byłam zadowolona. Obawiałam się zażywać antybiotyku przepisanego przez lekarza, który chyba nawet dobrze nie widział mojej twarzy.

Udałam się do innego lekarza pierwszego kontaktu. Po opisaniu objawów (wysięk ropy i krwi z ucha), dostałam skierowanie do laryngologa.

Pani laryngolog mnie wysłuchała, wysłała na badanie audiogramem, zaświeciła latarką w lewe ucho (to był akurat taki dzień, że z ucha nie było żadnej wydzieliny) i postawiła diagnozę postępującego niedosłuchu na oboje uszu, którego nie da się cofnąć, ale można spowolnić. Jako lekarstwo przepisała mi lek Nootropil. Zażywałam lekarstwo, z uchem nie było poprawy, nadal pojawiała się wydzielina i utrzymywał duży niedosłuch.

W rezultacie w okolicach września 2011 roku trafiłam na pogotowie z potwornym bólem, lekarz dyżurny przepisał mi antybiotyk i lek przeciwbólowy, polecając późniejszą konsultację z lekarzem laryngologii. Antybiotyk pomógł, ale na kilka dni, po czym ponownie udałam się do lekarza pierwszego kontaktu (tego drugiego z opowieści naturalnie), po skierowanie do laryngologa, lekarz ów wskutek wywiadu stwierdził, bym od razu udała się do specjalistów z sąsiedniego miasta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

Joanna Kowalczyk
  • Joanna Kowalczyk
  • 17.02.2012 20:39

Zycze powrotu do zdrowia Gosia!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marcin Dereń
  • Marcin Dereń
  • 19.01.2012 15:33

@ Arkadiusz Gębka
"(...) i wziernika, którego nie użył laryngolog"
napisal Pan o laryngologu w formie meskiej, a Pan dr laryngolog uzyl wziernika, nie zrobila tego Pani dr laryngolog :) (ale wobec tematu to chyba mrzonka)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Marcin Dereń

"Pani laryngolog mnie wysłuchała, wysłała na badanie audiogramem, zaświeciła latarką w lewe ucho (to był akurat taki dzień, że z ucha nie było żadnej wydzieliny) i postawiła diagnozę "

Latarka to nie wziernik...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marcin Dereń
  • Marcin Dereń
  • 15.01.2012 21:48

@ Arkadiusz Gębka
laryngolog uzyl, nie uzyl lekarz pierwszego kontaktu ;) chociaz podejrzewam, ze nawet nie mial go w gabinecie.
A to, co napisalem jak najbardziej dotyczy tematu - frustracja pacjentow powodowana choroba wyladowywana jest w postaci takich artykulow, czesto z bardzo tendencyjnymi stwierdzeniami. Nie uwazam tego za sprawiedliwe, dlatego zabieram glos.
Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Marcin Dereń

Wszystko to, co Pan tak kompetentnie napisał ma się nijak do bolącego ucha i wziernika, którego nie użył laryngolog...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też miałam przykre doświadczenia.Mojego męża leczono ok. 2 lata lekiem powodującym zaburzenia układu nerwowego,a chorował na zwapnienie naczyń,o czym dowiedział sie o wiele później.Z tą sama chorobą udał się do dermatologa w jednej z częstochowskich przychodni.Tam pani doktor stwierdziła łuszczycę,chociaz nawet ja(laik)wiem , jak łuszczyca wygląda i że to nie ona,bo mąz miał pod skórą pękajace guzy,które po peknięciu i zagojeniu przeobrażały się w sine dołki.Nawet nie raczyła dotknąć chorych miejsc.Zerknęla na nogi zza biurka.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marcin Dereń
  • Marcin Dereń
  • 10.01.2012 01:03

Przykro sie czyta takie wyznania. Z wielu powodow, m.in. dlatego, ze najlatwiej jest wystawic negatywna opinie bez gruntownej oceny wszystkich czynnikow. Wyrazenie wlasnego niezadowolenia jest cennym przywilejem demokracji, ale niestety czesto naduzywanym. Rozumiem, ze obecne nastroje polityczno-spoleczne niemal zmuszaja do teorii spiskowych, ale obawiam sie, ze mozna sie w tym zagubic i przez to rowniez znalezc sie u lekarza (w tym wypadku pomoc jest duzo trudniejsza i na pewno nie ogranicza sie do przyjmowania lekow). Ale do rzeczy.
Bardzo mnie cieszy, ze sa jeszcze ludzie, ktorzy zwracaja uwage na to, ze permanentnie na lekarzach wiesza sie psy. Ostatnio chyba najbardziej ze wszystkich wykonywanych zawodow. Prosze sie liczyc z tym, ze jesli kogos sie nie szanuje, to i ta osoba odwzajemni brak szacunku. Jest to prymitywne, ale wydaje sie, ze dotyczy to wiekszosci. Prosze tez pamietac, ze lekarz tez jest czlowiekiem i ma prawo byc zmeczony narzekaniem pacjentow na wszystko i wszystkich - tak jak KAZDY NORMALNY CZLOWIEK. Poza tym lekarz jest w o tyle niekomfortowej sytuacji, ze zawieszony jest pomiedzy wielce niezadowolonymi pacjentami, a wymogami, niekiedy bardzo absurdalnymi, jakie stawia NFZ. Prosze mi wierzyc, ze procedury obowiazujace w placowkach zdrowia to nie wymysl lekarzy, tylko chorego systemu. Systemu, ktory jest niczym innym, jak systemem MAFIJNYM - jezeli szanowni Panstwo nie wiedza, o czym mowie polecam zglebienie tematu - na poczatek dokladne zapoznanie sie z nowa ustawa ws. recept.
Niepokojace jest tez to, ze bardzo latwo padaja tu slowa "konowal". Zastanawia mnie, czy jesli lekarz uratuje komus zycie, to czy oglasza sie to rownie latwo calemu swiatu. To jest naprawde cholernie niesprawiedliwy trend. Zreszta tak samo moznaby odniesc sie do dziennikarzy, ktorzy zamiast przedstawiac obiektywnie problem i subiektywna wlasna ocene ograniczaja sie tylko do latwej negatywnej oceny. O tym wspomina chyba etyka dziennikarska.
Oczywiscie, wybor zawodu medycznego jest dobrowolny. Tak samo jak wybor lekarza - jesli nie odpowiada Pani ta pani doktor, zawsze moze Pani zmienic lekarza pierwszego kontaktu. Zachecam Pania do tego goraco, bo pewnie wielu osobom, w tym takze Pani, oszczedzi to wiele nerwow, a co za tym idzie, i zdrowia.
I jeszcze slowo a propos diagnozowania chorob - 6 lat zajmuje wyuczenie sie podstawowych chorob, nastepne 4-6 lat, a czasem i 10 specjalizacja w konkretnej grupie przypadlosci. Plus oczywiscie doswiadczenie specjalisty. Niech Pani sobie wyobrazi, ile rzeczy trzeba wziac pod uwage, zanim postawi sie rozpoznanie. Wiele chorob ma te same objawy, co tez skutecznie utrudnia diagnoze. Mam nadzieje, ze teraz z troche wieksza doza wyrozumialosci podejdzie Pani do problemu.
Prosze tez pamietac, ze w obecnym systemie lekarz ma 5 min na pacjenta. Wiecej ma tylko psychiatra, ale tez nie duzo wiecej. Tak nawiasem mowiac wlasnie ta specjalnosc jest od milej rozmowy.
Polecalbym udanie sie do kierownika przychodni, jesli nie jest Pani zadowolona z efektow wizyt lekarskich.
Nie chce umniejszac Pani cierpienia. I naprawde bardzo Pani wspolczuje. Prosze tylko o to, zeby zglebila Pani ten problem podchodzac do sprawy holistycznie, rowniez od strony lekarza, bo z pewnoscia niepokoja takie przypadki. I byc moze, jezeli odpowiednio naglosni sie pogarszajace sie warunki w sluzbie zdrowia znajdzie sie ktos, kto bedzie potrafil uzdrowic medycyne.
Pozdrawiam i zycze zdrowia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie sądzę by Małgorzata nie miała świadomości, że jej polip i jego długa historia jest tworem tylko lekarskich kiksów. To raczej kiksy ze strony nadzorujących służbę zdrowia. To system jest chory, generuje coraz większe środki a o naprawie decydują sami lekarze i ich samorządy. Nie tak dawno przecież Rząd zebrał się wraz z przedstawicielami świata lekarskiego by dyskutować o refundacji, receptach i pieczątkach. W tej grupie jak zwykle zabrakło strony mającej być podmiotem tych hochsztaplerskich ciał. Nikt nawet nie zadał sobie trudu pogadać z pacjentami. Tak się dzieje nie tylko w służbie zdrowia.
Ale w każdym miejscu trzeba być człowiekiem i widzieć człowieka. Nawet rzecznik praw pacjentów podkreśla to, mając nadzieję, że te przymioty rozwiążą każdą kwestię, również bałagan przy nowej ustawie refundacyjnej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podejrzewam, że pani Jolanta Milanowska (pisana tutaj z małej litery) strofując autorkę tekstu także nie żyje na tym świecie. Każdy kierownik przychodni (najczęściej także lekarz) dobrze wie kogo zatrudnia na stanowisku lekarza. Złożenie zatem skargi przez panią Małgorzatę na rzeczoną lekarkę do kierownika ZOZ-u nie wydaje mi się rozsądne i to z kilku powodów.Sędziwa pani doktor jest zapewne dobrą znajomą kierownika przychodni - co raczej wyklucza merytoryczne zbadanie ewentualnie złożonej skargi. To tyle - jeśli miałabym - Pani Jolanto - skomentować pani komentarz.

Małgosiu, jeśli masz siłę walczyć o coś na kształt moralnej rekompensaty za doznane cierpienia z powodu kontaktu z tą lekarką - proponuję Ci wypożyczyć z rejestracji Twoją dokumentację, zrobić ksero, całą sprawę opisać i złożyć w Okręgowej Izbie Lekarskiej. Może tam Ciebie wysłuchają.
I jeszcze jedno. Znam lekarzy mających na swoim karku nawet po 80-ce. Ponieważ wykonują swój zawód rzetelnie i uczciwie - mają mnóstwo pacjentów, którzy z kontaktów z lekarzami seniorami są bardzo zadowoleni. Rzecz tkwi bowiem nie w wieku lekarza, ale w kulturze wykonywania tego zawodu-powołania, jakby nie było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@P. jolanta milanowska
Autorka pisze:
"Według lekarza choroba ucha rozwijała się od dzieciństwa i nikt dotąd po prostu porządnie mnie nie przebadał."
Mamy więc opinię fachowca, a nie nieuprawnionej do jej wydawania pacjentki...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.